Przygotowanie musu czekoladowego trwa dosłownie chwilę. Lubię eksperymentować, dodając do niego różne dodatki. tym razem do musu dałam szczyptę świeżo utłuczonego kardamonu. Ale to nie wszystko. Tym razem mus jest wypełniony ajerkoniakiem. Bez problemu udało mi się wydrążyć dziurkę, aby móc wlać do niej kremowy adwokat. Efekt wyszedł w pełni zadowalający, zarówno smakowo, jak i wizualnie :) Mus czekoladowy z adwokatem

Taki to przywilej grudnia, że może być aromatycznie i intensywnie. Czas, gdy miesza się cynamon z kardamonem, w moździerzu tłuczone są goździki. Przyprawa korzenna unosi się w powietrzu i kieruje zmysły w stronę świątecznego stołu. tiramisu piernikowe Na moim pojawi się piernikowe tiramisu. Robione na bazie domowych ciastek maczanych w kawie z pomarańczą. Przepis do powtórzenia przez tych, którzy nie lubią piec, a chcieliby się jakoś włączyć w bożonarodzeniowe przygotowania. Deser zrobiony w eleganckim słoiczku może być zaskakującym prezentem dla bliskich. Zresztą, czy trzeba mieć powód, by zrobić takie pyszności? piernikowe tiramisu

Czekoladki z wiśniami i kardamonem

Czekoladki są bardzo wdzięcznym tematem, dlatego jeszcze chwilę Was nimi uraczę ;) Zapach rozpuszczonej czekolady unoszący się po kuchni to zdecydowanie jest to! Cudownie lśniąca czekolada zaprasza do dalszych prac. Po raz kolejny wykorzystałam owoce z nalewki, by czekoladki miały smak, jak z dobrej bombonierki. Pamiętajcie, aby wybrać dobrą czekoladę, zawierającą minimum 60% kakao (preferuję 70 i 85%). Czekoladki z wiśniami i kardamonem Czekoladki z wiśniami zostały wzbogacone kardamonem. Smak bardzo świąteczny i głęboki. Kardamon najlepszy jest zielony, pełen aromatów. Mój dostałam od przyjaciół z Agni-ajurweda, którzy przywieźli go prosto z Indii. Czekoladki wystarczy zapakować, by móc obdarować bliskim. Możesz stworzyć swoją własną bombonierkę :) Zobacz inne nasze przepisy na czekoladki: czekoladki nadziewane malinami czekoladki nadziewane kajmakiem biała czekolada z lawendą czekoladki nadziewane musem z suszonych śliwek czekoladki z macierzanką i kwiatkami czekoladki kokosowe z migdałem biała czekolada z kwiatkami czekoladki kawowe czekoladki z marcepanem i czereśnią czekoladki z orzechami skórka pomarańczowa w czekoladzie czekoladki z nadzieniem miętowym trufle karmelowe czekoladki pomarańczowe białe czekoladki nadziewane lemon curd czekoladki z nadzieniem czekoladowym

Czekoladki z malinami

Te nadziewane czekoladki należą do ulubionych mojej rodziny. Wytrawny smak czekolady w połączeniu z nasączonymi malinami z nalewki zdecydowanie smakuje dorosłym. Do tego espresso lub łyk domowej nalewki malinowej i człowiek się rozpływa :) Czekoladki z malinami Czekoladki wystarczy zapakować (w puszkę, mały słoiczek, pudełko lub celofan) i obdarować nimi przyjaciół. Kulinarne prezenty są dobre na każdą okazję, nie tylko na Święta :) Czekoladki z malinami

 Biała pavlova, jak to kobieta, skłonna jest do metamorfozy. Lubi zmiany i dobrze jej w kreacjach rozmaitych. Klasyka pavlovej odpowiada niezmiennie, ale, gdy trzeba, stać ją także na odrobinę szaleństwa. Pasują jej błyskotki, więc karmelowe odzienie przywdziała bez kaprysów. Muśnięta rozgrzanym cukrem zrobiła się strojna natychmiast i taka jakaś dostojniejsza. Do tego nieco złota, któremu żadna dama się nie oprze i jest elegancja na poziomie paryskich wybiegów. palvlova z karmelem Biała pavlova bez względu na okoliczności, nigdy nie zawiedzie. Dobrze skrojona, w  domowej wersji robi wrażenie. Achy i ochy wykrzykiwane nieśmiało nawet przez tych, co niby nie lubią słodyczy - gwarantowane.  Sekretów udanej kreacji jest kilka. Jeśli je zapamiętacie, pavlova się uda na pewno:

