sałatka ze szparagami z pesto pokrzywy

Wiosna to dla mnie najbardziej wyczekiwana pora roku. Sezon, w którym wszystko budzi się do życia i z radością witam każdą nowalijkę i pojawiające się owoce. Wcześniej kuszą już mnie importowane truskawki i szparagi, jednak zawsze wytrwale czekam, aż pojawią się nasze krajowe. To w nich tkwi właściwy smak i wartości odżywcze. I gdy tylko się pojawią to znak, by wykorzystywać je  bez ograniczeń, w dowolnym mariażu. W mojej kuchni królują teraz szparagi, rabarbar i truskawki. Chwilę wcześniej cieszyłam się czosnkiem niedźwiedzim, a teraz młodymi liśćmi pokrzywy i krwawnika. Jeśli tylko macie okazję wyskoczyć za miasto, rozejrzyjcie się wokół siebie. Na łąkach rośnie mnóstwo pyszności. Nie wahajcie się zerwać kwiatów czarnego bzu by zrobić lemoniadę, czy jadalnych chwastów, by wyczarować pyszną sałatkę. sałatka ze szparagami i pesto z pokrzywy Najlepiej wiedzą to kucharze w Water&Wine, którzy mają własną łąkę, by czerpać z natury to, co najlepsze. Zobaczcie sami, jak tam jest i jakie cuda potrafią stworzyć w kuchni z tego, co samodzielnie zebrali. Jeśli podsyciłam nieco Wasz apetyt, to zdradzę Wam, że najbliższa kolacja jest już jutro, a 23 czerwca jest możliwość wzięcia udziału w niezwykłym spotkaniu i mieć wpływ na menu kolacyjne. Więcej o kolacji Chef's Table dowiecie się tutaj. Odliczam dni do kolejnej wizyty w Water&Wine (już za kilka dni), delektując się tym, co mam. Mariaż na talerzu w postaci zielonych szparagów, truskawek, pesto z pokrzywy i grillowanego sera idealnie spełnia to zadanie. Pamiętajcie proszę, by przy przygotowaniu zielonych szparagów nie wyrzucać końcówek, za kilka dni pokażę Wam, co z nich zrobić. zielone szparagi

