Nie wyobrażam sobie kuchni bez blendera. korzystam z niego do robienia m.in. koktajli, pesto, past do chleba, majonezu, panierek do warzyw, ryb i mięs, kruszenia lodu, zup. Na rynku jest dostępnych wiele modeli blenderów ręcznych. Na pierwszy rzut oka różnią się od siebie kolorem, kształtem i ceną. Czym zatem się kierować przy wyborze blendera?

Parametry, które wg mnie zdecydowanie warto wziąć pod uwagę:

Moc blendera

Moc blenderów zaczyna się już od 200 W. Im większa moc blendera, tym lepiej poradzi sobie z trudniejszymi zadaniami i twardszymi składnikami. Również im większa moc, tym dłużej blender będzie mógł pracować bez przerwy. To bardzo ważne i w ten sposób zminimalizujecie jego możliwość przegrzania i w ekefcie spalenia. Polecam blendery o mocy min. 700W. Świetnym rozwiązaniem będzie blender polskiej marki Kernau Perfect o mocy 900W. Radzi sobie z koktajlami z surowych warzyw, np. na bazie świeżego buraka czy imbiru. 900W wystarczy również, aby zrobić domowe masło orzechowe.

Regulacja mocy

Funkcja jest niezwykle użyteczna. Jeśli macie duży garnek zupy, lepiej zacząć ją miksować powoli, aby uniknąć jej rozpryśnięcia po całej kuchni. Mała moc przydaje się również, gdy gotujecie z dziećmi, które pod Waszą kontrolą np.ubijają białka trzepaczką. Tak jest zdecydowanie bezpieczniej. 

Im wyższa moc, tym uzyskacie bardziej kremową konsystencję blendowanych potraw. Na wysokiej mocy można też rozdrabniać twarde żółte sery, robić bułkę tartą, siekać orzechy czy marchewkę. Blender Kernau Perfect o mocy 900W ma aż 20 programów.

Możliwość kruszenia lodu

Kto z Was nie marzy czasem o pysznym koktajlu na kruszonym lodzie? albo kawie mrożonej? Ta funkcja się bardzo przydaje i jest dostępna w blenderach o dużej mocy (zwykle min. 750W). Wystarczy włożyć kostki lodu do pojemnika i rozdrabniać, dociskając końcówką każdą kostkę z osobna. Bez problemu radzi z tym sobie blender polskiej marki Kernau Perfect o mocy 900W.

Funkcja turbo (Turbo Rotation)

Maksymalne ustawienie obrotów silnika. Funkcja uruchamiana za pomocą przycisku, szybko i dokładnie rozdrobni nawet najtwardsze produkty, dzięki czemu uzyskacie gładką konsystencję. 

Końcówka miksująca ze stali nierdzewnej

Zmieli ciepłe i zimne produkty. Stal nierdzewna zapewnia o trwałości i wytrzymałości blendera. plastikowych końcówek odradzam zdecydowanie: mają mniejszą wytrzymałość, ulegają przebarwieniu i uniemożliwiają miksowanie gorących potraw. 

Dodatkowe przystawki:

Siekacz - pojemnik do rozdrabniania

Można rozdrobnić nim warzywa i  mięso. Świetnie sieka cebulę. Używam również do rozdrobnienia grzanek, gdy przygotowuję własną panierkę do mięs. Przyda się również do rozdrobnienia ciasteczek, by po połączeniu z masłem, przygotować szybki spód do tarty czy sernika.

Trzepaczka

Na co dzień korzystam z miksera planetarnego. Trzepaczka jednak świetnie się przydaje, gdy potrzebujecie ubić niewielką ilość. Zwykle używam jej, gdy robię omlet z dwóch jajek lub ubijam małą śmietanę do deseru. Z dużą mocą blendera zrobicie to szybko i nie będziecie mieć dużo zmywania.

Trzy blogerki i tydzień obfitujący w wyzwania nie do zmarnowania. Taki zacny plan w sierpniu realizowałam z marką Amica , która uczestniczkom podarowała najnowszy model lodówki ułatwiający niewyrzucanie jedzenia. To wszystko dzięki specjalnemu systemowi, w jaki sprzęt jest wyposażony. Sama korzystam z niego i zauważam różnicę.

Kinga z Kuchennego Kodeksu, Pomysłowa Mama Agata i Perfekcyjna w domu Kinga przygotowywały kreatywne kulinarne inspiracje i obdarowywały nimi swoich czytelników. Dziewczyny sprawdzały, czy robienie zakupów z listą ma sens, gotowały zgodnie z planem i resztki znalezione w lodówce zmieniały w intrygujące dania. Była pizza dla kilkunastu osób, kremowe lody, sałatki, tarta. I porcja pysznych emocji. Blogerki chodziły po zakupy z własnymi siatkami, gotowały w rytmie sezonu i udowadniały, że lepiej najpierw zajrzeć do lodówki niż pójść do sklepu.

Po 7 dniach zmagań na zwycięskie miejsce podium trafiła Pomysłowa Mama i to Ona wygrała miejsce na warsztatach kulinarnych, które prowadziłam w poznańskim showroomie AMICA. Agata została moją asystentką. I poradziła sobie wyśmienicie. Mogłam ją wyściskać i pogratulować.

Na lekcję niemarnowania jedzenia dotarły także inne blogerki - @savoryorsweetpl, @owsiana, @beata_kro, @mantulien, @everydayflavours, @upieklo_mi_sie, @tysiagotuje.pl. Ponieważ wiedziałam, że wszystkie będą z Wielkopolski, w menu zaakcentowałam to pyzami na parze i pyrami.

Zrobiłyśmy ziołowe pieczone pulpety z ziemniaków w sosie z dojrzałych pomidorów 

  • kilogram ugotowanych ziemniaków 
  • 5 dojrzałych pomidorów 
  • puszka ugotowanej ciecierzycy (200g)
  • 2 jajka
  • 2 kromki czerstwego chleba razowego
  • szczypta papryki wędzonej 
  • cebula 
  • ząbek czosnku
  • natka kolendry 
  • sól, pieprz
  • skórka i sok z cytryny 
  • 4 łyżki oliwy 
  • 3 łyżki wody

Ziemniaki przełóż do miski, dodaj odsączoną ciecierzycę – nie wylewaj wody po niej. Ugnieć tłuczkiem do ziemniaków lub zblenduj oba składniki. Dopraw solą, pieprzem. Chleb zetrzyj na tarce, połowę dodaj do masy. Kolendrę posiekaj drobno, połowę dodaj do ugniecionej ciecierzycy i ziemniaków. Drugą część odłóż. Cebulę i czosnek drobno pokrój. Wmieszaj do pozostałych składników i połącz z jajkami oraz skórką cytryny. Z masy formuj niewielkie pulpety. Każdy obtocz w pozostałym startym pieczywie. Na patelni rozgrzej oliwę – przesmaż pulpety z obu stron, a potem gorące ułóż w naczyniu żaroodpornym. 

