Na ten krem natknęłam się w jednej z restauracji. Autorką smaku jest pani Agata, anglistka z dyplomem, mistrzyni w kuchni. Zupa była tak intensywnie kalafiorowa, aksamitna i lekka, jak puch. Nieśmiało poprosiłam o przepis, którym jego właścicielka, ku mojemu zaskoczeniu, bez problemu się podzieliła. Potem ja dzieliłam się z innymi opowieściami o kalafiorze w tym wydaniu i samym smakiem. Jego sekretem jest mleko, które świetnie wyciąga kalafiarowy aromat.

Jego największą zaletą jest ilość kalorii. Porcja ma ich zaledwie 150, czyli o połowę mniej niż w tradycyjnym wydaniu. Tak wyliczyły dietetyczki w programie Rewolucje na talerzu, z którego to przepis zaczerpnęłam. Po udanym debiucie wracam do tej zupy często, bo lubię jej ziołowy smak.

To zdecydowanie jesienny smak, jednak tęsknota za nim pojawia się bez względu na porę roku. Krem jest aromatyczny i aksamitny. Najlepszy z grzybów własnoręcznie nazbieranych. W kuchni zapach unosi się  jeszcze kilka godzin po ugotowaniu zupy.

To zupa dla lubiących smakowe wyzwania. Użyte w niej podroby mogą bowiem odstraszać. Niepotrzebnie. Wywar jest bardzo aromatyczny i  nazywany  delikatniejszą wersja rosołu. Warto zaryzykować.

Polecam szczególnie tym, którzy już odkryli bogactwo owoców morza i lubią ten specyficzny aromat. Mule mają tyle samo białka, co mięso, a wciąż są w naszym kraju niedoceniane       i uznawane za towar luksusowy. Niesłusznie, bo po kilku wizytach w restauracjach odkryłam, że nie trzeba być mistrzem kuchni, by z tego bogactwa mięczaków i skorupiaków wyczarować coś przyjemnego. Na tę zupę natrafiłam w  mojej ulubionej serii podręczników kulinarnych - Larousse.

Minestrone - lubię melodię  tego słowa i świadomość, że choć to klasyczna włoska zupa, nie ma jednego idealnego przepisu. Łączy w sobie te warzywa, na które  jest sezon.  Ja komponuję ją z tych, których jestem spragniona.  Niezmienna w minestrone jest orzeźwiająca nuta cytryny.  Włoską jarzynową najbardziej doceniam latem i wtedy, gdy nie mam czasu. Robi się ją wyjątkowo szybko.

Niezwykle kremowa. I kaloryczna. Ale dla tego smaku warto akurat o tym nie myśleć. Zresztą można ją sobie dawkować. Jeśli posiada się silną wolę.