Umami to niespodzianka. Upominek do podarowania. Zaskoczenie obfitujące przyjemnością. Demonstruje triumf natury w subtelnym wydaniu. Smakuje płomiennie, delektuje się drobiazgami. Umami kolekcjonuje liście docenianej dość późno przez kobiety róży i sok z malin. Mości się potem wygodnie i wchłania bez opamiętania. Zostawia  ślad figlowania na stałe. Uzależnia, ale to nawyk wart pożądania. Mamy dziś dla Was przepis nieoczywisty. Na kosmetyki wypełnione pięknem natury. Marka Umami, o której snujemy historię, utkana jest z tego, co zazwyczaj trafia na nasze talerze. Rozlubowałyśmy się w niej autentycznie, bo smaki są takie, jak nasza kuchnia. Szczere i budowane miłością najbliższych. Dajcie się skusić tej opowieści, może pomoże Wam wybrać idealny prezent na zbliżający się Dzień Mamy? Świat Umami czerpie z natury. Dłońmi doktor Doroty Rutkowskiej miesza ją w kremach, romansuje z serum, wchodzi w pyszne mydlane mariaże, koleguje się z balsamamiUmami dzięki wiedzy i niebywałej intuicji lekarki z ponad 20 letnim doświadczeniem  krąży wokół aktywnych składników kwiatów, owoców czy warzyw, zagląda do oranżerii i ogrodu. Tego wokół domu autorki pysznych kosmetyków pielęgnujących, dopieszczonego miłością i troską właścicielki. Nietkniętego chemią i niepotrzebnym syntetycznym  wsparciem. W kremach, balsamach, mydłach, oliwkach nie ma śladu pestycydów. W kosmetykach Umami do znalezienia jest  przede wszystkim to, rośnie najbliżej,  po sąsiedzku dosłownie, by ograniczyć potencjalne źródło alergii. Autorka doskonale wie, jak zioła i minerały wpływają na nasze ciało. Pracuje w stacji dializ i widzi, czym zazwyczaj karmimy organizm. Sugeruje, ale bez dydaktycznego wyrazu , jak najlepiej mu pomóc, czym leczyć. Przez lata eksperymentowała w swojej kuchni i efektami karmiła skórę najbliższych, teraz dzieli się doświadczeniem zamkniętym w eleganckich słoiczkach czy butelkach z ciemnofioletowego szkła określonych definicją Umami. Gdy kosmetykom potrzeba wsparcia oliwy z oliwek, masła shea czy dobroczynnego złota Dorota Rutkowska wyszukuje na świecie zaufane manufaktury, w których ważne, jak i u Niej, są jakościowe detale. Dusza lekarza, troska świadomej kobiety i dobra enegria trafia do każdego produktu. To właściwa recepta mocy, jaka tkwi w kosmetykach Umami. Paleta smaków kosmetyków Umami harmonizuje wdzięcznie z kuchnią. Skład kremów jest głęboki, sprzyjający apetytowi. Można się w nim zadurzyć i słusznie, bo oferuje wyborne doznania. Doktor Dorota Rutkowska udowadnia, że najlepsze kosmetyki to takie, które można zjeść. Naturalne i bezpieczne. Róża damasceńska jest autentyczna, zbierana o świcie przez samą autorkę kremu. Pani doktor musi się spieszyć, bo gdy słońce zbyt mocno spraży liście, kwiat traci cenne olejki eteryczne. Pokrzywa też  wymaga poświęceń, ścinana nim wypuści pierwsze kwiaty parzy niemiłosiernie, ale przecież wtedy jest najpotężniejsza, co doceniają, ci których uwiodła siła Umami. Tych, którzy mają premierowe spotkanie z tymi kosmetykami zaskoczy intensywność doznań. Nie ma w niej nic z ulotności, nie zniknie niepostrzeżenie, a pysznić się będzie na skórze dłużej niż wyrafinowane perfumy. Rumianek i malina, choć dedykowane wrażliwej skórze dzieci, rozsmakowują się też na dojrzalszej skórze i chronią ją przed słońcem. Oliwkę warto wkropić do kąpieli i fundować sobie niespieszny relaks. Skład ma niemal taki, jak dressing do sałatki, jest olej słonecznikowy, są migdały,maliny i sporo kropel innego dobra. Polecamy do debiutu w pakiecie z siłą róży. Do niej Pani doktor ma niebywałą słabość i medyczne uzasadnienie. Róża jest zbawieniem dla cery dojrzałej, jej olejek nie tylko odmładza czy pielęgnuje, ale też wpływa na neuroprzekaźniki. a więc poprawia nastrój! Bywa afrodyzjakiem:) Krem różany wzmacniany rozmarynem z serii Umami nie podrażnia skóry, ujędrnia ją skutecznie, nawilża, dodaje zauważalnego blasku i co nas już po pierwszym tygodniu stosowania zaskoczyło - świetnie wyrównuje kolor cery i rozprawia się z przebarwieniami. W różanej kobiecej serii jest też serum z malinami, peeling z piaskiem kwarcowym czy mydło z glinką francuską.    Jeśli trapią Was problemy z suchą skórą, podrażniają polecane w reklamach kosmetyki z drogerii czy apteki, skuście się na zmysłowe mydło paczula ze 24 karatowym złotem. To wydanie luksusowe, ale bez obaw, cenę ma przystępną - 160 g kostka kosztuje 30 złotych. Skórze trądzikowej przyda się wsparcie serum z czarnuszki i ogórka oraz mydło z szałwi lekarskiej i zielonej glinki francuskiej. Jego bazą są nierafinowane, tłoczone na zimno oleje, które doskonale oczyszczają i nawilżają. Mydło spokojnie zastępuje nawet szampon i jak wszystkie kosmetyki Umami, aromatycznie nie pozwala o sobie zapomnieć:) Pożegnanie wrażliwej skóry pod oczami funduje natomiast duet nagietka i zielonej herbaty. To puszysty krem, który naprawia, co się popsuło, nawilża, napina i czyści skórę z niechcianych cieni. Do rozsmakowania koniecznie:) Umami ma receptę na rozmaite problemy, ale każdy z nich rozwiązuje indywidualnie. Funduje skórze spragnionej skórze obfity posiłek, które znużone ciało niewątpliwe doceni. Każdy z nas zasługuje na ten rarytas, odrobinę luksusu w szaleństwie codzienności. Jeśli zastanawiacie się, jak rozpieścić swoje mamy w ich dniu ( 26 maja już za moment:)), obdarujcie Je tym zuchwałym kulinarno-kosmetycznym koktajlem z serii Umami.  To właściwy pretekst do pysznego nasycenia się dobrem natury.  Kosmetyki Umami i więcej informacji o nich znajdziecie tutaj. Jeśli zamówicie je na Dzień Mamy, dostaniecie niespodziankę!