Pomidory pokrój w drobną kostkę. Przełóż do miski, dodaj sok z cytryny, pozostałą posiekaną kolendrę, paprykę wędzoną, sól, pieprz oraz wodę. Wymieszaj. Sosem polej podpieczone pulpety. Piekarnik nagrzej do 185 stopni. Wstaw naczynie z pulpetami i zapiekaj przez 25 minut. 

Buraki zamarynowałyśmy w soku z wiśni i wypełniłyśmy nimi krucha tartę. A z sos, w którym warzywa się kąpały zredukowałyśmy, doprawiłyśmy cukrem i postała emulsja do polania pyz. Taki zero waste w kuchni.

Tarta z marynowanymi w soku z wiśni burakach 

  • 250 g mąki 
  • 125 g masła
  • Jajko 
  • Szczypta soli 

Mąkę zagnieć z zimnym masłem, dodaj jajko i sól, szybko wyrób ciasto, gdy będzie gotowe, przełóż je do miski, przykryj i schowaj do lodówki na pół godziny. 

W tym czasie przygotuj nadzienie:

  • 4 nieduże buraki 
  • 300 ml soku z wiśni 
  • sok i skórka z pomarańczy 
  • 2 ząbki czosnku
  • 200 ml śmietany 30%
  • 4 jajka 
  • sól/pieprz
  • pęczek świeżej mięty

Buraki umyj i obierz, pokrój na mandolinie bardzo cienko i wszystkie plastry przełóż do miski. Warzywa zalej sokiem z wiśni oraz z pomarańczy.  Dodaj posiekaną miętę. Wymieszaj i zostaw na 15 minut. 

W drugiej misce wymieszaj jajka ze śmietaną, posiekanym czosnkiem. Dopraw solą i pieprzem. 

Schłodzone ciasto rozwałkuj i wyłóż do formy na tartę. Piekarnik nagrzej do 180 stopni, wstaw spód tarty i zapiekaj 10 minut. Buraki odsącz, ułóż je na gorącym podpieczonym spodzie. Posyp skórka pomarańczy Zalej całość masą jajeczną. Wstaw formę ponownie do piekarnika i zapiekaj 25 minut. Przed podaniem udekoruj miętą.

Na deser były pyzy. Dzięki świetnej funkcji parowej - gotowane w piekarniku. Pokochałam tę funkcjonalność. Debiutowałam z bułkami na parze przygotowanymi w ten sposób i byłam zaskoczona ich puszystością i lekkością. By uruchomić funkcję pary, wystarczyło wlać wodę do odpowiedniej komory w piekarniku.

Bułki na parze z owocami

  • 35 g świeżych drożdży
  • 100g cukru 
  • 225ml letniego mleka
  • 450g mąki pszennej
  • 75g roztopionego masła
  • wiśnie pozostałe po soku
  • szklanka wody 
  • 2 łyżki brązowego cukru
  • 3 łyżki czerwonego wina

Drożdże rozpuść w letnim mleku razem z cukrem i 2 łyżkami mąki. Zostaw do czasu, aż zaczyn urośnie (ok. 10-15 minut). Wlej rozczyn do pozostałych składników i zagnieć ciasto (Zostaw ciasto do wyrośnięcia. Wyrośnięte ciasto rozwałkuj ciasto na ok. 1,5cm grubości i wycinaj szklanką pampuchy. Przykryj pampuchy ściereczką i zostaw do wyrośnięcia na ok. pół godziny. Pampuchy gotuj na parze w przez 10 minut.

W tym czasie do garnka przełóż wiśnie, wlej wodę,wino  i wsyp cukier. Gotuj na małym ogniu przez 10 minut aż sos nieco zgęstnieje. Gotowe pampuchy polej gorącym sosem. 

W poznańskim showroomie Amica spędziłyśmy niemal cały dzień. Objadłyśmy się obficie i poznałyśmy patenty na niemarnowanie. Zobaczyłyśmy także, jak zmieniała się technologia. W studiu było sporo sprzętu, który marka produkowała przez lata. Interesująca podróż w kulinarną przeszłość. I poczucie ogromnej satysfakcji, że dziś technologiczne rozwiązania w lodówkach Amica sprzyjają ograniczeniu marnowania jedzenia. W trakcie naszej dyskusji narodziło się kilka cennych pomysłów, jak jeszcze można bardziej troszczyć się o kupowaną żywność. Okazało się, że gdzie kucharek kilka - tam moc inspiracji. Dlatego uwielbiam takie spotkania i wymianę myśli.

Jeśli macie apetyt na podobną kulinarną przygodę - obserwujcie profil Amica AGD na Facebooku. Tam pojawiają się zaproszenia na pyszne warsztaty. Ja dziękuję wszystkim za nasze sierpniowe spotkanie. Była moc resztek.

Mają w sobie wszystko, co powinny. Rozkoszną porcję słodyczy, którą funduje im dojrzały banan, dobrą czekoladę i razową mąkę. Bez wyrzutów można dołożyć je do szkolnej śniadaniówki albo postawić na stole w czasie podwieczorku.

Kruszą się wdzięcznie, smakują rozkosznie i wymownie zaspokajają apetyt na niepozorne przyjemności. Znacznie rozsądniej jest je upiec niż sięgać po gotowce ze sklepowych półek.

Do połączenia składników nie potrzeba żadnych umiejętności. Zrobienie tych ciastek udało się moim kilkuletnim dzieciom. Miały przy tym sporą frajdę. Także zostawiam Wam przepis nie tylko na ciastka, ale i na dobrą zabawę.

Składniki:

150 g mąki razowej

110 g masła lub oleju

100 g gorzkiej czekolady (powyżej 70% kakao)

1 jajko

dojrzały banan

50 g orzechów ziemnych lub włoskich

łyżeczka proszku do pieczenia

pół łyżeczki sody

Czekoladę i orzechy posiekać. Masło lub olej podgrzać. Do gorącego tłuszczu wmieszać połowę czekolady. Przestudzić. Jajko rozbełtać widelcem i rozgnieść w nim banana. Mąkę wymieszać z proszkiem i sodą. Wlać do nich masę czekoladową. Dodać jajko z bananem. Wymieszać. Na końcu wsypać pozostałą czekoladę i orzechy. Wymieszać.

Ciasto schłodzić przez pół godziny w lodówce. Wyjąć i lepić z niego kulki. Każda ułożyć na blaszce do pieczenia i spłaszczyć.

Blachę włożyć do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec przez 20 minut.

