Szczypta prawdziwej miłości, garść rozgrzewających emocji, porcja świątecznej słodyczy i blasku. To przepis na jeden z najbardziej urokliwych symboli Bożego Narodzenia. Pierniczki, które stylowo obtoczone lukrem mogą zdobić choinkę, być niezobowiązującym prezentem i sprawiać nęcącą niespodziankę. Dopełniają magii świąt, krusząc się i chrupiąc uwodząco zarazem. Co roku zapraszam moje maluchy i ich przyjaciół do wspólnego pieczenia. Sypie się mąka, moździerz cierpliwie znosi ucieranie kolejnej porcji korzennej przyprawy, dzieci ukradkiem oblizują łyżki z cytrusowym lukrem. Na płycie ostrożnie roztapiamy czekoladę, która z gracją lśni potem na mięciutkich ciastkach. Nie obawiam się, że dzieci zrobią sobie krzywdę, bo używam płyty indukcyjnej Amica, która ma  system ChildLock. To blokada panelu sterowania. Gdy ją uruchamiam eliminuję poczucie zagrożenia, o które w przedświątecznym roztargnieniu łatwo. Płyta nie uruchomi się bez mojego wsparcia, żaden maluch nie włączy jej niepostrzeżenie. To rozwiązanie, które sprawia, że zaproszenie dzieci do kuchni nie wiąże się z nieprzyjemnymi niespodziankami. Dzieci uwielbiają pomagać, pozwalam im decydować o ilości przypraw i miodu, jakie trafiają do ciasta. Ja lubię smak wyrazistego gryczanego, który też pięknie barwi pierniki, maluchom odpowiada lekkość lipowego. Miód wprawdzie traci swoje zdrowotne właściwości w trakcie pieczenia, ale zastępowanie go zwykłym cukrem sprawi, że zabraknie odrobiny autentyczności w tych świątecznych wypiekach. Pamiętajcie, że do wypieków miód powinien być rozpuszczony i niezbyt gorący. Podobnie zresztą masło. Płyta ma świetną funkcję Booster, która zwiększa moc grzania i gdy ją uruchamiam znacznie szybciej składniki potrzebne do pierników stają się pożądanie płynne. Nie irytuję się, że któryś z nich może się przypalić, płyta pracuje z przytupem i błyskawicznie pozwala osiągnąć zadowalający efekt. Dzięki fukcji PowerBooster zagotowuje wodę w niespełna 4 minuty i wrzucam do niej wyczyszczone pomarańcze, które wymagają przed starciem skórki, wyparzenia. Nie tracę cennego czasu, którego przed świętami miewam deficyt. Najważniesze jest dobre ciasto i pilnowanie, by pierniczki się nie zarumieniły zbytnio. A o prawdę przecież chodzi niezmiennie. Choć ta dotycząca pierników jest trudna do odkrycia. Wiadomo, że ciastek nie wymyślono w Toruniu, które nieco zuchwale uznawane są za symbol miasta. Już w starożytnych notatkach sporządzanych w kuchni pojawia się przepis na miodownik z pieprzem, który przypomina pierwowzór piernika. Sława ciasta przetrwała i rozgościła się w domach na dobre w średniowieczu dzięki zakonnikom, którzy piekli je wytrwale. Do Polski piernik dotarł w XIV wieku i był uznawany nawet za lekarstwo. Receptury pilnie strzeżono, a ciastka okazały się tak cenne, że nawet wykupowano nimi długi. Pierniki podarowywano w prezencie, jeden z wyrzeźbionymi na nim symbolami Torunia dostała caryca Katarzyna. Piernik miał nie tylko słodki wydźwięk, doprawiony porządnie pieprzem serwowano w karczmach jako przekąskę do piwa. Nieco twarde ciastko, w którym mieszały się mocne korzenne nuty pysznie zaspokajało apetyt gości. Ci, którzy potrafili piec pierniki, zarabiali krocie, bo cukiernie czeladników radzących sobie z tym ciastem wynagradzały sowicie. Adepci tej sztuki już na starcie swojej kariery mogli liczyć na co najmniej trzy razy wyższą pensję niż inni cukiernicy. Fachu uczyli się przez co najmniej dwa lata, a umiejętności potwierdzone świadectwem dawały gwarancję stałego zameldowania w Toruniu. Chętnych nie brakowało! Dziś na szczęście mamy łatwiej, do upieczenia własnych pierników nie trzeba żadnych specjalnych umiejętności. Dobre ciastka wyjdą każdemu, kto podaruje im nieco serca i cierpliwości. Ode mnie dostaniecie przepisy do wykorzystania w przedświątecznym rozgardiaszu. Poświęćcie im chwilę, bo święta to nie tylko smak, ale i okoliczności, które je projektują. Wspólne rodzinne pieczenie, umorusanie lukrem i czekoladą ma swoje kuszące uroki. Dajcie się ponieść tej magii, niech w domu roznosi się rozczulający aromat piernika. I koniecznie ukręćcie swoją przyprawę korzenną. Mi zrobienie jej ułatwia funkcja Timer, którą posiada płyta Amica. Muszę jedynie ustawić czas prażenia składników i optymalną dla nich temperaturę, a potem zaparzyć sobie gorącą kawę, do której też dorzucę szczyptę piernikowej nuty. Gdy czas minie, płyta sama się wyłączy i jeszcze mnie o tym poinformuje dźwiękiem. Takie cuda i to wcale nie tylko świąteczne.