Czosnek niedźwiedzi to pierwszy zwiastun wiosny, to pierwsza nowalijka, na którą czekam co roku. Najczęściej używam go do pasty jajecznej, dodaję do sałatek czy twarożku. Tym razem połączyłam go z masłem. Jak dla mnie to udoskonalona wersja masła ziołowego. Masło z czosnkiem niedźwiedzim jest idealne do grzanek czy jako dodatek do dań z grilla. Jest delikatniejszy w smaku od masła z czosnkiem. Zastanawiam się, dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, aby podawać go do steków, przecież to musi być doskonały mariaż! I do tego ten kolor! masło z czosnkiem niedzwiedzim 2 Przepisy z czosnkiem niedźwiedzim:

masło z czosnkiem niedzwiedzim 2

lody z awokado bez laktozy i bez cukru

Wyjeżdżałam  z domu na kilka dni i miałam misję: ocalić awokado, które było już dojrzałe. Równocześnie naszła mnie chęć na lody, a moim przypadku taka zachcianka nie jest prosta do spełnienia, gdyż znalezienie lodów bez cukru prawie graniczy z cudem. Stąd eksperyment w postaci tych lodów. Całkiem udany :) lody z awokado bez laktozy i bez cukru Lody przyjemnie chłodzą i są rześkie w smaku. I nie są zamarznięte na kamień, dzięki użyciu rumu i oleju kokosowego. lody z awokado bez laktozy i bez cukru