Dotarliśmy do finału wakacyjnej akcji Przechowuje, nie marnuje. Razem z marką Amica przekonywałam Was, jak ważne jest odpowiednie przechowywanie produktów w lodówce. Dzięki dobrej logistyce można sporo zaoszczędzić i przedłużyć świeżość warzyw i owoców. 

Czy wiecie, że każda półka ma inne przeznaczenie? Jeśli zapamiętacie, która, jakim produktom jest dedykowana, znacznie przedłużcie ich świeżość. 

  • Na samej górze najlepiej jest ciastom, konfiturom, gotowym obiadom. To najcieplejsze miejsce w lodówce
  • Środkowa półka jest idealna dla nabiału. Mleko, jogurty, białe sery lubią niższe temperatury 
  • Przedostatnia to właściwa przestrzeń dla wędlin i mięsa. Tutaj też dobrze będzie rybom i owocom morza oraz drobnym owocom – malinom, borówkom, truskawkom. 
  • Szuflada jest dla większych owoców i korzeniowych warzyw. W niej niech na wykorzystanie poczeka sałata, kapusta, seler naciowy. Owoce i warzywa najlepiej przechowywać oddzielnie. 
  • Boczne półki są dobre do przechowywania żółtych i pleśniowych serów, jajek, masła i soków

Jeśli chcecie, by marchewki, rzodkiewki czy pietruszka były dłużej chrupiące i nie marszczyły się – umyjcie je i włóżcie do słoika z zimną wodą. W tym naczyniu w lodówce znacznie dłużej będą świeże. Pamiętajcie tylko, by wodę wymieniać co 2-3 dni. 

Świeże zioła też mogą mieć dłuższy termin ważności. Te miękkie, jak bazylia, mięta, kolendra, czy oregano zanurzcie łodygami w szklance z zimną wodą i wstawcie do lodówki. Twarde – rozmaryn i tymianek wystarczy owinąć wilgotną ściereczką i tak ułożyć na najniższej półce w lodówce. 

Truskawek, malin, borówek, agrestu nie myjcie przed włożeniem do lodówki. Zbierające się w nich krople wody przyśpieszą pojawienie się pleśni. Opłukajcie je dopiero przed zjedzeniem. Truskawki zawsze z szypułkami, je należy odrywać dopiero po wysuszeniu owoców – inaczej napompujecie je niepotrzebnie wodą. 

Do przechowywania rzeczy genialnie nadają się słoiki. Niech wrócą łask w kuchni, bo kaszom, makaronom, mące czy płatkom jaglanym jest w nich najlepiej. Suchym produktom słoik zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Zakręcone skutecznie odpierają atak moli i wilgoci. Są też świetnym wsparciem na zakupach. Nie trzeba kiszonych ogórków wkładać do rwących się jednorazowych woreczków. W słoiku będzie im zdecydowanie wygodniej. Warto nosić je z dumą w bawełnianych siatkach i włączyć się do wojny przeciw plastikowym reklamówkom. 


Z danych Banków Żywności wynika, że przeciętny Polak co miesiąc wyrzuca 19,4 kilogramy jedzenia. Robimy za duże zakupy, przywiązujemy się nadmiernie do daty ważności, nie mamy pomysłu na wykorzystanie zgromadzonych produktów i w nieprawidłowy sposób je przechowujemy. Odrobienie lekcji w sprawie niemarnowania oprócz braku wyrzutów sumienia zafunduje realne oszczędności. Czteroosobowa rodzina razem z jedzeniem wyrzuca do kosza co roku od 2500 do 3000 złotych

Te zabiegi mają ogromne znaczenie nie tylko dla naszego portfela, ale i planety. Wyrzucane na całym świecie jedzenie emituje tyle samo gazów cieplarnianych, co przemył w Europie. Naszymi indywidualnymi decyzjami jesteśmy w stanie zmniejszyć tę skalę. A tego środowisko niesamowicie od nas potrzebuje. Jesteśmy u progu klimatycznej katastrofy. 

Dlatego nawet nasze najdrobniejsze gesty mają znaczenie. W sprawie jedzenia warto robić plan posiłków. Na kilka dni zaledwie, ale konkretnie. Ustalamy, co zjemy na śniadanie, obiad, kolację, jakie resztki z poszczególnych dań można wykorzystać w kolejnych przepisach. A potem w oparciu o swoje propozycje tworzymy listę zakupów. Bez niej nie ważcie się wchodzić do sklepu. Ona daje poczucie totalnego bezpieczeństwa i sprawia, że kupicie przynajmniej o 1/3 mniej niż zazwyczaj. Trzymajcie się jej kurczowo, realizujcie punkt po punkcie. Listę można zapisać w telefonie, na kartce – jak wygodniej. Rozmaite aplikacje ułatwiają wykonanie zadania. 

Ja postanowiłam zebrać w tym wpisie wszystkie przepisy, jakie przygotowałam w akcji Amica #przechowujeniemarnuje. Korzystajcie szczodrze, niech dobre rzeczy się w Waszych lodówkach nie marnują.

Lody wiśniowe – pyszne i zdrowe 

O to, kto wpadł pierwszy na pomysł, by kręcić lody historycy wciąż się spierają. Istnieje teoria przypisująca autorstwo mrożonych deserów Chińczykom, ale jej słabością jest niechęć tego narodu do laktozy. 

Nieco wiarygodniej brzmi opowieść sugerująca bliskowschodnie pochodzenie lodów. W Turcji i Iranie po obiedzie serwowano rozdrobnione i schłodzone owoce. We Włoszech na początku XVII wieku z mlekiem połączył je hiszpański ambasador. Antonio Latini mieszkał w Neapolu i tam rozpoczął swoje zimne eksperymenty. Kilka lat później we Francji wydano pierwszy poradnik z przepisami na lody morelowe, czekoladowe, różane czy fiołkowe.  A potem już mrożone desery rozgościły się na dobre w kawiarniach, cukierniach i domowych kuchniach. 

Dziś lody najbardziej doceniane są Stanach Zjednoczonych. Przeciętny Amerykanin zjada każdego roku 23 litry lodów. Polacy zaledwie 4. W rożkach, pudełkach, wafelkach, a nawet, jak na Sycylii bułkach oferowane są zaskakujące mariaże. 

W Meksyku można zjeść lody o smaku tequili i chili z pomarańczą. W Kolumbii duet z czekolady i cykad –owadów wyglądem przypominającym pluskwy. Dla lubujących się w wyrazistych połączniach są lody z solonego dorsza. W San Francisco można zjeść mrożony deser foie gras z gęsiej i kaczej wątróbki. W Nowym Jorku proponują lody cheddar albo takie z czosnkiem, oregano, pomidorami i mozzarellą, które w menu ujęte są jako pizza lody. W Rosji rozkoszują połączeniem mrożonego niebieskiego pleśniowego sera, miodu i malin. 