WpadajÄ… mi w ucho pierwsze dźwiÄ™ki Å›wiÄ…tecznych przebojów. WidziaÅ‚am już romantycznÄ… komediÄ™ obudowanÄ… bożonarodzeniowÄ… scenografiÄ…. NastawiÅ‚am ciasto na dÅ‚ugo dojrzewajÄ…cy piernik staropolski. KompletujÄ™ powoli przepisy na dania, którymi chciaÅ‚abym ugoÅ›cić bliskich. Co roku dobarwiam menu, klasyki serwujÄ™ w towarzystwie totalnych premier. LubiÄ™ zaskakiwać, sprawiać frajdÄ™. ProÅ›by o przepis sÄ… najlepszÄ… recenzjÄ… moich kulinarnych poczynaÅ„. Grudniowo moje myÅ›li krążą wokół Å›wiÄ…tecznego obiadu. JakiÅ› czas temu czerwony barszcz  i zupa z suszu wyeliminowaÅ‚y grzybowÄ… z naszego wigilijnego jadÅ‚ospisu. Ale za to nadrabiamy w czasie Å›wiÄ…tecznego obiadu, bo na stole obowiÄ…zkowo pojawia siÄ™ sos grzybowy. Rzadko sam, dobieram mu do pary soczyste miÄ™so, które otacza z wÅ‚aÅ›ciwÄ… atencjÄ…. Duet pachnie zmysÅ‚owo i kusi niemożebnie, bo grzybowy aromat jest nie do podrobienia.   Do tego swatania staram siÄ™ trzymać w baweÅ‚nianym woreczku garść suszonych grzybów, ale gdy zapasy sÄ… na wyczerpaniu, szukam wsparcia. Wymagania mam spore, bo Å›wiÄ…teczny dom musi pachnieć porzÄ…dnie tym leÅ›nym smakiem nie do podrobienia. Butelka koncentratu Krakus zdaje egzamin i speÅ‚nia oczekiwania. Sos jest gÄ™sty, treÅ›ciwy i wypeÅ‚niony intensywnoÅ›ciÄ…. Koncentrat powstaje z suszonych grzybów i nie ma niepotrzebnych dodatków. ZresztÄ… już otwarcie butelki przynosi tego dowód, bo grzyby dominujÄ… i potÄ™gujÄ… aptetyt.   Mieszam wiÄ™c koncentrat grzybowy ze Å›mietanÄ… i podlewam opieczone sznycle. Na finaÅ‚ sypiÄ™ wszystko tymiankiem i nieoczywistymi chrupkami z kaszy gryczanej. Wychodzi mi z tych eksperymentów sprytna zapowiedź Å›wiÄ…tecznego obiadu. Korzystajcie z niej Å›miaÅ‚o w Waszym przedÅ›wiÄ…tecznym rozgardiaszu.  

Dynia jest afrodyzjakiem. Taki news popłynął dziś do mnie z ekranu telewizora. Wypowiadała się pani astrolog sugerująca, by dynię ochoczo jeść, gdy na niebie jest znak Skorpiona. Sprawdziłam, mamy czas do 23 listopada. Pestki  wpływają na potencję, a pomarańczowy kolor dyni symbolizuje zamkniętą w niej energię słońca i poprawia humor. Specjalistka, której słuchałam w telewizji śniadaniowej argumentowała przekonująco, że czakra odpowiadająca za naszą kreatywność, energię i radość życia ma barwę, taką, jak dynia, a potem powiązała te wszystkie elementy na tyle zgrabnie, że w sumie uwierzyłam, iż to dynia jest gwarantem mojego szczęścia i sukcesów. Ostatnio, jeszcze nie uzbrojona w tę cenną wiedzę, też Was  namawiałam do dyniowej rozpusty. Kto skorzystał, jest wygrany! Ten, co się ociąga, niech nadrabia zaległości, skarg na nieudane koleje losu potem nie przyjmuję. Pani astrolog pewnie także nie. A tak poważnie, to bez względu na to, czy wierzycie w przyjazne konstelacje gwiazd i ich związek z warzywami, czerpcie z dyniowej obfitości. Nie tylko wydłubując w niej wzory, które będą przepuszczały romantyczny blask halloweenowej świeczki. Wykorzystywanie dyni w postaci lampionów oburza Brytyjczyków, którzy policzyli, że tylko w czasie tegorocznego święta zmarnują tyle dyni, z ilu udało by się upiec ciasto dla mieszkańców całego kraju. Nikt sobie tam bowiem nie zadaje trudu, by wydrążoną dynię smacznie przerabiać. Ląduje porzucona w śmietniku razem z innymi niechcianymi resztkami. A potencjał jest spory, bo co roku hoduje się w Wielkiej Brytanii 10 milionów dyń, z których 95 procent nie trafia na stół, tylko zostaje stylową ozdobą. Na Wyspach trwa nawet kampania #pumpkinrescue, która namawia do wykorzystania wycinanego miąższu dyń i jej pestek. Ja mam swoją misję i proponuję, by nawet skórkom dać szansę. Są odmiany, jak najpopularniejsza hokkaido, której obierki też nadają się do zjedzenia. A jak smakują! Orzechowo, wyraziście i intrygująco. Najlepiej przekonajcie się sami. Mnie do takich eksperymentów mobilizuje załoga Water&Wine, która niczego nie marnuje i potrafi dostrzec moc dobrego produktu.