  • dobrej jakości białka - mogą być prosto z lodówki, choć ja wolę używać tych w temperaturze pokojowej - krócej się ubijają
  • czysta miska, w której są ubijane białka- najlepiej tuż przed ubijaniem, przetrzeć ją ściereczką nasączoną sokiem z cytryny lub octem
  • miska najlepiej, by była matalowa lub szklana, na plastikowej szybciej osiada tłuszcz, którego białka nie lubią
  • białka muszą być idealnie oddzielone od żółtek, nawet najmniejszy dodatek żółtka może popsuć cały efekt
  • białka ubijamy na silniejszych obrotach miksera do czasu aż powstanie lśniąca, nie oddzielająca się od siebie masa. Gdy białka zaczną się rozwarstwiać, oznacza to, że są "przebite" i nie dadzą się uformować
  • drobny cukier kryształ, a nie cukier puder - bardzo powoli i w takiej ilości, jak podany, dodawany do białek. Cukier jest gwarancją sukcesu. Przy wsypywaniu cukru, zmniejszamy obroty miksera i ubijamy do czasu, gdy cukier nie będzie wyczuwalny w masie - najlepiej sprawdzić rozcierając odrobinę kremu między palcami.
  • palvova bardziej się suszy niż piecze. Ważna jest więc niska temperatura - 100 -110 stopni. Można używać termoobiegu, ja wolę grzanie góra-dół i kontrolowanie, czy deser nie za bardzo się rumieni.
Powodzenia! pavlova z karmelem

Czy ja lubię ptysie? Właściwie to pałam wobec nich niezobowiązującym emocjonalnym chłodem. W cukierni nie zwracam na nie specjalnej uwagi. W domu robię je rzadko. Na specjalne życzenie. Męża, który uwielbia wszystkie wypieki z ciasta parzonego. Karpatki, napoleonki, eklerki - po nie wyciąga rękę nieposkromiony i robi wyrzuty, że ja tak rzadko je serwuję. W sumie nie wiem, dlaczego. Wbrew pozorom to ciasto nie wymaga szczególnego poświęcenia. ptysie Ciasto parzone to francuska klasyka. Jego sekret tkwi w dobrym maśle i tłustym mleku. Do tego kontrola przy podgrzewaniu i nie może się nie udać. Z tego przepisu można też spokojnie wycisnąć eklery albo profiterolki. Cokolwiek nie powstanie, zapewne zasmakuje wielbicielom tego rodzaju deserów. ptysie

Ryz na mleku kokosowy z musem z pieczonych sliwek

Jesień niesie z sobą mnóstwo kolorowych smaków: dynia, jarmuż, bakłażan i węgierki. Te ostatnie nie dają mi o sobie zapomnieć, kupuję je nieustannie wiedząc, że za chwilę się skończą. Węgierka do zdecydowanie królowa wśród śliwek. Pełna aromatu i zapachu. Zatęskniłam za daniem niemalże jak z dzieciństwa (wówczas nie miałam pojęcia o istnieniu mleka kokosowego). Chodziło mi po głowie tak długo, aż zrobiłam. To było dokładnie to!  Ryż na mleku kokosowym z musem z pieczonym węgierek. Ryz na mleku kokosowy z musem z pieczonych sliwek Ugotowałam go tak dużo, że zastąpił nam obiad. Z reguły obiad na słodko dla mnie może nie istnieć (co innego deser lub ewentualnie śniadanie ;)), ale tym razem był wyjątek (średnio 4 razy do roku jem obiady na słodko: pierogi z jagodami, naleśniki z musem z jabłek). Ryż na mleku kokosowym z musem z pieczonych śliwek możecie zrobić również na śniadanie, a nawet na deser. Na pewno zasmakuje dzieciom - jest kremowy  bardzo delikatny. Ryz na mleku kokosowy z musem z pieczonych sliwek