Ja polecam klasykę w nieco lżejszym wydaniu. Dojrzałe wiśnie, takie na skraju upadku wystarczy wymieszać z mrożonym bananem. Całość dla wzmocnienia wizerunkowego efektu warto doprawić ulubioną czekoladą i miętą. A potem już serwować ku zachwytowi gości. 

Szybkie lody wiśniowe

  • dojrzały banan 
  • szklanka wiśni 
  • łyżka miodu
  • 50 g gorzkiej czekolady
  • kilka listków posiekanej mięty 

Banana pokroić na kawałki i schować w zamrażarce na co najmniej 3 godziny. Wiśnie opłukać i osuszyć, miętę posiekać. Czekoladę zetrzeć na tarce o grubych oczkach lub pokroić w drobną kostkę. Do blendera przełożyć wiśnie, dodać miętę i miód. Zmiksować, a potem dodać zamrożone kawałki banana i ponownie zmiksować. Na końcu do powstałych lodów wmieszać starta lub posiekaną czekoladę. Zjeść od razu po przyrządzeniu.

Seler 

Niedoceniany, traktowany jako dodatek, zazwyczaj wykorzystany w bulionie i porzucany. Zdecydowanie za rzadko wysuwany na pierwszy plan obiadowego jadłospisu. Czas go zauważyć i pozwolić mu zaprezentować możliwości. Seler – nasz kolejny bohater akcji #przechowujeniemarnuje ma ich sporo i potrafi nieźle zaskoczyć. Najlepiej mu będzie w dolnej szafce w lodówce, przetrwa tam dłużej niż jego bardziej kapryśna nać.

W korzeniu jest dwa razy więcej witaminy C niż w cytrusach, poprawia nastrój, odstresowuje i uspokaja. Do tego w ofercie funduje pakiet cennych witamin i niewiele kalorii. By zachwycić, nie potrzebuje towarzystwa. Jeśli chcecie się przekonać, jak dobrze seler smakuje solo, zróbcie z niego delikatne frytki. 

Frytki z selera 

  • duży seler 
  • 4 łyżki oliwy 
  • szczypta wędzonej lub ostrej papryki 
  • 2 łyżeczki czarnuszki lub sezamu
  • sól/pieprz
  • garść natki kolendry

Seler oczyść dobrze, nie musisz go obierać ze skórki. Potem pokrój go w słupki i przełóż do miski z lodowatą wodą – dzięki temu frytki będą chrupiące. Po kąpieli seler osusz, wymieszaj z oliwą, posiekaną natką kolendry, czarnuszką lub sezamem, papryką, dopraw solą i pieprzem. 

Piekarnik rozgrzej do 190 stopni. Frytki rozłóż na blaszce do pieczenia. Wstaw formę do nagrzanego piekarnika i piecz przez 15-20 minut – do czasu aż się mocno zarumienią. Serwuj ciepłe i chrupiące z dodatkiem sosu pomidorowego lub jogurtu naturalnego. 

Por 

Przygarnia rozmaite resztki, otula je swoją puszystością i pozwala im się zdominować. Znakomicie wkomponowuje się w scenariusz poranka, ale i z sukcesem odegra główną rolę w porze obiadu. 

Omlet  - moja dzisiejsza propozycja nie do zmarnowania  - nie jest wymagający, za to spełnia najbardziej wyrafinowane oczekiwania. Zatopione w nim plasterki odnalezionego w lodówce pora skutecznie zaostrzają apetyt i przełamują kremowy smak jajek. W tym przepisie niepozorne warzywo nie jest, jak zwykle dodatkiem, tylko z powodzeniem wychodzi na pierwszy plan. 

Skorzystajcie z moich sugestii i por zamiast do śmietnika, niech z lodówki trafi na patelnię. Nie pożałujecie tej rozsądnej decyzji.

Omlet z porami i skórką cytryny

  • Por
  • 3 jajka
  • 2 łyżki mleka lub śmietany albo jogurtu
  • 4 łyżki masła 
  • 4 pomidory koktajlowe
  • garść natki pietruszki
  • skórka z cytryny
  • sól, pieprz

Por umyj i potnij w plasterki. Na patelni rozgrzej 2 łyżki masła. Wrzuć pokrojony por i duś przez 5 minut, a potem przestudź. Do miski wbij 3 jajka, dopraw solą i pieprzem. Wymieszaj widelcem albo ubij lekko mikserem. Potem dodaj mleko, pokrojone w ćwiartki pomidorki, duszony por, posiekaną natkę pietruszki i skórkę z cytryny. Wymieszaj masę. Na patelni, na której dusił się por rozgrzej pozostałe 2 łyżki masła. Na gorący tłuszcz wlej masę jajeczną i smaż 2- 3 minuty – do ścięcia. Następnie przełóż omlet na drugą stronę i smaż kolejne 2 minuty. Podawaj gorący. Niezjedzone kawałki przechowuj w lodówce, bo omlet dobry jest także w zimnej wersji. 

Mam nadzieję, że te przepisy i dla Was będą inspirujące. Obserwujcie profil Amica na FB i Instagramie, tam pojawia sporo dobrych jedzeniowych patentów w rytmie #przechowujeniemarnuje

A ja niebawem będę miała dla WAS do wygrania sprzęt Amica AGD.

Coraz bardziej przekonuje mnie stwierdzenie, że moje życie to ciągła podróż. We Wrocławiu ostatnio bywam głównie po to, by przepakować walizkę. I pakowanie walizki mam opanowane już do perfekcji!

Ostatnio dostałam zlecenie, aby pomóc przy sesji fotograficznej. Moja pomoc ograniczona była do wypożyczenia rzeczy do sesji kulinarnej. Wszystkie propsy gromadzę od lat i mam je powciskane we wszystkich zakamarkach. Część z nich używam na co dzień, część tylko do zdjęć. Podobnie z materiałami, które mam posegregowane kolorystycznie w pudłach. 

Z pożyczaniem tych rzeczy nie mam problemu, ale pojawił się, problem, jak to wszystko przewieźć, bo sesja miała być w Warszawie

Zaczęłam poszukiwania optymalnej opcji: transport Warszawa. Okazało się, że mogę zorganizować wszystko bez wychodzenia z domu

Z pomocą przyszedł mi serwis Furgonetka Giełda - furgonetka.pl. Zalogowałam (wystarczy użyć tych samych danych, jak do allegro lub zalogować się przez facebooka lub dokonać tradycyjnej rejestracji), umieściłam bezpłatnie ogłoszenie (wraz ze zdjęciem, aby unaocznić, ile tego jest) z informacją o gabarytach i sposobie zapakowania (nie musiałam się dostosowywać do sztywnych reguł, niestandardowe przesyłki są tu normą). Bardzo szybko dostałam wiele ofert wraz z wycenami. Zgłaszają się różni przewoźnicy, którzy jadą w danym kierunku. Zabierają przesyłki po drodze, dzięki czemu koszt jest niższy od nadania wszystkich rzeczy kurierem. I jest to bardzo wygodne: nie musiałam bowiem sama sprawdzać cen poszczególnych firm transportowych i kurierów, opisując wszystkim tę samą sytuację. W serwisie jest zarejestrowanych 5000 firm, które same odpowiadają na interesujące je zlecenia, dzięki czemu zaoszczędziłam czas.