Stos porzuconych liści wciśnięte niedbale do skrzynki,  którą pod koniec dnia ktoś zaniesie do śmietnika tuż obok. Cieszą zielenią i soczystością, ale to mało kogo obchodzi. Są odrywane na specjalne życzenie, a tych, licząc wypełnione nimi po brzegi pudła, jest co niemiara. Nikomu nie chce się targać do domu kompletu, skoro liście i tak do niczego się nie przydadzą. To chwast przecież - słyszę, gdy pytam dlaczego. Liście jedzą tylko króliki - drwiąco ich potencjał ocenia ktoś przede mną. Są gorzkie -  wydaje wyrok młoda dziewczyna z dzieckiem  na rękach, dla którego wybiera najlepsze marchewki. A mnie kuszą, więc zbieram te wszystkie sieroty i szukam na nie pomysłu. Sięgam do rodzinnych historii, jestem w kuchni obok babci i ukradkiem spoglądam na jej dłonie, które najpierw opłukują liście z piasku, bo lubi ten łobuz  zbierać się w ich zakamarkach, a potem suszą je i siekają. W lodówce przegryza się śmietankowy sos, oblebione nim będą miłym kompanem dla młodych ziemniaków z koperkem, które właśnie miękkną w garnku. Liście rzodkiewki mają moc. Więcej w nich witaminy C niż w cytrynie! Genialnie czyszczą organizm z toksyn, usprawniają prace żołądka i przemianę materii. Odtruwają i regulują ciśnienie krwi. Wyposażone są w potężniejszą gamę wartości odżywczych niż ich różowe sąsiadki. Są najzdrowszą częścią pęczka, po który sięgamy tak chętnie w nowalijkowym sezonie. Na Dalekim Wschodzie wyciskają z nich sok, którym leczą żółtaczkę. Lepiej ich nie lekceważyć, bo przydadzą się organizmowi - na ich porcję zareaguje z wdzięcznością. Wykorzystnie liści idealnie wpisuje się w ideę #zero waste w kuchni, którą promują najlepsi kucharze. W restauracji Water&Wine z czułością myśli się o każdym składniku, który trafia na stół. Sporo produktów pochodzi z ogrodu, który rozrasta się przed oknami. W Drzewcach nowalijki otoczone są opieką, szefowie kuchni Marek Flisiński i Kamil Raczyński regularnie sprawdzają, jak im się wiedzie, bo to z tego, co wyrośnie im w ogrodzie potem konstruują wybitne dania. Rośliny mają zapewnione dobre warunki  - najpierw są w szklarni, bazują na wsparciu natury, co przebija się później w ich uczciwym smaku. Ta autentyczność została doceniona ostatnio. Restauracja Water&Wine znalazła się w nowej edycji międzynarodowego przewodnika Where Chefs Eat. Trafiają tam tylko wyjątkowe miejsca, a to w Drzewcach przy rozlewni wody Cisowianka takie jest, bo nie karmi codziennie. Na kolację trzeba się zapisać ze sporym wyprzedzeniem. Inspiracje z Water&Wine przenoszę na swoje domowe talerze i łączę z rodzinnymi przepisami. Liści rzodkiewki więc absolutnie nie wyrzucam, tylko dorzucam do zupy, sałatki, koktajlu czy pesto. Pyszne są także pieczone lub duszone z dodatkiem mięsa. Mogą być farszem do kruchej tarty. Na pewno nie powinny trafiać do śmietnika i liczę, że moje propozycje Was skłonią do tego, by liściom rzodkiewki dać szasnę. 

