Restauracje
Chiribiri, San Gimignano,Toskania
Do tego miejsca drogę wskazał nam deszcz. W słonecznej Toskanii rozpadało się niemiłosiernie. Postanowiliśmy przeczekać nad talerzem z pizzą. Po spacerze wśród kolejnych trattorii zaczęliśmy wątpić, że w San Gimignano znają klasyczną margaritę, a czas naglił, bo za chwilę rozpoczynała się pora sjesty i okoliczne osterie zamykały swe drzwi.
La solita zuppa, Chiusi, Toskania
Z Luką znamy się dobrze, można nawet powiedzieć, że się przyjaźnimy. Znajomość nawiązałyśmy poprzedniego wieczora, gdy trafiliśmy wiedzeni zabawną nazwą osterii w wąską uliczkę, pośrodku której schowane były: pracownia malarska i równie barwne wejście do knajpki.
Il Grappalo blu,Montalcino
La Iberica
W Hiszpanii nie udało mi się zjeść paelli. Tak się za każdym razem kulinarne menu się układało, choć z zazdrością i niepewnością spoglądałam na patelnie innych tuystów, nie mających takich dylematów. Nadrobiłam na warszawskim Wawrze. W restauracji, którą Gazeta Wyborcza i Polityka uznały za najlepszą knajpę 2010 roku. Tam paella, czyli po hiszpańsku patelnia, musiała się pojawić.
Opasły Tom PiW
Po otwarciu drzwi można odnieść wrażenie, że pomyliliśmy adres. Nie planowaliśmy bowiem wizyty w księgarnii, a tu widzimy na każdej ze ścian półki, przy drewnianym nieco podniszczonym stoliku z lewej strony witryna z książkami. W zabranej pośpiesznie ulotce leżącej na wysokości naszego wzroku informacja o tym, co jest lekturą dnia. I już czujemy, że to miejsce w pierwszej chwili nie pachnie jedzeniem, a literacką historią.Tu przed laty była ulubiona kawiarnia poetów. Teraz jest punktem,gdzie, jak zachęcają właściciele – wypada czytać przy jedzeniu.
Chartier, Paryż
To miejsce urzeka historią. Po raz pierwszy otwarto je w 1896 roku. Mieści się w zabytkowej piaskowej kamienicy położonej w 9 dzielnicy. Gdy powstało, karmiło głównie zmęczonych robotników, którzy najchętniej wybierali bouillon, czyli sycące warzywa z mięsem. Miało być niedrogo i zarazem smacznie. Mimo upływu lat i zmianie właścicieli, idea ciągle jest realizowana.
La Bombeta, Barcelona
Pan w czarnym fartuchu z podniszczonym notesem w ręku stoi na ulicy i cierpliwie zapisuje imiona. Pojawia się przed wejściem do baru, co pewnien czas. Wypatrują go wszyscy. I ci, którzy dopiero przyszli,i ci, których imiona zostały już zanotowane. Imiona w rozmaitych językach, wypowiadane z hiszpańskim akcentem brzmią zabawnie i sprawiają, że oczekiwanie ma swój urok. Nieważne jest, czy jesteśmy bogatymi Szwajcarami, skromnymi Szwedami czy łakomymi Polakami. Przed La Bombeta jesteśmy tacy sami i mamy ten sam cel. Dostać stolik, po który trzeba cierpliwie stać w kolejce przed witryną baru.
U Kucharzy
Didaskalia
Pewien adwokat zaprosił swoich klientów na kolację do Kucharzy. Ponieważ miał się chwilę spóźnić, zaproponował gościom, by czekali na niego w restauracji przy zarezerowanym stoliku. Gdy dotarł na miejsce spotkał swoich znajomych przed budynkiem. Teatralnym szeptem, pełnym oburzenia wyjaśnili mu, że zaistniała pomyłka. Bo chyba nie zamierzał zjeść posiłku w tak nieestetycznym miejscu. Zamierzał z premedytacją, bo U Kucharzy panuje specyficzny klimat. Ale do tego już swoich towarzyszy nie zdołał przekonać. Udali się w inne, mniej zaskakujące miejsce.
Meksyk w Warszawie
Karolina wróciła z Meksyku. Ja chciałabym pojechać. Z zazdrością patrzyłam na prezentowane nam przez całe leniwe przedpołudnie radosne obrazki stamtąd. Te talerze pełne pyszności. Opowieści o smakach. Kusiło za bardzo. Poszukałam więc namiastki. W centrum Warszawy, przy Senatorskiej jest kawałek Meksyku. Trzeba tylko przekroczyć bramę - dosłownie, by dostać się do El Popo. I trafiamy do wulkanu energii. Są barwy, jest muzyka. Prowadzeni przez kelnerkę z dzieckiem na ręku, mijamy drewniane stoły. Siadamy i wpatrujemy się w mieniącą się rozmaitymi odcieniami porcelanę! Klimat urzeka.