Jakże ja się cieszę z powrotu kasz. Z tego wyboru, który mam na targowym stoisku. Worków wypełnionych po brzegi i pani, która dla mnie nakłada drewnianą chochlą sypkie ziarenka. Jaglana, biała gryczana, owsiana, perłowa. Rozpasały się na polskich stołach wieki temu, a potem nagle zniknęły niepostrzeżenie. Wyparte przez inne dobrocie, dopiero po latach wracają nieśmiało żądając miejsca w domowym menu. Słusznie domagają się uwagi , bo zalet mają całą paletę, chronią przed infekcjami i leczą. zapiekanka z kaszy Kto jeszcze nie uzależnił się na nowo od kasz, niech nadrabia zaległości. Na początek spotkania proponuję zapiekankę z jaglanki, która ma coś w sobie z sernika i wartościowego deseru zarazem. Możecie dorzucić do niej zamiast śliwek brzoskwinie, do cynamonu dodać jeszcze kardamon. W każdym wariancie będzie pysznie, bo kasza jest wdzięczna i lubi mocne towarzystwo. zapiekanka z kaszy

Kokosowy pudding z chia z pieczonymi śliwkami

Kokosowy pudding z chia z pieczonymi śliwkami to smak jesieni. Pieczone śliwki z cynamonem dobrze przełamują poniekąd monotonny smak mleka kokosowego, jednocześnie świetnie podkreślając jego walory. Dzięki nasionom chia (które gigantycznie chłoną wodę, w stosunku 12:1) pudding jest gęsty bez żadnego wysiłku i może stanowić sycące śniadanie. Wystarczy wieczorem wymieszać nasiona z mlekiem i upiec śliwki, by rano móc się spokojnie delektować niebanalnym smakiem. Dla mnie to połączenie jest znakomite! Zastanawiacie się, jak smakują nasiona chia? Zupełnie nijako ;) Są bez smaku, jednak świetnie zagęszczają potrawę  i są wybitnie zdrowe (poniżej info), więc warto po nie sięgać (podobnie jak po siemię lniane), gdyż nie zmieniają smaku potrawy. Kokosowy pudding z chia z pieczonymi śliwkami Po erze tapioki nastała pora na nasiona chia (szałwii hiszpańskiej), które powszechnie zalicza się do tzw. "superfood". W przypadku nasion chia wystarczą około 2 łyżki stołowe (pamiętajcie, że nie powinniście spożywać więcej niż 3 łyżki dziennie), żeby zaspokoić 1/3 zapotrzebowania na kluczowe minerały. Są bardzo bogate w błonnik (mają go 2 razy więcej niż otręby!), białko (szczególnie polecane weganom), magnez (15 razy więcej niż brokuł!), fosfor i wapń (zawierają go 6 razy więcej niż mleko). Dodatkowo mają całkiem sporo witaminy B3 (niacyny), potasu, witamina B1 (tiaminy) i witaminy B2, a przy tym mało kalorii. Polecane są osom dbającym o linię a także cukrzykom, bowiem spowalniają wchłanianie cukrów i regulują poziom cukru we krwi (to coś dla mnie! :). To jeszcze nie koniec dobrodziejstw ;) Nasiona chia są bardzo bogate w kwasy tłuszczowe Omega - 3 (15g nasion zawiera ich 8 razy więcej niż dziki łosoś!), podobnie jak nasz rodzimy len. Kokosowy pudding z chia z pieczonymi śliwkami

Budyń z torebki był ze mną w kuchni przez lata. Mieszałam proszek z mlekiem i wracałam do rozkosznych dziecięcych wspomnień. Albo kręciłam na jego bazie krem do ciast. Pożegnałam się z nim na dobre, gdy zaczęłam rozbudzać budyniowy apetyt w córce. Zamiast mieszać proszek wzbogacony o sztuczne dodatki, mleko łączę z mąką ziemniaczaną. Smaku dodaję domowym cukrem waniliowym, cynamonem i koniecznie owocami. Naduśka zjada zawsze podwójną porcję, jej tato też oczekuje dokładki, więc budyniowy festiwal trwa u nas nieustannie. Czasami traktuję go jako deser, częściej jest po prostu drugim śniadaniem. budyń kokosowy Eksperymentuję z ubarwianiem budyniu, wykorzystuję rożne rodzaje mleka. Ten na bazie kokosowego jest słodszy i bardziej kremowy. Dla córki robię zawsze gęsty, w którym łyżka może stać, bo takie dziecko ma upodobnia:) Sama wolę lżejszy wariant, więc gotuję go nieco krócej. Zresztą w jakiej wersji domowy budyń nie powstanie, zawsze znika. Zachęcam do wypróbowania, pewnie po tym doświadczeniu już nie wrócicie do torebek:) domowy budyń