drożdżówki z serem, rabarbarem i migdałami

Majowy długi weekend sprzyja spotkaniom. Tym nieformalnym, zwoływanym po przebudzeniu, na które najlepiej dociera się rowerem. To czas rozwianych włosów, nieśpiesznych rozmów, zakolegowywania się na nowo z naturą, koca w kratkę i kosza wypełnionego domowymi wypiekami. Buzię można bezkarnie wystawiać ku słońcu i mróżyć zadziornie oczy, w które pchają się zawadiacko ciepłe promienie. Czeka nas przyjemność brodzenia w piasku, zanurzania w smakach łąki pachnącej wciąż wiosenną świeżością, taplania w strugach lecącego, jak zwykle z nienacka, deszczu. Ten moment do niczego nie zobowiązuje, udziela urlopu od rutyny, nie potrzebuje planu, by być wyjątkowy. Warto z tym majem być w zmowie, chwycić go za rękę i ukradniem zerknąć, co ma w ofercie. On pierwszy dzieli się bukietem konwalii, pachnie zniewalająco bzem i karmi nowalijkami. Rozpieszcza lubieżnie, zmysłowo podąża ku miłości, skraca dystans potrzeby pogawędkom toczonym do świtu. Maj prowadzi nas na ulubiony targ, funduje rozpustne śniadania i łagodzi wyrzuty po zbyt dużym deserze. Ustala nasze menu, więc gotują się w nim pierwsze szparagi i dylematy, czy lepsze wśród nich są białe, zielone, a może te rzadziej dostępne fioletowe. Serwuje truskawki, do zmiksowania w koktajlu, zatopienia w czekoladzie lub pogryzania z kleksem mojego ulubionego sera. Zaplata urocze wianki z kwiatów zrywanych ukradkiem. Podarowuje bukiety, które pachną miłością. Zarasza na randki i rozbudza ciekawość. Jest kreatwyny i żądny wrażeń. Do kuchni  maj  zagląda ukradkiem wodząc na pokuszenie. Dajcie się mu uwieść i kupcie koniecznie wiązankę rabarbaru. Przyda się do turlania maślanych drożdżówek. Takich z miejscem do zagospodarowania. Wypełnijcie je serem, dobrym, by nie było niechcianych niespodzianek. Twarożek kanapkowo- sernikowy Mój Ulubiony składa się tylko ze śmietanki i kultur bakterii fermentacji mlekowej. Nie ma żadnych niepotrzebnych dodatków - konserwantów czy stabilizatorów.  Jest naturalny, z lekko słonym posmakiem, który akurat wypiekom się nieźle przydaje. Gładko rozmarowuje się na kanapce i lekko miesza. Ma dużo wapnia, białka i witaminy z grupy B. Twarożek kanapkowo- sernikowy Mój Ulubiony zawiera  28% tłuszczu, więc dobrze wybrzmi w sernikach, pastach, czy, jak w mojej propozycji - stworzy udaną parę z zalecającym się do niego rabarbarem.  