Jak zapakować porcelaną i szkło?

Porcelanę i szkło zabezpieczyłam owijając każdą rzecz starymi gazetami lub zawinęłam w serwetkę (które również były potrzebne na sesje). Każdą wolną przestrzeń w kartonach zapełniłam starymi gazetami, aby mieć pewność, że moja porcelana i szkło nie ucierpią podczas transportu. Na koniec kartony opisałam (osobno były talerze, filiżanki, szklanki i kieliszki, deski i garnki), aby ułatwić pracę na sesji

Dodatkowo w ogłoszeniu zaznaczyłam, że przewożone będą rzeczy delikatne i nie było żadnego problemu z transportem do Warszawy. Wszystko dojechało bez szwanku i wróciło do mnie w podobny sposób. Wiem, że w ten sposób są przewożone też zwierzęta, więc tym bardziej byłam spokojna o moją porcelanę (jak wiecie, mam na jej punkcie bzika!).

Zaczynam się zastanawiać, czy nie wdrożyć mojego pomysłu, który od dawna chodzi mi po głowie, w życie. Otóż od jakiegoś myślę nad sprzedażą ładnej porcelany.  Sama nie mam jej już gdzie chować, a ciągle chciałabym kupować i wyszukiwać na targach (podobno mam oko do prawdziwych perełek). Do tej pory bałam się właśnie, w jaki sposób mogłabym ją dostarczać. Rozwiązanie przyszło przy okazji, więc może pójść za ciosem? 

Jagodzianki to smak dzieciństwa. Wspomnienie umorusanej buzi i fioletowych rąk. Smak szczęścia :) Nawet dziś.

Te kupione niestety nie dla mnie, ze względu na cukier. Dlatego aby móc cieszyć się nimi, robię je sama. Przy okazji w pełni rozumiem cenę dobrych jagodzianek. Nie mają praktycznie prawa kosztować poniżej 5zł, jeśli są zrobione w uczciwy sposób, z dobrych składników. Tak jak te, obłędnie maślane, delikatne, mięciutkie, z chrupiącą kruszonką i przepełnione jagodami. Takie właśnie powinny być jagodzianki.

Przeszłam cały targ w poszukiwaniu jagód. Byłam w pełni przygotowana na nie, maszerując ze swoim pojemnikiem, aby ich nie zgnieść w drodze do domu. Sprzedający przygotowani byli znacznie gorzej, bo jagody dostępne były tylko na jednym stoisku. Z dumą poprosiłam o pół kilo i w drodze powrotnej myślałam już tylko o zapachu drożdżowego ciasta (uwielbiam!). Nie próbujcie zastępować jagód borówkami amerykańskimi, to zupełnie nie to. Borówki zostawcie do deserów, a do wszelkich wypieków użyjcie jagód.

Ciasto nie jest najprostsze, ale efekt w pełni wynagrodzi Wasz trud. To normalne, że będzie się nieco kleić, dzięki temu jagodzianki będą niezwykle delikatne. Wystarczy przy formowaniu oprószyć mocno ręce mąką (lub stolnicę i wałek, w zależności od sposobu - o tym więcej poniżej w sposobie przygotowania).

Umieszczenie w nich dużej ilości jagód, też wymaga nieco wprawy, którą po kilku sztukach na pewno nabędziecie.

Materiał partnera

Urządzenia niezbędne w gastronomii - poznaj ABC wyposażenia lokalu

Założenie restauracji wiąże się z szeregiem zadań, które stoją przed jej nowym właścicielem - i szeregiem pytań, na które musi on sobie odpowiedzieć. Czy restauracja jest odpowiednio zlokalizowana? Czy wybrana została odpowiednia nazwa? Czy odpowiednio znamy się na kulturze i kuchni, którą będziemy serwować? Czy przemyśleliśmy odpowiednio swój model biznesowy i wykonaliśmy wszystkie potrzebne estymacje? Czy mamy odpowiednią poduszkę finansową i środki na rozwój biznesu? Do wszystkich tych pytań dochodzi jeszcze jedna kwestia - jakie urządzenia tak naprawdę są niezbędne w gastronomii i jak najlepiej je wybrać?

Od jakich urządzeń rozpocząć wyposażenie w gastronomii?

W zależności od tego, na jaki biznes restauracyjny się decydujemy, skala kupowanych sprzętów, ich wielkość czy mnogość, będą się od siebie różnić. Inny sprzęt wybierzemy do wietnamskiego food-trucka, jeszcze inny do niewielkiej, lokalnej pizzerii, a na inny kaliber sprzętu zdecydujemy się w przypadku dużej restauracji. Jeżeli to nie jest nasz jedyny biznes, prawdopodobnie będziemy mieć już rozeznanie w rynku, jednak jeśli dopiero zaczynamy swoją przygodę z gastronomią, różnorodność oferty może

Na co zwrócić uwagę, wybierając sprzęty wyposażenia w gastronomii?

Cena nie powinna być jedynym wyznacznikiem zakupu danego sprzętu (zresztą warto zobaczyć, jak wygląda rozpiętość cen w sklepie z wyposażeniem kuchennym). W gastronomii liczy się jakość usługi i produktu - w ślad za słabej jakości sprzętem może iść kiepsko przyrządzona potrawa, a to nie jest jednak najlepsza wizytówka lokalu.

Obok ceny warto postawić znak równości do jakości i wygody. Przez wygodę, mamy na myśli sposób wykonania i dodatkowe opcje, które umożliwiają na przykład komfortowy transport potraw przy wykorzystaniu danego elementu. Jednym z nich może być na przykład wózek kelnerski, który posłuży zarówno przy wydawaniu potraw dla większej grupy osób, jak i przy transporcie naczyń lub narzędzi w obrębie kuchni lub zmywalni. Meble ulokowane w restauracyjnej kuchni powinny odznaczać się trwałością, funkcjonalnością i łatwością utrzymywania w czystości i porządku. Częstym wyborem restauratorów są meble i elementy wyposażenia ze stali nierdzewnej, o które łatwo dbać i które równie łatwo można doczyścić, a dodatkowo są one solidne i bezpieczne. Nie oznacza to jednak, że to jedyny typ wyposażenia, na jaki warto się zdecydować w przypadku własnego biznesu gastronomicznego.

