Skończyłam oglądać serial The Crown i ujęła mnie młoda księżniczka, a chwilę później królowa, która z niesamowitą swadą i dostojeństwem zarazem popijała herbatę. Zawsze podawano Jej ją w stylowej porcelanie, niekiedy Elżbieta napój doprawiała konfiturami, rano dolewała do niego mleka, którego z reguły nie żałowała.   Ten obrazek przypomniał mi, jak czarująco przyjęła nas w grudniu Ewelina Łebkowska w Water&Wine. Dostałyśmy porcję zmysłowych naparów, w których przeplatały się lubieżnie wytworne nostalgie. Jeśli chodzi o detale, to był charakterny topinambur, wzmacniający rokitnik, kojący rumianek. Doprawione intensywnością korzennych przypraw robiły właściwe wrażenie. Ewelina raczyła nas nimi w kieliszkach i ten gest postanowiłam powtórzyć w sylwestrowy wieczór. Swoim gościom też zasugeruję zimową naparową rozgrzewkę. Już poczyniłam przygotowujące treningi i podjęłam działania. Ususzyłam skórki topinamburu, bo to napar z nich został moim faworytem. Pachnie prażonym słoneczkiem, słodkością i uprzejmością. Zdzieranie obierków z bulwy to frapujące wyzwanie, ale efekt finałowy wart jest poświęcenia. Z warzywa przy okazji dobrze jest ugotować kremową zupę, która może być preludium do sylwestrowego imprezowania. Zupa zaskakuje wyrazistością, lubię ją posypać pestkami uprażonego słonecznika albo chrupiącymi chipsami z topinamburowych skórek. Prężą się wtedy nadzwyczaj szykownie.   Zawartość pozostałych naparów u mnie też w sumie  narzucają resztki, jakich kolekcję uzbierałam po świętach. Zrobiłam te zapasy z premedytacją, pozwolę im teraz swawolnie wybrzmieć w domowych napojach. Mam na stanie skórki pomarańczy i cytrusów, pestki z grantu, liście mięty i kolendry, ususzone ziarna rokitnika, pyłek pszczeli i kwiaty rumianku. W słoiku przetrwały maliny, może utrę z nich puder, co doda klasy jednemu z naparów? Moje propozycje są tylko zachętą, do subiektywnej zabawy. Przełamcie napojową monotonię i w ten ostatni dzień roku zaszalejcie z gorącymi, niech ich kojący asortyment rozleje się niemal z taką samą intensywnością i brawurą, jak szampan o północy.   Ja czerpię inspirację z kuchni w Drzewcach, gdzie dzieją się cuda. Tam zgrabnie połączona ekipa kombinuje łapczywie, żeni zjawiskowo z pozoru niechętne ku sobie składniki, troszczy się o każdy produkt, a te które jest w stanie, hoduje samodzielnie. Bez niepotrzebnych wzmacniaczy, w oparciu o autentyczny kalendarz natury. Tam nic się nie marnuje, na każdą łodygę, wyhodowaną marchewkę i głaby kapusty jest pomysł. Ubóstwiam zaglądać w zakamarki ich codzienności, patrzeć, jak Marek Flisiński w skrytej za grządkami pomidorów ziemniance częstuje ukradkiem nalewką z kurek. Pręży się w tej kolejcji też ukiszony rabarbar i orzechy. Dużo dobra wszelakiego, co zdobi i zachwyca gości. Dobrze jest w Drzewcach kruszyć wypiekanym przez Michała Krzysiaka chlebem. Ostatnio zjadłam nieprzyzwoitą ilość grubaśnych pajd zatopionych w oleju i jeszcze zabrałam chałkę na wynos. W Water&Wine trudno się oprzeć pokusie.   Wy też się nie powstrzymujcie i jeśli chcecie zaskoczyć swoich gości, przedstawcie im naparową kompozycję. To dobra wróżba na Nowy Rok.