drożdżówki z serem, rabarbarem i migdałami Drożdżówki są wdzięcznym piknikowym towarzystwem, pysznie sprawują się także w podróży i na rowerowej wycieczce. Bywają niewymagające. Dobrze jest upiec ich więcej i dzielić się tą przyjemnością. Sekretem sukcesu są składniki. Do ciasta przede wszystkim dodałam masło w kawałkach. Owszem, wyrabia się je w takim połączeniu trudniej, niż wtedy, gdy używam rozpuszczonego tłuszczu, ale efekt jest wart wysiłku. Ciasto wzmocniłam 2 łyżkami twarożku kanapkowo-sernikowego Mój Ulubiony. Drożdżówki wyszły puszyste, lekkie, bardzo delikatne. Wyraziście dopełnia je  nadzienie, bardzo kremowe skoponowane z twarożku, żółtka i domowego cukru waniliowego. Wierzch stroią młody, polski polski rabarbar i migdały, które wzmacniają ten kremowo-kwaśny mariaż. To co, pieczecie swoje drożdżówki na majowy piknik?  Wieluń Mój Ulubiony

Czają się jeszcze i wciąż nieśmiało wypuszczają łodygi, liście czy natki ku słońcu, ale już za moment będzie ich wszędzie pełno i zdominują swą obecnością nasze talerze. Nowalijki pysznią się w wiosennej odsłonie i smakiem nagradzają za wytrwałe oczekiwanie na ich moc. Tej mają w sobie sporo, są pełne witamin i minerałów, od trzonka do korzonka wypełnione energią, która wspiera zmarnowany wylegującą się zbyt długo w płatkach śniegu zimą organizm. Potrzebujemy nasycenia tym, co ma znacznie lżejszy bagaż. W walizce nowalijkowych przyjemności chrupią rzodkiewki, pachną soczystością liście szpinaku, zalewa się różowym pąsem drobna botwina i zielenieje natka   marchewki. Nowalijki wkraczają z tą swoją krzepą do kuchni, stukają o blat i proszą o słuszą uwagę. Mają tyle do opowiedzenia. Nie było ich przez dobrych kilka miesięcy, kazały na siebie czekać, jak zwykle, bo chcą, by garnkach mieszać uczciwie i sezonowo. Gotowanie w rytmie natury ma sens nie tylko ekonomiczny, ale przede wszystkim jakościowy. Jaka tkwi uciecha w tym, żeby w grudniu zjadać pomidory lub ogórki. Brak im wyostrzonego smaku i tej premierowej radości. Czekanie na rozpoczęcie nowalijkowego sezonu ma urok osobliwy, trzeba zafundować sobię tę drobną przyjemność. Szefowie kuchni grają w zielone, propozycje w swoich lokalach dostosowują do tego, co za oknem. W urokliwym miejscu Water&Wine czerpią z luksusu, który sami zasiali. Restauracja ma swój ogród, więc koperek czy pietruszkę zrywa się prosto z grządek. Wydźwiek jest na talerzach, jeśli chcecie sprawdzić, jak wyjątkowy, rezerwujcie u nich stoliki. W Drzewcach niczego się nie marnuje, bo każdy składnik jest zbyt cenny, by trafiał do kosza. Czerpię z tych inspiracji i ideę #zero waste wykorzystuję w swojej kuchni. Odzyskuję moc z pomarszczonych rzodkiewek, zwiędniętą sałatę duszę na patelni, a miękkie marchewki ożywiam miodem. W resztkach tkwi potencjał, niech to, co wciąż dobre trafia na stół, a nie do śmietnika. Młode rzodkiewki mają swój niebywały urok, ale tylko przez moment. Porzucone obrażają się i tracą swą chrupiącą otoczkę, która kusi w nich najmocniej. Ja daję im drugą szasnę w piekarniku. Jeśli jeszcze nie ogrzewaliście rzodkiewek jego ciepłem, spróbujcie koniecznie. Odzyskają swój blask i wrócą na talerz w wykwintnym wydaniu. składniki:

  • rzodkiewki
  • garść płatków migdałowych
  • łyżeczka soku z pomarańczy
  • łyżka listków mięty
  • płaska łyżeczka miodu
  • łyżka oliwy
  • sól i pieprz
Rzodkiewki umyć, przekroić na pół lub pokroić w ćwiartki. Przełożyć na blachę do pieczenia wyłożoną papierem. Piekarnik nagrzać do 180 stopni.W miseczce wymieszać oliwę, miód i sok z pomarańczy. Sosem polać rzodkiewki. Opórószyć solą i pieprzem. Posypać płatkami migdałowymi. Do rozgrzanego piekranika wstawić blachę z rzodkiewkami i zapiekać około 15 minut - gdy zaczną brązowieć można wyjąć wcześniej. Gotowanie w rytmie #zero waste moblizuje do tego, by odkrywać możliwości, jakie daje cały składnik. Rzodkiewka ma liście, które można pysznie wykorzystać. Jest w nich chociażby dwa razy więcej witaminy C niż w cytrynie. Jeśli dodtąd jadły je jedynie Wasze świnki morskie i króliki, poczekajcie na kolejny przepis. Podrzucę kilka znakomitych podpowiedzi na porzucane zazwyczaj liście!  

Gościnność. Sztuka dobrej obsługi w gastronomii

"Gościnność. Sztuka dobrej obsługi w gastronomii” autorstwa Patrycji Siwiec i Adama Pawłowskiego MS, to pierwsza w Polsce publikacja w całości poświęcona profesjonalnej obsłudze oraz temu, jak gościnność przekłada się na sukces w gastronomii. To podręcznik napisany przez praktyków, których doświadczenie wsparte jest również wywiadami z ekspertami z branży. To książka, której zdecydowanie brakowało i która doskonale zapełnia lukę na rynku. I która jest potrzebna bardziej, niż jakakolwiek inna. Dlaczego? "Miesiąc po wizycie w restauracji zwykle nie pamiętamy tego, co jedliśmy, za to doskonale pamiętamy, jak zostaliśmy obsłużeni. Dobry serwis uratuje niezbyt smaczny posiłek, a nieprofesjonalna obsługa zepsuje nawet najlepsze danie. Dlatego choć jako gość odwiedzamy wiele różnych restauracji, to wracamy najczęściej tam, gdzie wyjątkowo nas potraktowano" - czytamy w książce. Gościnność. Sztuka dobrej obsługi w gastronomii W książce można znaleźć scenariusze, tj. przykładowe zestawy pytań, które prowadzą do wzrostu sprzedaży. To także gotowe manuale (do indywidualnego dostosowania). Jeden rozdział poświęcony jest z kolei temu, jak postępować w sytuacjach kryzysowych. Z "Gościnności" dowiecie się także, dlaczego lepiej nie otwierać własnej restauracji. Z częścią powodów trudno się nie zgodzić (tak, to prawda, że będąc współwłaścicielką restauracji spędzałam w niej znacznie więcej czasu niż gdziekolwiek indziej,  prawo Murphy'ego nie przestaje zaskakiwać) i trzeba mieć naprawdę silną motywację , aby się mimo to odważyć się do wejścia w ten biznes i odnieść sukces. „Gościnność” to: - ponad 280 stron konkretnej, sprawdzonej wiedzy - kilkadziesiąt prostych do wdrożenia porad - kilkanaście scenariuszy szkoleń wewnętrznych dla pracowników gastronomii - dział poświęcony pracy sommeliera - przykład skróconego manuala - historie wzięte z restauracyjnego życia - 9 wywiadów ze specjalistami i mentorami polskiej i światowej gastronomii: dr Joanna Heidtman (psycholog), Claire Randall (pracowała jako inspektor przewodnika Michelin), Gerard Basset MS MW OBE (Najlepszy Sommelier Świata 2010), Ronan Sayburn MS (Oficer Operacyjny The Court of Master Sommeliers), Piotr Kamecki (Prezydent Stowarzyszenia Sommelierów Polskich), Grzegorz Kłos (restaurator), Daniel Pawełek (restaurator), Adam Jarczyński (ekspert do spraw savoir-vivre), Bogdan Gałązka (szef kuchni i restaurator) Jeśli pracujecie w gastronomii lub planujecie otworzyć własną restaurację, to tą książkę powinniście potraktować jak lekturę obowiązkową. Gościnność. Sztuka dobrej obsługi w gastronomii Autorzy: Patrycja Siwiec i Adam Pawłowski MS Wydawnictwo: TAKE EAT EASY Cena: 59zł Książka dostępna jest w sprzedaży internetowej: www.goscinnosc.pl

Są takie dania, że nie sposób je zjeść na jeden raz. Jak np. pieczona kaczka w całości dla 2-3 osób. Oczywiście można jeść ją przez kilka dni, jednak dla mnie żadna potrawa nie smakuje już tak dobrze drugiego dnia - potrzebuję urozmaicenia. Stąd pomysł na to danie. W zamierzeniu miało być bao, modne chociażby z foodtrucków. Realnie jednak nie miałam czasu na ich przygotowanie, więc sięgnęłam po awaryjne pity w szafce. Pieczoną kaczkę wymieszałam w glazurze pomarańczowo-imbirowej, ożeniłam z kilkoma rzodkiewkami, zalegającymi w lodówce, które zamarynowałam w soku z pomarańczy. To taki domowy street food przygotowany w 15 minut. Efekt w pełni satysfakcjonujący, obiad smakował bardziej, niż tradycyjny dzień wcześniej. Pita z szarpaną pieczoną kaczką, z marynowanymi rzodkiewkami w glazurze pomarańczowo-imbirowej

Agata przygotowała obfity poradnik w sprawie wykorzystania białek i żółtek, które zostają po wielkanocnych wypiekach. Jeśli brakuje Wam na nie pomysłu, zerknijcie koniecznie do obu tekstów. Jest tam ponad smacznych 30 propozycji. Ja dołączam przepis na ostatnią chwilę - wielkanocne bezowe babeczki.   Deser powstał po upieczniu tarty limonkowej, którą na potrzeby wielkanocnego domowego marketingu nazwałam mazurkiem. Sami zdecydujcie, jak chcecie udekorować bezy. Ja podaję je z kremem czekoladowym, bo chciałam wykorzystać resztę śmietany, jaką miałam w lodówce.  Słodki deser lubi kwaśne konfitury, pestki grantu, liście miety czy mus bazyliowy.