Ważny będzie również proces onboardingu personelu. Jeżeli ktoś, do tej pory, pracował na sprzętach innej marki, lub nie miał obycia z pewnego rodzaju wyposażeniem, trzeba będzie zainwestować środki i czas w odpowiednie przeszkolenie zespołu. Niektórzy dystrybutorzy sprzętu oferują takie usługi, wyraźnie pomagając członkom zespołu w pierwszych dniach użytkowania i sprawiając, że mogą oni wykorzystać cały potencjał wyposażenia.

Równie istotne są warunki gwarancyjne, szybkość serwisowania i obsługa klienta. Wystarczy bowiem jedna usterka głównego elementu wyposażenia (w przypadku pizzerii będzie to na przykład piec do pizzy), by całą restaurację trzeba było zamknąć na kilka tygodni. Oznacza to zmniejszenie zysków, odpływ klientów i ogólnie niezadowolenie wszystkich osób związanych z biznesem. Aby uniknąć takich potencjalnych, ogromnych kłopotów z funkcjonowaniem biznesu, warto wybrać sprawdzone usługi od rekomendowanego producenta lub dystrybutora. Kogoś, kto w poważny, i przede wszystkim błyskawiczny, sposób, potraktuje kwestię usterki i znajdzie optymalne rozwiązanie dla właściciela restauracji.

Są takie duety, które nigdy nie wyjdą z mody. Sałacie dobrze jest w towarzystwie szczypiorku, on wyraziście podkreśla jej urok. Nadaje zielonym liściom wdzięku i podkręca zmysłowo ich smak. 

Ta komitywa trwa jednak do momentu, w którym sałata nie traci werwy. Gdy marnieje zawzięcie, bo niewłaściwie przechowywane iście tracą jędrność, związek chyli się ku upadkowi. Sałata to wrażliwiec, lubi, gdy się o nią troszczy, trzyma w dobrej lodówce, na jednej z najniższych półek, ale nie tam gdzie chłodno jest najbardziej, bo wtedy na pewno zmarznie. W kiepskich warunkach jej liście szybko żółkną, a potem nikt nie chce sałaty, która straciła wizerunkowe walory. Przestała chrupać i uwodzić soczystością. Znacznie trwalszy szczypiorek żegna więc swoją partnerkę i szuka innej okazji do zaprezentowania wdzięków. Nawet w warzywnych mariażach rozgrywają się uczuciowe dramaty. 

Można jednak ten związek uratować. Ożywić relację i dodać jej pikanterii. Zatrzeć złe wrażenie dokonując zgrabnej metamorfozy. Szkoda rozłąki, szczypiorek ma zacny charakter i sporo wzmacniających witamin. Liście też nie powinny iść na zmarnowanie, przecież pojawiające się na nich zmarszczki wcale nie świadczą o popsuciu. To jedynie oznaka dojrzałości, która wciąż może kusząco smakować. Szczypiorek też nie musi tęsknić za swoją partnerką, jeszcze nie wszystko stracone, ten mariaż ma szansę na wybrzmienie. 

Zamiast tracić z oczu ich potencjał, pozbawić organizm możliwości korzystania z ich witaminowej mocy, poszukajcie dla nich ratunku. Wystarczająco dużo dobrego jedzenia wciąż marnuje się w Polsce – przeciętny Polak wyrzuca nawet 4 kilogramy żywności co miesiąc. Sporo z nas rezygnuje z wykorzystania rozmaitych składników ze względu na to, że brakuje im nieco urody. Zachowajcie więc rozsądek w sprawie podejmowania decyzji o tym, co zrobić z mało wyjściową sałatą. Do śmietnika czy na talerz? Zdecydowanie namawiam do tej drugiej opcji, w sałacie i szczypiorku wciąż mnóstwo jest rozpieszczającej kubki smakowe werwy. 

Kto nie wierzy, niech podejmie odważną decyzję i brawurowo doprowadzi do zmiany wizerunku mniej jędrnych składników. Przywróci emocje w związku sałaty i szczypiorku, namówi ich do ponownego zejścia. Powroty bywają lepsze niż premiery, ten związek ma wciąż szansę na smakowy sukces. Trzeba nim jedynie dość mocno potrząsnąć. I tchnąć nieco ożywczej mocy w postaci. 

Spróbujcie ukręcić chłodnik z sałaty i szczypiorku, okrasić go marynowanymi w cytrynie rzodkiewkami i przekonajcie się, ile dobrego jest ratowaniu i niemarnowaniu. 

Chłodnik z sałaty i szczypiorku

  • główka sałaty masowej
  • pęczek szczypiorku
  • zielony ogórek
  • mała papryczka chili
  • 1 litr maślanki lub jogurtu greckiego
  • sól
  • sok z cytryny
  • 5 rzodkiewek

Rzodkiewki pokroić na cienkie plasterki, przełożyć je do miseczki i zalać sokiem wyciśniętym z cytryny, zostawić na 15 minut. W tym czasie umyć sałatę, ogórka i szczypiorek. Pokroić na mniejsze kawałki i przełożyć do blendera. Dodać papryczkę chili i pół łyżeczki soli. Wlać maślankę lub jogurt. Zmiksować, tak by składniki się idealnie rozdrobniły. Przełożyć porcje zupy do miseczek i udekorować marynowanymi w soku z cytryny rzodkiewkach i posiekanym szczypiorkiem. Chłodnik przechowywać w lodówce przez 2 dni.

Dlaczego warto jeść szczypiorek?

  • poprawia apetyt
  • zabija bakterie
  • obniża ciśnienie krwi 
  • reguluje trawienie
  • można go używać zamiast soli – jest wyrazisty, a nie zatrzymuje wody w organizmie.

Przechowuję, nie marnuję.

Jak przedłużyć świeżość szczypiorku i sałaty?

  • oba warzywa po przyniesieniu ze sklepu odwiń z folii 
  • sałatę i szczypiorek przed schowaniem do lodówki dobrze umyj i osusz
  • szczypiorek włóż do szklanki z zimną wodą i wymieniają ją co drugi dzień
  • sałatę dobrze osusz, każda kropla przyśpiesza jej psucie
  • porwij na kawałki – mniejsze części dłużej przetrwają
  • na dnie miski lub szklanego naczynia ułóż ręcznik papierowy lub bawełnianą ściereczkę. Na nie wyłóż porwane liście sałaty i je także przykryj ręcznikiem 
  • miskę z sałatą przechowuj na dolnej półce w lodówce

Lodówka – czy ona może uratować nasze warzywa i owoce? 