Zarządzam audyt poświątecznych pozostałości. W swojej kuchni, ale i Was do niego zachęcam.  Zaglądajcie do lodówek, na balkon i spiżarnii. Dawajcie resztkom szansę, niech się nie marnują. Metamorfoza potrafi zaskoczyć, bożonarodzeniowe ciasta mogą zostać truflami, buraki z zakwasu zmienić w intrygujący smakowo bigos, a za dużo kupionego pieczywa skończyć w brownie. Jeśli w Waszych lodówkach wciąż jest zbyt dużo bożonarodzeniowych dań,a nie macie apetytu na nie w nowej wersji, dajcie sobie czas na powrót ponownej namiętności. Niech Wasze drogi się rozejdą na moment. Karp, pasztet, makowiec i pierogi przeczekają te ochłodę uczuć w zamrażarce. Za kilka miesięcy, gdy zatęsknicie, wystarczy wyjąć ukryte w niej skarby i nawiązać pyszną relację. Zachęcam Was do wykorzystania resztek, bo wyrzucanie jedzenia to najsłabszy z pomysłów. Powtarzam uparcie, że skala marnowania musi być zahamowna, bo świat w tej sprawie przekoroczył już rozsądne granice. 1/3 produkowanej żywności kończy w koszu, przeciętny Polak wyrzuca co miesiąc co najmniej 4 kilogramy jedzenia co miesiąc. W okolicach świąt pewnie dwa razy więcej. Te wszystkie firmowe Wigilie, przyjacielskie śledziki i miłe spotkania przy barszczu z uszkami. Ja z tego grudniowego przedświątecznego sezonu zapamiętałam smakowo tylko jedną kolację. Niezwykłą absolutnie. Inspirującą tak genialnie, że będę jej okruchami karmić się przez kolejne miesiące. To był rozkosznie obfity mikołajkowy  prezent podarowany przez niezawodną ekipię Water&Wine. Sugerowanie się określeniami z menu w Water&Wine to błąd. W tych nazwach na talerzu nic nie jest takie, jakby się mogło wydawać. Każde danie kryje niebywałą niespodziankę. Skrupulatnie wyważone,  zdominowane kolekcją subiektywnych wrażeń i doświadczeń. Marek Flisiński czuwa nad konceptem restauracji zlokalizowanej przy rozlewni wody Cisowianka i robi to z takim rozmachem, że wzbija się na kulinarne wyżyny. Ten rok zakończył nagrodą Galut Millau. Żółty Przewodnik uznał Go najlepszym szefem kuchni. Patrząc na te kreacje, które zespół Water&Wine tworzy, namawiam i Was do eksperymentów. Odczarujcie swoje bożonarodzeniowe przysmaki i zaserwujcie je w oszałamiającej odsłonie.  

Przepis na ten piernik mam od 2004 roku, kiedy aktywnie działałam na forum kulinarnym. Właśnie wówczas, 14 lat temu przepis na ten piernik podała Stale. Piernik jest genialny! Jest od razu miękki, wilgotny, nie wymaga leżakowania. Leżakowanie jednak dobrze mu służy, dlatego przepis jest na 2 keksówki, akurat jedna na święta, drugą można zostawić na Nowy Rok (drugi piernik owiń w ściereczkę, przekładaj powidłami dopiero 1-2 dni przed spożyciem). U mnie nic nie zostaje, bo nadwyżkę mam zaplanowaną na rozdanie przyjaciołom. Piernik możecie oblać polewą czekoladową lub lukrem. U mnie w rodzinie wygrywa zawsze ta druga wersja ;) Tym razem zrobiłam lukier pomarańczowy na bazie soku z pomarańczy. Trochę czekolady też jednak przemyciłam w dekoracji ;) piernik z powidłami

Ten ciasteczka, to przepis mojego dzieciństwa. Robiła je babcia mojej koleżanki Ani. Mieszkałyśmy na tym samym piętrze, więc jedzenie naprzemiennie u siebie w domach było normalne. Krążące po korytarzu talerzyki ze smakołykami nikogo nie dziwiły. Kilka dni temu przepis ten zdobyłam od mamy Ani. ciasteczka z cukrem O szczegóły już nie ma niestety kogo dopytać. Zrobiłam wg instrukcji ręcznie. Ciasto jest fantastyczne w obróbce, miękkie, zagniatanie go jest przyjemnością. Wałkowanie i wykrawanie jest bardzo proste, idealne do wspólnego pieczenia z dziećmi. Po upieczeniu ciasto się listkuje, jak przy cieście francuskim. Składniki (3 blachy z piekarnika):

  • 2 szklanki mąki
  • 100g masła
  • 2 żółtka
  • 0,5 szklanki śmietany
  • (w oryginale był jeszcze "zapach" - pominęłam)
na wierzch:
  • 1 białko
  • kilka łyżek cukru
Sposób przygotowania: Oryginalny: Ciasto usiekać z tłuszczem, dodać wszystkie składniki i wynieść na zimno, potem wyciskać ciasteczka, maczać do białka i do cukru.
  1. Do mąki dodaj posiekane zimne masło, przesiekaj wszystko razem. Dodaj żółtka i śmietanę i zagnieć ciasto aż będzie gładkie, miękkie i elastyczne. Ciasto owiń folią (lub włóż do woreczka) i wstaw do lodówki na ok. 1 godzinę.
  2. Ciasto cienko rozwałkuj i wykrawaj foremkami dowolne kształty. Każde ciasteczko posmaruj białkiem (za pomocą pędzelka lub wacika kosmetycznego) a następnie maczaj w cukrze.
  3. Ciasteczka układaj na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz w 180 stopniach ok. 15-20 minut (w zależności od wielkości ciasteczek), aż do lekkiego zarumienienia (moje piekłam nico krócej i wiem, że lepiej jak będą ciut dłużej). Ostudź na metalowej kratce.