Z dynią kumpluję się sezonowo. To taka znajomość, która nabiera rumieńców jesienią i trwa do pierwszych wiosennych nieśmiałych słonecznych promieni. Dynia jest wierna, cierpliwa, niezwodna i odporna. Na moje romanse także. Gdy skruszona w październiku wracam do niej i zapraszam do kuchni, wchodzi z przytupem. Zna swoją wartość i moc. Ja cenię ją za brak kaprysu, chęć dopasowania i cały pakiet witamin. Dynia oczyszcza organizm z toksyn i jest lekkostrawna. Do tego szaleje ilościowo, bo jej rodzina liczy 760 gatunków, ale najłatwiej trafić na kilka z nich zaledwie. Dynia zwyczajna – okrągła, pomarańczowa, wymaga wzmocnienia przyprawami, bo sama smakowo jest mało wyrazista Hokkaido, ma twardą, ale jadalną skórkę i orzechowy miąższ. Idealna do pieczenia i gotowania. Calabaza pojawia się zimą, jest wielka i słodka. Ma jasne wnętrze Piżmowa przypomina gruszkę, jest słodka i najlepiej wykorzystywać ją do deserów Sweet Dumping  drobna, blada, można ją faszerować Makaronowa – do rozpoznania dzięki podłużnemu kształtowi i nitkom, które można łączyć surowe w sałatach. Muszkatołowa trudna do obrania, ale w środku nagradza pomarańczową intensywnością. Genialnie smakuje w surowej postaci, ale i przyda się do zrobienia puree. Dynia jest dość łatwa w uprawie. Nie wymaga specjalnej troski. Podpatruję, jak rośnie pięknie kilka jej odmian w jednym z moich ulubionych ogrodów w Drzewcach. Siłą konceptu restauracji Water&Wine jest natura. Większość warzyw i owoców, które trafiają na talerze gości pochodzi z hodowli rozpościerającej się tuż za oknami kuchni. Nasiona w Drzewcach do ziemi trafiły w czerwcu i bez sztucznych nawozów zmieniły się w atrakcyjne okazy, które możecie zobaczyć na zdjęciach niżej. Teraz czekam na intrygujące dyniowe pomysły, które ekipa Water&Wine zaserwuje gościom na kolacji. Zaglądajcie na ich profil na FB, to też sie dowiecie:) Namawiam też do korzystania z dyniowej dobroci! Dogadujcie się z nią intensywnie. Jeśli potrzebujecie rozgrzania ukręćcie w dużym garnku gulasz. Dorzuciłam do niego czerwonej fasoli, ale i białą i ciecierzycą będzie mu dobrze. Najlepiej napiszcie własną dyniową historię, a mój przepis potraktujcie, jak inspirację.

Próbowałam doliczyć się wszelkich odmian pomidorów. Kiepsko mi szło, bo pogubiłam się wśród tych tygrysich, paprykowych, koktajlowych, truskawkowych, śliwkowych, podłużnych, żółtych, zielonych, brązowych, malinowych, spotkałam nawet koralikowe, w kształcie bawolich serc i te zwane gargamelami. Wiem, jednak, że wrzucanie ich wszystkich do jednego koszyka to barbarzyństwo. Każdy z nich ma swoje słabości i potrzebuje właściwego traktowania. Co pomidor to inne wyzwanie. Te najmniejsze zjawiskowo się zgrillują na kromce chleba skropionego wcześniej oliwą i wymarowaną świeżym czosnkiem. Nie wymagają nawet, by odrywać je z gałązek. To część, która nadaje się do zjedzenia!Jeśli jeszcze nie próbowaliście, warto nadrobić zaległości. Niech dobre rzeczy się nie marnują:) Z drobnych pomidorów powstaną też słodkie konfitury. Doprawione cukrem pudrem, który nada im karmelowej szlachetności zimą nostalgicznie przywołają wakacyjne wspomnienia. Z tych podłużnych, śliwkowych czy rzymskich najlepiej zrobić ketchup, przecier lub sos. Są dość wodniste i mięsite zarazem. W sam raz do zamknięcia w słoiku. Podobne nieco do nich, choć znacznie dłuższe są pomidory paprykowe. Więcej w nich soczystości i słodyczy. Nie mają zbyt wielu nasion, rozkosznie oblebią sos do makaronu. Większe od nich bawole serca można pokroić w plastry, skropić oliwą, oprószyć pieprzem i solą, przełożyć kawałkami koziego sera i zajadać się w surowym wariancie. Dobrze sprawią się też zagotowane w zupie. Tej delikatnej, na pieczonym czosnku i czestwym chlebie. Do posmakowania nawet u progu jesieni. Gargamele imponują wagą - jeden może mieć nawet i ponad pół kilograma. Pachną nieziemsko, nie mają w sobie zbyt dużo wody, a pokrojne w ćwiartki i wymieszane ze śmietną oraz cebulą są kwintesencją lata. Dają się też faszerować - to dobra wnętrze do wykorzystywania resztek. Nasypcie do środka nieco ugotowanego wcześniej ryżu, kaszy, świeżych lub suszonych ziół i powstaje kolacja. Do słoików, gdy mają stylowo być układane w całości, najlepiej wybrać pomidory San Marzano. Owalne, długie, bez pestek nie tracą swojej szlachetnej prezencji pod wpływem temperatury. Trzeba je jednak obrać, mają dość twardą skórkę. Do barwnego ususzenia przydadzą się pomidory tygrysie. Są żółte i czerwone, ocieplone naturalnym słońcem pięknie wkomponują się w tarty, sałatki czy makaron. Można je potem też zalać oliwą z bazylią czy czosnkiem i czekać aż oddadzą swój silny aromat. Na kolana potrafią mnie rzucić kiszone pomidory! To preludium do poważniejszej konsupcji lub niezobowiązująca przekąska. Cały wschód się nimi objada, niech przenikną smacznie do naszej kuchni. Zielone pomidory spektakularnie zasłyneły w amerykańskiej powieści, a potem filmie na jej podstawie, gdzie je smażono. Surowe też dają radę i choć nie są dojrzałe, to wcale nie szkodzą. Te w cieńkich plastrach lubię z octem balsamicznym, świeżą miętą, grzanką i mozzarellą. W tym zestawieniu dominuje siła prostoty, która smakuje wyśmienicie. Najlepiej korzystać z pomidorów ze sprawdzonego źródła. Te posiane we własnym ogródku, szklarni  czy na polu są bezapelacyjnie najlepsze. W czasie inspirujących spotkań w Water&Wine w Drzewcach dostrzegam niuanse. Ekipa rządząca w kuchni ma swoje uprawy, pomidory na talerz trafiają niemal prosto z krzaka. Szefowie kuchni wiedzą, kiedy są najlepsze, obserwują cały proces ich dojrzewania, eksperymentują z odmianami. W tym smaku nie ma niepotrzebnej chemii, wystarczająco dobrze troszczy się o nie natura i cierpliwość ogrodników. Ta została nagrodzona i koncept Water&Wine trafił do prestiżowego  przewodnika Gault&Millau. W Drzewcach kucharze szukają pomysłu na wykorzystanie każdej części warzyw czy owoców. Sporo produktów - dość nie oczywistych, jak kurki, przerabia się tam na nalewki, mnóstwo marynuje i kisi. Czerpię z patentów Water&Wine i znajduję patent na pozostałe po robieniu letniej zupy  sórki pomidorów. Też mają swój charakterystyczny aromat i smak , do tego garść witamin, więc uznaję, ze nie należy się z nimi rozstawać bezsensownie. Po obraniu pomidora skórkę wystarczy ususzyć - naturalnie na słońcu lub wspierając się temperaturą piekarnika. Potem można przechowywać w słoiku - saute lub z dodtakiem suszonej bazylii, czosnku czy oregano. To intensywna przyprawa, którą dodaję do sosu, kolorują nią kruche ciasto tarty i posypuję sałatę. Słoiczek z pudrem wręczam znajomym w ramach prezentu, co zawsze zaskakuje.