Troskę o świeżość ułatwia też właściwie dobrana lodówka. Marka Amica oferuje model, który świetnie współpracuje z potrzebą niemarnowania jedzenia. Chłodziarko zamrażarka w dolnej szufladzie ma filtr FreshOn. Warzywa i owoce wytwarzają gaz etylowy, który nie ma gdzie się ulatniać, więc produkty szybko nabierają zmarszczek. Filtr FreshOn pochłania gaz, dzięki czemu marchewki, szczypiorek czy sałata są dłużej jędrne i soczyste. Wsparcie w niemarnowaniu zapewnia także VitControl. To pojemnik z suwakiem regulacji poziomu wilgotności, jaka ma być w środku szuflady. Można go za każdym razem dopasowywać do umieszczanych w pojemniku warzyw i owoców. Pomidory mają zupełnie inne preferencje niż seler naciowy. Dzięki takiemu indywidualnemu traktowaniu przetrwają dłużej i nie zaskoczą właściciela lodówki popsuciem. 

Kłopotliwym w przechowywaniu mięsie i rybom Amica też daje szansę na lepsze przechowywanie. To dla nich w lodówce przygotowana jest strefa FreshZone z temperaturą 0-3 stopnie. Produkty włożone do takiego specjalnego pojemnika nie stracą swoich walorów ani witamin i składników odżywczych. Nie trzeba się zastanawiać, gdzie powinny trafić wędliny czy zaplanowana na jutrzejszy obiad pierś z indyka. Wyraźny rysunkowy opis na szufladzie lodówki rozwiąże dylemat i udzieli właściwej podpowiedzi. 

Nie trzeba się też obawiać, że przytulony do tylnej ściany lodówki jogurt zamarznie, a ser stwardnieje. System AirFlow dba o utrzymanie stałej cyrkulacji powietrza i jednakową temperaturę w całej lodówce. Funkcja Eco zapewnia oszczędność gotówki, bo automatycznie kontroluje właściwe utrzymanie poziomu chłodu i zużycie energii. Jeśli potrzeba niższych opcji – można bez problemu samodzielnie ustawić je na panelu sensorycznym znajdującym się na przednich drzwiach lodówki.

Chcecie mieć taką lodówkę? 

Weźcie udział w konkursie. Musicie ułożyć rymowaną historię związaną z przechowywaniem warzyw i owoców. Po szczegóły zajrzycie tutaj: 

Ode mnie na koniec jeszcze szczypta inspiracji: 

Czy wiesz, że?

Szczypiorek można samodzielnie wyhodować w doniczce na parapecie. 

Wystarczy cebulki włożyć do naczynia wypełnionego wilgotną ziemią. Delikatnie podsypać je, a potem codziennie podlewać. Doniczce najlepiej będzie na dobrze nasłonecznionym parapecie. Właściwie zaoopiekowany szczypiorek już po kilku dniach zacznie wychodzić na powierzchnię.  Podobnie reanimować można także sałatę. Odciętą od niej końcówkę zanurzamy w miseczce z wodą, a gdy puści pędy wkładamy do doniczki z ziemią. 

Więcej podpowiedzi w sprawie niemarnowania jedzenia znajdziecie w akcji #przechowujeniemarnuje. Marka Amica po raz kolejny przygotowała kampanię społeczną, której celem jest pokazanie, jak można lepiej wykorzystywać przyniesione ze sklepu produkty spożywcze. Mam przyjemność być ambasadorką akcji, więc zachęcam Was do śledzenia profilu Amica na FB i Instagramie. Sporo wiadomości pojawi się także tutaj i na naszej grupie Kuchnia Zero Waste po polsku. 

KONKURS KULINARNE WYZWANIE:

Zachęcam do podjęcia kulinarnego wyzwania. Wrzućcie na instagram swój pomysł i zdjęcie na uratowanie zwiędniętej sałaty. Onznaczcie koniecznie post @amicaagd. Najlepsze inspiracje marka Amica nagrodzi świetnymi blenderami. Do dzieła!

Picie kawy we Włoszech to niemalże rytuał, przerwa by zaczerpnąć energii i na chwilę przystanąć. Dziennie Włoch pije kilka espresso. To właśnie tu jest największa na świecie produkcja kawy palonej. Kawa w włoskim stylu kojarzy się z kawą mocno paloną, ale wcale nie zawsze tak jest. Na północy (na północ od Mediolanu), kawy są zwykle jasno palone. Włoskie kawy mają najczęściej od 40% do 100% ziaren arabiki. Wybrałam 100% Arabiki, kawę Cosmai Elite. Jak zawsze kupiłam kawę w ziarnach.

Zaparzyłam ją tak, jak najczęściej robią to Włosi, w kawiarce. Taka kawa jest bardziej intensywna niż z ekspresu.

Kawa Cosmai Elite to najwyższej kawa ziarnista – 100% Arabika (najszlachetniejsze gatunki ziaren pochodzą z najlepszych plantacji w Brazylii, Gwatemali, Meksyku, Indiach), gwarantująca bogaty smak i delikatny owocowy aromat prawdziwej włoskiej kawy z gęstą, aksamitną kremową pianką.

COSMAI CAFFE - nowoczesna palarnia kawy założona w 2000 roku w Mediolanie. Pasja, doświadczenie, wiedza rodziny Cosmai pozwoliły osiągnąć sukces na rynkach międzynarodowych, zachowując niepowtarzalny włoski charakter. Cosmai Caffee specjalizuje się w wysokiej jakości mieszankach kaw. Ziarna pochodzą z najlepszych plantacji na świecie w Tanzanii, Meksyku, Gwatemali, Brazylii, Indii, Indonezji.

Firma stosuje specjalny system palenia ziaren Clean Air, dzięki czemu osiągnęła we wszystkich mieszankach niepowtarzalny delikatny, pozbawiony goryczki smak i intensywny aromat.

Opakowanie

Eleganckie, nowoczesne, przykuwające uwagę. Posiada wentyl, dzięki któremu ziarna zachowują swoją jakość.

Aromat

Gdy zaparzyłam ją w dripie (metoda przelewowa), było wyraźnie czuć owocowy aromat. Przy parzeniu w kawiarce ten aromat jest delikatniejszy.

Smak

Bogaty smak, kawa pozbawiona kwaśnego posmaku, nie zawiera substancji drażniących układ pokarmowy.

Stopień palenia kawy

Kawa jest jasno palona. Dla porównania kawa w ziarnach i po zmieleniu. Po lewej kawa Cosmai Elite, po prawej znana włoska kawa. Różnicę widać gołym okiem. Co w praktyce oznacza to, że kawa jest jasno palona? Smak jest zdecydowanie lepszy. Jasno palona kawa jest pozbawiona goryczy, smak słodszy (naturalnie występujące cukru ulegają skarmelizowaniu, a nie spaleniu). Kawa jasno palona jest łagodna dla żołądka, gdyż w przeciwieństwie do kawy mocno palonej, nie zawiera związków toksycznych (akrylamid).