Jest pewna dziedzina, w której podążam ku rekordowi. W zawodach startuję na szczęście raz w roku, choć plany snuję po wiosennym przebudzeniu. Pustki na półkach w piwnicy stawiają do pionu, wzbudzają wyrzuty i sugerują zwiększenie obrotów. Składam obietnicę sama sobie i dreptam utartymi ścieżkami. Gdy pora jest odpowiednia, zgrana soczyście z rytmem natury, wybieram pewien z sierpniowych weekendów, najlepiej ten, co szykuje się do pożegnania z wakacjami i opracowuję strategię. Doświadczenie sugeruje zwiększenie normy, te mityczne perelowskie 300 procent w tej sytuacji wydaje się brzmieć całkiem sensownie. Perspektywa przede mną rysuje się w czerwieni. Pozwalam umorusać nią sobie ręce. Kąpię się w niewinnie kapiącym soku, który wcieram w skórę zachłannie. Oferuje mi naturalną witaminę C, której zmęczone słońcem ciało pożąda łapczywie. Najpierw jednak muszę sięgnąć po nie. Najlepiej dość wcześnie, nim dzień na dobre rozkręci się ze swoim tupotem. Rano  na polu jest spokój, rysujący się na pogodowych mapach upał wciąż do wytrzymania. Pomidory zwisają gęsto, posiane premierowo jakieś pół wieku temu na zlecenie największej w rejonie przetwórni. Odmiana trzyma się jędrnie, co roku swym niepowtarzalnym smakiem wystawiając najlepsze świadectwo jakości. Staram się nie ingerować zanadto w potencjał. Układam kolejne pomidory w skrzynce, potem spłukuję z nich kurz pola i po kąpieli we wrzątku ściągam skórkę. Nie pozbywam się jej jednak bezmyślnie, jeszcze mi się przyda, o czym opowiem w kolejnym tekście. Teraz skupiam się na krojeniu pomidorów w kostkę. Mam do przerobienia ponad 40 kilogramów i obawę, że może to wciąż za mało Pomidory układam w słoiku, dorzucam im szczyptę soli, jak mam to i czosnku albo świeżej bazylii. Bez nich też dają radę. Ciasno wetknięte tarmoszą się rubasznie i tulą do siebie. Ja grzeję je jeszcze przez kwadrans ciepłem piekarnika, a po pasteryzacji i wystudzeniu odkładam na półkę. Czekają te moje zapasy na szturm zimy i potrzebę klasycznej pomidorówki. Nadają się też wybornie do sosu, tarty i nadzienia pszennych porannych bułeczek. Są ze mną przez kilka chłodnych miesięcy, gdy cierpię na warzywne niedostatki, a pomidorem, co trafi się w grudniu w sklepie pogardzam odważnie. To jawne oszustwo, woda i kolor, podróbka, którą należy ominąć. Sens tkwi w sezonowości i prostocie. Uczę się tego za każdym razem, gdy zaglądam do Water&Wine. Restauracji innej niż wszystkie. Miejsca, gdzie grupa kulinarnych szaleńców podejmuje ryzyko wydobycia z hodowanych przez siebie warzyw i owoców nieoczywistych skojarzeń. W Drzewacach drużyna Marka Flisinskiego ma podpisany pakt ze smakowym diabłem i zmysł niebywały. Talerze wypełnione porą roku zawsze ofiarują szczyptę brawury wymieszaną z szaleństwem. Ta kombinacja przynosi zaskakujące rezultaty i skłania do zdecydowanie większego  ryzyka w domowej kuchni. Inspiruję się więc na miarę swoich możliwości i kilka z tych sierpniowych pomidorów zatrzymuję dla siebie, na niedzielny chłodnik. Dla dodania mu wyrazu dorzucam kubek malin, które zdążyły puścić sok i chwila moment będzie po wszystkim. Ratuję je więc przed zmarnowaniem ucierając ze słodyczą malinowych pomidorów, łyżką miodu, który dostałam w Water&Wine  i sokiem z mięty. Na finał kropla gęstego mleka kokosowego. I moje zdziwienie, że takie kompletnie cudowne zaskoczenie sama sobie podarowałam. Zachęcam i Was do powtórzenia mojego przepisu. I pamiętajcie, skórkę zostawcie, bo przyda się w kolejnym przepisie!

 Co trzecia torba, którÄ… przynosimy ze sklepu trafi do Å›mietnika. Na zakupach zamiast rozsÄ…dku prowadzi nas bowiem apetyt. Pusty żoÅ‚Ä…dek przejmuje kontrolÄ™ i sugeruje, że do koszyka powinno trafić wiÄ™cej niż potrzebujemy. Naiwnie ulegamy zÅ‚udzeniom i chwytamy rozmaite okazje. JesteÅ›my Å‚asi na promocyjne triki i impulsywnie wypeÅ‚niamy koszyk po brzegi. Z tÄ… pieczoÅ‚owicie gromadzonÄ… w sklepie obfitoÅ›ciÄ… w domu jednak sobie nie radzimy. W badaniach Banków Å»ywnoÅ›ci przyznajemy uczciwie, że nie mamy pomysÅ‚u, jak wykorzystać wszystkie kupione produkty. Na liÅ›cie naszych przewinieÅ„ jest też zÅ‚e przechowywanie i przegapianie daty ważnoÅ›ci. To najczÄ™stsze powody wyrzucania żywnoÅ›ci. W koszu przeciÄ™tnego Polaka lÄ…dujÄ… cztery kilogramy jedzenia miesiÄ™cznie, co sprawia, że trafiliÅ›my na piÄ…te miejsce wÅ›ród europejskich krajów najbardziej marnujÄ…cych żywność. Ponure statystyki odbijajÄ… siÄ™ też w naszym portfelu. Za duże zakupy kosztujÄ… nas rocznie tyle, ile caÅ‚kiem przyzwoite wakacje. Fundujemy też sobie ekologicznÄ… katastrofÄ™, bo jedzenie, którego siÄ™ pozbyliÅ›my, dÅ‚ugo zalega na wysypiskach Å›mieci i wtÅ‚acza do atmosfery niemal tyle samo gazów cieplarnianych, co caÅ‚y przemysÅ‚ lotniczy.   Ekskluzywny powrót Å›mieci O tym, że problem jest poważny Å›wiadczy zaangażowanie uznanych szefów kuchni, którzy ochoczo od pewnego czasu serwujÄ… dania z niewykorzystanej żywnoÅ›ci. aÅ‚kiem zacne majÄ… efekty. Taki Dan Barber, do którego nowojorskiej restauracji ustawiajÄ… siÄ™ kolejki, zaprosiÅ‚ na kolacjÄ™ trzydziestu premierów i karmiÅ‚ ich tym, co wiÄ™kszość bez wahania by wyrzuciÅ‚a. W menu pyszniÅ‚y siÄ™ obierki, burgery z pulpy, jaka zostaje po wyciÅ›niÄ™ciu soku, saÅ‚atki aromatyzowane skórkami cytrusów czy gofry z porzuconych po Å›niadaniu pÅ‚atków. Wyrafinowane podniebienia goÅ›ci nietypowy jadÅ‚ospis doceniÅ‚y, na sali wybrzmiaÅ‚y brawa, pojawiÅ‚ siÄ™ zachwyt  magiÄ…, jakÄ… autorowi udaÅ‚o siÄ™ stworzyć. Niechciane koÅ„cówki, pomarszczone warzywa, skrawki miÄ™sa trafiÅ‚y na talerz w zupeÅ‚nie nowej odsÅ‚onie i brawurowo odczarowaÅ‚y prezentujÄ…ce siÄ™ dotÄ…d nieciekawie pozostaÅ‚oÅ›ci. Natomiast wÅ‚oski kucharz, Massimo Bottura, wÅ‚aÅ›ciciel Osteria Francescana  uznanej w tym roku za najlepszÄ… restauracjÄ™ na Å›wiecie, skrzyknÄ…Å‚ swoich kolegów i w czasie miÄ™dzynarodowych targów Expo w Mediolanie zbieraÅ‚ wszelakie nadwyżki jedzenia, by razem z najlepszymi szefami kuchni przyrzÄ…dzać z nich wytworne dania dla ubogich. Restauracja zorganizowana pod wpÅ‚ywem impulsu, który uruchomiÅ‚ siÄ™ w Botturze na widok wyrzucanych ton dobrych wciąż warzyw czy owoców,  przerodziÅ‚a siÄ™ w dÅ‚ugofalowy projekt, nadal prężnie dziaÅ‚ajÄ…cy w okolicach mediolaÅ„skiego dworca. Każdego dnia, dziÄ™ki uruchomionej kilka lat temu inicjatywnie, z produktów, których nie chcÄ… już sklepy, kucharze przygotowujÄ… posiÅ‚ki dla kilkuset gÅ‚odnych potrzebujÄ…cych. Sam Massimo Bottura pojawia siÄ™ z menu, które kreuje z niewykorzystanych produktów,  na rozmaitych dużych imprezach, jak chociażby Igrzyska Olimpijskie i przekonuje, że dobre rzeczy nie mogÄ… siÄ™ marnować. GotujÄ™, nie marnujÄ™ Warto wiÄ™c czerpać z cennych wzorców i częściej stawiać, to co nam zostaje na stół, niż wrzucać do Å›mietnika. Skoro wykorzystanie wszystkiego do ostatniego okruszka, od trzonka do korzonka staje siÄ™ w koÅ„cu hasÅ‚em obowiÄ…zujÄ…cym w wielu uznanych restauracjach,  może być także przewodnikiem w domowej kuchni. Trzeba spojrzeć przyjaźniej w kierunku zwiÄ™dniÄ™tej pietruszki i zmiksować jÄ… w koktajlu. Odda cenne witaminy, a nie