Ogólne wrażenia

Kawa Cosmai Elite to bardzo dobry wybór dla wszystkich smakoszy dobrej, aromatycznej mocnej kawy, którą można przygotować w domu. Dobrze komponuje się również z mlekiem, na jej bazie przygotowuję często cappuccino. Opakowania 1kg można nabyć w sklepie advancedfood.pl

Wyłączny dystrybutor na terenie Polski
ADVANT S.C.

Tekst powstał we współpracy ze sklepem advancedfood.pl

Uwielbiam Włochy, o czym pisałam już nie jeden raz ;) Za prostotę jedzenia, za miłość do lokalnych produktów, poszanowanie tradycji i za kawę :)

Właśnie wróciłam z Apulii, skąd pochodzi burrata. Od kiedy pojawiła się w Lidlu, nie kupuję już mozzarelli. Ostrzegam, że uzależnia. Tym razem ożeniłam ją ze szparagami, pomidorami i oliwą.

Kilka lat temu kupowałam oliwę bezpośrednio z Włoch w 3 litrowych puszkach. Później dostęp do niej mi si skończył i na próżno szukałam bardzo dobrej włoskiej oliwy w Polsce.

Po moim pobycie w Grecji zwróciłam jednak honor Grekom. Pomimo mojej miłości do Włoch, oliwa z Grecji jest zdecydowanie smaczniejsza. Będąc dwukrotnie na targach Grecka Panorama miałam możliwość testowania wielu greckich oliw i każda z nich bije na głowę włoską. Dlatego od kilku lat w mojej kuchni królowała grecka oliwa. Do czasu gdy nie spróbowałam portugalskiej ;) Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Ale o tym poniżej :)

Na ogół można kupić oliwę kupażowaną z kilku gatunków oliwek. Jeśli dobrze poszukacie, możecie spotkać z konkretnych szczepów. Wieloszczepowe nie dyskwalifikują jednak tych z jednej odmiany.

Oliwa nie lubi się ze światłem, dlatego warto zwrócić uwagę na opakowanie i wybierać w ciemnych szkle. Najlepiej trzymać ją w szafce, nie jest zalecane trzymanie w lodówce, gdyż niska temperatura nie wpływa pozytywnie na smak.

Oliwa im młodsza tym lepsza. Dlatego warto zwrócić uwagę na to, aby termin przydatności do spożycia był jak najkrótszy.

Warto zwrócić też uwagę na miejsce pochodzenia. Pomagają też certyfikaty typu DOP (Chroniona Nazwa Pochodzenia) czy IGP (Chronione Oznaczenie Geograficzne).


Test oliw extra vergin

Przetestowałam ostatnio 3 oliwy. Poniżej o każdej kilka słów. Mam też dla Was rabat na oliwę do sklepu Advanced Food . Teraz na advancedfood.pl możecie kupić oliwę 15% taniej. Wystarczy użyć przy zamówieniu kod rabatowy 15%: kuchniawformie (obowiązujący do 20 czerwca 2019).

Testowałam oczywiście smak. I po kolei od lewej:

  1. Oliwa Magna Olea DOP/PDO - Portugalia

Oliwa pochodząca z plantacji o 100 letniej tradycji, zajmująca ponad 48 hektarów ( ok. 8000 drzew oliwnych), zlokalizowana w Mirandeli i zarządzana przez Jerónimo Abreu e Lima. Oliwa z oliwek z odmiany Cobrancosai, Madural pochodzących z regionu Mirandela w Portugalii – tłoczona na zimno w ciągu 24 godzin od zakończenia zbioru.

Jej zalet jest Bardzo niska kwasowość ≤ 0,2%.

Magna Olea wyróżnia się jako jedna z najlepszych na świecie oliw z oliwek pierwszego tłoczenia, uzyskując każdego roku międzynarodowe nagrody.

Oliwa uzyskała 22 międzynarodowe wyróżnienia za jakość zgodnie z IOC. W 2017 nagrody zdobyła Złoty medal NYOOC oraz
nagroda Premier ( najlepsza w klasie delikatnej oliwy) w Japonii

Smak ma idealnie zbalansowany, intensywnie owocowy, czuć delikatnie posmak orzechów. Idealna jako dodatek sama w sobie. Nie potrzebuje towarzystwa cytryny czy octu. Zamiast sosu wystarczy dodać tylko tę oliwę, by podkreślić smak dania. Zdecydowanie zostanę przy mniej na dłużej!

Tu możecie kupić tę oliwę (https://advancedfood.pl/oliwa-portugalska/magna-olea-doppdo-oliwa-z-oliwek-extra-virgin-500ml) a z kodem rabatowym: kuchniawformie możecie kupić 15% taniej.

2. Mont' Alverne DOP/PDO - Portugalia

Kolejna oliwa z Portugalii, z plantacji, którą zajmuje się już szóste pokolenia. Oliwa z oliwe z odmiany Cobrancosai, Madural, Verdeal Transmontana.

Mniej wyrazista w smaku, nie czuć już tak bardzo owocowej nuty, jest też mniej "pikantna". Również o niskiej kwasowości, co jest jej atutem.

Jeśli nie przepadacie za oliwą z oliwek, to ta będzie dla Was idealna. Dla mnie w smaku za bardzo delikatna. Można ją kupić tutaj.

3. Mana Gea ORGANICZNA OLIWA - Grecja

Oliwa z oliwek z uprawy ekologicznej, produkowana z odmiany Koroneiki bez stosowania nawozów, środków konserwujących, pochodzi z wyselekcjonowanych zbiorów ze starych drzew oliwnych.

Smak ma łagodny, zrównoważony, bardziej intensywny od Mont Alverne. Według mnie doskonale będzie pasować do mięs i do ryb. Sałatkom nada również świetne wykończenie. Można ją zamówić na stronie advancedfood.pl.

Do przygotowania buratty użyłam oliwy Magna Olea DOP/PDO - Portugalia

Burrata ze szparagami, pomidorami i oliwą.

Składniki (na 2 duże porcje):

  • burrata - 200g
  • 3 średnie pomidory malinowe (lub 2 większe) - poza sezonem użyjcie koktajlowych
  • zielone szparagi
  • garść rukoli
  • oliwa Magna Olea (możecie zastąpić swoją ulubioną)
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:

  1. Burratę wyciągnij z lodówki ok. 30 minut przed jedzeniem, aby się nieco ociepliła.
  2. Szparagi surowe umyj, odłam końcówki (nie wyrzucaj ich - świetnie nadają się do bulionu) i pokrój. Nie gotuj ich, na surowo smakują bardzo dobrze :)
  3. Pomidory umyj, pokrój w cząstki. Burratę pokrój. Rukolę umyj.
  4. Na talerzach ułóż rukolę, połóż cząstki burraty, pomidorów, posyp szparagami. Posól i pieprz. Całość dość intensywnie polej oliwą.

Wpis powstał we współpracy z Advanced Food.