bÄ™dzie zniechÄ™caÅ‚a nieciekawÄ… aparycjÄ…. Ciemne banany niech zatopiÄ… siÄ™ w ekstremalnie czekoladowym cieÅ›cie, którego nie trzeba bÄ™dzie już dosÅ‚adzać, bo dojrzaÅ‚e owoce majÄ… nadmiar naturalnego dobrego cukru. Kromkami suchego chleba można zagęścić klasycznÄ… pomidorówkÄ™ i tym trikiem zafundować jej kuszÄ…cÄ… metamorfozÄ™. Te pierwsze nieÅ›miaÅ‚e propozycje majÄ… przekonać sceptyków, że by zrobić finezyjnÄ… kolacjÄ™, wcale nie trzeba szukać inspiracji na zakupach. One sÄ… do odkrycia w …lodówce. Miejscu, które powinno być sklepem pierwszego wyboru. W jej czeluÅ›ciach tkwi potencjaÅ‚ nie do zmarnowania. SiÅ‚a dobrej lodówki jest bowiem ogromna. To ona może być naszym wsparciem na wyboistej drodze ku kulinarnej roztropnoÅ›ci. Mamy tendencjÄ™ do wypeÅ‚niania jej po brzegi, bez szczególnego planu. PoÅ›piesznie upychamy w lodówce zgromadzone zapasy i równie prÄ™dko o nich zapominamy. Przepis na sukces Marchewki, które miaÅ‚y być starte na soczystÄ… surówkÄ™, niespodziewanie miÄ™knÄ… i tracÄ… swój urok. Mózg uwielbia chrupać, wiÄ™c wysyÅ‚a nam sugestiÄ™, że takim warzywom nie należy już poÅ›wiÄ™cać uwagi. Przestajemy do marchewek czuć pożądanie i niechcianych lokatorów przesiedlamy do Å›mietnika. A przecież w nich drzemie niesamowita moc. Warzywa nieÅ›miaÅ‚o sugerujÄ…, że te drobne zmarszczki nie powinny ich dyskwalifikować. Wciąż mogÄ… ujawnić zawartÄ… w nich siÅ‚Ä™. Potrzeba im tylko ciepÅ‚a patelni, na której dokonujÄ… porywajÄ…cych przeobrażeÅ„. Marchewki otulone masÅ‚em i miodem po kilku minutach nabierajÄ… wigoru. Obsypane jeszcze sezamem wdziÄ™czÄ… siÄ™ w karmelowym zachwycie i zmieniajÄ… nie do poznania. Gdyby nie ta kulinarna przebiegÅ‚ość, dzieliÅ‚yby los porzucanego w Polsce co roku 9 milionów ton  jedzenia, a przyjazny gest skierowany w ich stronÄ™ sprawiÅ‚, że nÄ™cÄ… skutecznie. Tych ruchów dobrze jest wykonywać jak najwiÄ™cej, bo one dajÄ… konkretne efekty. DziÄ™ki temu, że najpierw zaglÄ…damy do lodówki, a nie wybieramy siÄ™ do sklepu, kolekcjonujemy cenne minuty. Nawet jeÅ›li osiedlowy market jest tuż za rogiem, to przecież wyjÅ›cie do niego wymaga zorganizowania. Trzeba narzucić jakieÅ› palto, poszukać parasola, gdy siÄ…pi, kapcie zmienić na buty.  Otworzenie lodówki i wybranie asortymentu z jej półek jest zdecydowanie konkurencyjne. Nie trzeba wyciÄ…gać portfela, walutÄ™ stanowi nasz zapaÅ‚. Przyda siÄ™ także szczypta kreatywnoÅ›ci i uruchomienie wyobraźni. Te liÅ›cie saÅ‚aty, co wiÄ™dnÄ… nam w lodówce samotnie od kilku dni mogÄ… odzyskać werwÄ™ w piekarniku. Skropione delikatnie oliwÄ… i posiekanym czosnkiem, udekorowane malinami lub porzeczkami, a na koniec oprószone pÅ‚atkami migdałów po gorÄ…cej kÄ…pieli stajÄ… siÄ™ kolacyjnym finezyjnym przebojem. Uduszone dziarsko ukÅ‚adajÄ… siÄ™ na talerzu i oczekujÄ… stosownego aplauzu. W nietypowej kreacji odzyskujÄ… temperament i udowadniajÄ…, że chęć ich wyrzucenia byÅ‚a olbrzymim bÅ‚Ä™dem. Nie wyrzucam, gotujÄ™  Ilu jeszcze takich pomyÅ‚ek można uniknąć dziÄ™ki wÅ‚aÅ›ciwej refleksji, niech każdy sam policzy. Rachunek sumienia bÄ™dzie skutecznÄ… motywacjÄ….  A odpowiednio wyposażona lodówka nieocenionym wsparciem w nakreÅ›laniu codziennego menu. Podzieli siÄ™ ochoczo smacznymi skÅ‚adnikami i okieÅ‚zna nasze zakupowe namiÄ™tnoÅ›ci. Trzeba tylko zatroszczyć siÄ™ o wÅ‚aÅ›ciwe z niÄ… relacje. Zrobić w lodówce porzÄ…dek, na wysokoÅ›ci oczu postawić produkty, które wymagajÄ… szybszego wykorzystania. To mogÄ… być otwarte jogurty, plastry kupionej kilka dni wczeÅ›niej wÄ™dliny, ryż, co zostaÅ‚ po wczorajszym obiedzie. Jedno spojrzenie wystarczy, by te kilka niepozornych elementów zeswatać w caÅ‚kiem udanÄ… parÄ™. NiesamowitÄ… frajdÄ™ daje Å‚Ä…czenie skÅ‚adników w nieoczywiste duety. DojrzaÅ‚e, popÄ™kane morele, które wciąż z nadziejÄ… czekajÄ… na swojÄ… szansÄ™, mogÄ… zostać zapieczone pod kruszonÄ… z serowej fety. Ten sÅ‚odko - sÅ‚ony mariaż potrafi zaskoczyć. Morele puszczÄ… sporo wybornego soku i nabiorÄ… karmelowych rumieÅ„ców. Takimi drobiazgami wyszperanymi w lodówce wypeÅ‚nić da siÄ™ kilka posiÅ‚ków. LiÅ›cie rzodkiewki zmiksowane z gÅ‚adkÄ… czuÅ‚oÅ›ciÄ…, sÅ‚onecznikiem, czosnkiem i oliwÄ… zmieniÄ… siÄ™ w aromatyczne pesto. A ono napisze ciÄ…g dalszy pysznej historii i zakoleguje z chrupiÄ…cÄ… grzankÄ… razowca albo gorÄ…cym makaronem. SiÅ‚a drobiazgów Detale wiÄ™c potrafiÄ… urzekać bardziej niż siÄ™ wydaje. Gdy lodówka ma system regulacji wilgotnoÅ›ci lub filtr FreshOn pochÅ‚aniajÄ…cy niekorzystne gazy, to sprawia, że pozostawione w niej na przechowanie warzywa i owoce dÅ‚użej zachowajÄ… swoje walory. Obdarzamy sprzÄ™t cennym zaufaniem, powierzajÄ…c mu jedzeniowe skarby, wiÄ™c nie wypada nie być z nim w komitywie. Kontrolujmy gromadzone w ldówce  zapasy i dajmy czasem moment przydatnego oddechu, a nie wypeÅ‚niajmy jej wnÄ™trze niestosownie.W dobrej lodówce mamy zagwarantowany komfort, jak w piÄ™ciogwiazdkowym hotelu. Wystarczy tylko zaakceptować regulamin pobytu. Wygodnie jest na pewno, gdy lodówka dysponuje ciÄ…gÅ‚ym obiegiem chÅ‚odnego powietrza, bo dziÄ™ki niemu na każdej półce panuje taka sama temperatura. To rozwiÄ…zanie sprawia, że koÅ„czÄ… siÄ™ dylematy dotyczÄ…ce  najlepszego miejsca dla biaÅ‚ego sera albo musztardy. Wszystkie umieszczone w lodówce produkty objÄ™te bÄ™dÄ… tym samym troskliwym pakietem i nie popsujÄ… siÄ™ tak szybko, jak to majÄ… w zwyczaju. Kontrola wilgotnoÅ›ci skutecznie odstrasza bakterie, które w takich warunkach nie majÄ… szans rozwoju. DziÄ™ki temu audytowi przechowywane w lodówce jedzenie może liczyć na perspektywÄ™ dÅ‚uższej Å›wieżoÅ›ci. Na Å›ciankach zamrażarki natomiast nie tworzÄ… siÄ™ sople, wiÄ™c nie trzeba jej rozmrażać, a gromadzona w niej żywność nie traci swoich wartoÅ›ci. Oprócz pieniÄ™dzy zaoszczÄ™dzonych na rozsÄ…dnym manewrowaniu skÅ‚adnikami, możemy zyskać także te za rachunki. Lodówka z klasÄ… energetycznÄ… AA+ zużywa o 1/3 mniej prÄ…du niż standardowy sprzÄ™t. To caÅ‚kiem niezÅ‚y wynik. Przechowywanie i niemarnowanie może wiÄ™c pójść caÅ‚kiem sprawnie. Efekty zależą od wÅ‚aÅ›ciwie dobranych kompanów i naszej koncepcyjnej Å›miaÅ‚oÅ›ci. Dobra lodówka sprawi, że oddane jej w opiekÄ™ jedzenie dÅ‚użej bÄ™dzie Å›wieże, a wzmożona osobista kulinarna kreatywność, pozwoli wyczarować oszaÅ‚amiajÄ…ce dania. Zanim wybierzesz siÄ™ do sklepu, zajrzyj do swojej lodówki. Tam tkwi potencjaÅ‚ nie do zmarnowania! Jestem ambasadorem kampanii spoÅ‚ecznej: Przechowuje, nie marnujÄ™, dziÄ™ki której problem wyrzucania jedzenia ma szasnÄ™ mocno wybrzmieć. https://www.youtube.com/watch?time_continue=3&v=zK4XXI47IPU   Po wydaniu swojej książki przekonaÅ‚am siÄ™, że wiÄ™kszość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jakÄ… w Polsce marnowanie żywnoÅ›ci przybraÅ‚o skalÄ™. Dlatego zachÄ™cam do Å›ledzenia FB bloga, mojego instagrama, a także profil partnera akcji Amica Agd, gdzie sporo inspirujÄ…cych przepisów na dania z tego, co znajduje siÄ™ w lodówce. W tym tygodniu powstaÅ‚y takie rozmaitoÅ›ci:   ZachÄ™cam też i Was do pokazania mi tego, co macie w lodówce. Wystarczy na instagramie wrzucić zdjÄ™cie lodówki i oznaczyć je #przechowujeniemarnuje, by dostać mój przepis i wygrać książkÄ™ GotujÄ™, nie marnujÄ™. Każdy może doÅ‚Ä…czyć!  

Solidne, wilgotne i bardzo czekoladowe. Takie jest to brownie. Niespodziankę sprawia w nim cukinia, zupełnie niewyczuwalna, a dodająca deserowi oczekiwanej rozmokłości. Taki jest jej urok, że wkomponowana w mocniejsze pary traci swój charakter, a jednocześnie dzieli się ochoczo soczystością. Brownie ma nieregularną strukturę, pełne emocji wnętrze i obietnicę nasycenia. Zakochać się w nim można dozgonnie już po pierwszym kawałku i nie chcieć wcale studzić rozpalonych emocji.

Niekiedy to, co najlepsze czai się w środku. Zbyt nieśmiało, by tupnąć i domagać się atencji. Czeka milcząco na przewidziany dla niego scenariusz. Nie protestuje w przypadku pożegnania. Cieszy się z drobiazgów, gdy ktoś chrupnie go soczyście, już mu wystarczy. Nie ma rozszczeń, łapie przelotne spojrzenia i przegląda się z ciekawością. Przyzwyczajony do bycia niezauważalnym, daje się wrzucić do śmietnika bez pomysłu na ciąg dalszy. A ja chcę stworzyć dla niego właśnie historię. Spersonalizowaną, taką, ja mu się bezsprzecznie należy. Mam więc rolę dla głąba w swoich przepisach. I to tę pierwszoplanową. Głąb kapusty potrafi uwieść. Nie ma w tej deklaracji rzuconej na letni wiatr obietnicy.  To bowiem witaminowa petarda, co wygładza zmarszczki, rozjaśnia skórę i nadaje jej blasku. Magia w czystej postaci, z której najczęściej na własne życzenie rezygnujemy. Bo głąb nie wzbudza zainteresowania. Jest twardy, niemrawy i mało rokujący. W soczystości liści kapusty dostrzegamy natychmiast potencjał. Sama ostatnio proponowałam, by te młode poszatkować na sałatkę. Na głąba, który po niej zostaje, też mam patent. Niejeden nawet. Ukłon w stronę resztek warto zrobić nie tylko dla zdrowia, ale i zmniejszania skali marnowania, która druzgocąco wpływa na klimat. Do śmietnika przeciętnego Polaka co miesiąc trafiają 4 kilogramy jedzenia. Pozbywamy się rzeczy, jakie mogłyby trafić na stół i robić wrażenie. Skórki, obierki, końcówki, głąby, liście pojawiają się w menu wybornych restauracji, a autorzy, którzy mieli odwagę podarować im szasnę, dostają oklaski! Sama biłam brawo ekipie Water&Wine, która wyciska sok  nawet z obierek i końcówek szparagów, pielęgnuje miłość do czerpania z siły natury i wykorzystania każdego produktu bez reszty. To absolutni mistrzowie, z polem za rogiem, własną piekarnią, wielkimi słojami, w których czają się kiszonki i nalewki - w tym ta kurek, co działa cuda! W Drzewcach gotują czarodzieje smaku, autentycznego, szczerego i bardzo dopieszczonego. Ich pomysły są dla mnie inspiracją - dziś z szacunkiem, dzięki Nim traktuję głąba.

Kulinarny tygiel wyrazistych połączeń i doznań. Opowieść utkana z mrocznych tajemnic i doprawiona soczyście orientalnymi daniami. Zaskakuje znienacka, wdrapuje się na czułe struny emocji. Basza smaku to książka nie  tylko o kuchni. Jej aromat wprawdzie dominuje w snutej wielowątkowo historii brawurowego kucharza, ale nie mniej kuszą ludzkie relacje. Próby poszukiwania tożsamości, wypatrywania w gwiazdach sensu istnienia, budowania związku wbrew logice i oprowi tłumu. Miłość łączona z nienawiścią, sieć intryg oplatająca zuchwale pałacowe przestrzenie Imperium Osmańskiego zaostrzają apetyt. Historia uzależnia coraz silniej, od poznania losów szefa kuchni, nie ma odwrotu, pożądanie, by chłonąć jego przepisy nasila się po każdej odwróconej stronie. Tempo utrzymuje się przez całą opowieść, choć pozornie wydawać się może zbyt leniwe i chaotyczne. Sporo jest wątków pobocznych, narrator pilnuje jednak, by ten, kto chłonie jego słowa się nie  pogubił. Baszę smaku napisał Saygin Ersin,dziennikarz i socjolog. Autor pokazuje, jaką mocą dysponuje jedzenie i ile władzy ma genialny kucharz. Smakiem, którego uczył się całe życie potrafi obezwładnić, dzięki przyrządzanym przez siebie potrawom żonglować euforycznie uczuciami. Igra z miłoscią, pielęgnuje chęć zemsty. Bywają momenty, w których trudno być po jego stronie, ale i te, gdy nie można się mu absolutnie oprzeć. Kucharz jest przecież Baszą smaku, czarodziejem i uwodzicielem. Mnie ujmują precyzjne opisy kuchennego zaplecza, dyskusje o rozmaitych odmianach ryżu i troska o właściwą temperaturę dania. Kuchnia nie znosi kompromisów, chwilami tapla się odmętach absurdu, by wrócić i porwać bez wytchnienia. W Baszy nie ma polemiki, jest autorytarny ton wydobywający się z kuchni i przepis na sukces. Kucharz czerpie śmiało ze swojego talentu, dodaje kunsztu każdej potrawie, jego emocji pożądają adepci całego świata. Pod maską tej zuchwałości czai się coś mrocznego. Co blokuje  spełnienie, za którym bezkompromisowo podąża kucharz. Pani Esencja daje mu wprawdzie  wskazówki, Astrolog sugeruje menu dla sułtana wyczytane z  gwiazd, ale droga do celu jest kręta i pewnie dla tego, tak pociągająca. Jeśli szukacie pysznej, intensywnej książki na letni wieczór dajcie się zaprosić do Baszy Smaku. Basza Smaku Saygin Ersin Wydawnictwo SQN, Kraków 2018