Zakupy, sprzątanie, pieczenie, dekorowanie, pakowanie – lista przedświątecznych obowiązków wydłuża się niemiłosiernie, a czas kurczy nieubłagalnie. By nie ulec napięciu, nerwowo nie szukać straconych chwil, serwuję przepis na dawkę rozsądku i przyjemności. Niech Wasze bożonarodzeniowe przygotowania będą słodkie, jak lukier z pierników, oprószcie je obficie domową miłością i rodzinnym ciepłem. Plan na ten spokój wygląda następująco. Z kartką w ręku Sobotni poranek to dobry moment na zaplanowanie dań, jakie pojawią się na świątecznym stole. Najpierw potwierdźcie listę gości, a potem do ich ilości dopasujcie menu. Pamiętajcie, że każdy ma tylko jeden żołądek, więc nie trzeba piec trzech rodzajów serników i 2 makowców. Jedzeniowe ograniczenie naprawdę ma sens. Co miesiąc Polacy wyrzucają ponad 4 kilogramy żywności, a w czasie świąt nawet i dwa razy więcej. Jadłospis ułatwi przygotowanie listy zakupów. A z kartą w ręku pójdą one  gładko. Nie będzie trzeba nerwowo biegać po targowych alejkach, czy stać niepotrzebnie w zbyt długich kolejkach w sklepie. Brak listy zakupów to najczęstszy powód nadmiernego kupowania rzeczy, których wcale nie potrzebujemy i nie mamy pomysłu na ich wykorzystanie. Podział zadań Zaangażujcie bliskich do pomocy. Każdy ma swój talent i predyspozycje. Nie musicie sami wykonywać  każdego świątecznego elementu. Dzieci mogą udekorować dom, udzielić wsparcia przy lepieniu pierogów. Może siostra logistycznie radzi sobie świetnie i chętnie weźmie na siebie wizyty w sklepie? Do dekoracji ciast wykorzystajcie mamę, która ma sporo cierpliwości. Tata spokojnie może odkurzyć mieszkanie i umyć wszystkie podłogi. Delegujcie zadania i nie róbcie sobie z tego powodu wyrzutów. To święta wszystkich, nie zawłaszczajcie ich, choć macie taką pokusę. To najlepszy prezent, jaki możecie podarować całej rodzinie. W niedzielę zajmijcie się pieczeniem ciast i pakowaniem prezentów. To właściwa chwila na marynowanie mięsa przed pieczeniem i przygotowanie ryb. Dobrze jest po południu wymieszać kutię, ugotować kapustę lub bigos, by dania zdążyły się połączyć i przesiąknąć intensywnie swoimi aromatami. Na poniedziałek zostawicie już tylko zakup drobiazgów – pieczywa i szybko psujących się warzyw i owoców. Nie musicie ich dźwigać zbyt dużo, sklepy będą nieczynne tylko dwa dni! Magia świąt  Zróbcie coś razem. Rodzinnie, w gronie znajomych i przyjaciół. Napijcie się kompotu z suszu przy rozbłyskającej choince, wybierzcie się na wspólny zimowy spacer albo bądźcie razem w kuchni. Nie zwracajcie uwagi na sypiącą się mąkę, czekoladę, która nie chce zastygnąć na pierniku. Zaaplikujcie sobie kroplę cierpliwości i nabierzcie dystansu. Włączcie ulubioną płytę albo świąteczną komedię pełną ckliwego romantyzmu. Nie patrzcie na święta przez symbol 12 potraw, a relacje i uczucia, jakie im towarzyszą. Zastanówcie się, jakie obrazki za kilka lat będą utkwione w zakamarkach pamięci – nieidealnego barszczu czy śmiechu, jaki rozbrzmiewał w cieple świątecznych wspólnych przygotowań? Wygoda i komfort Korzystajcie z ułatwień, jakie oferują Wasze kuchenne sprzęty. Ja mam płytę indukcyjną Amica z systemem ChildLock, co sprawia, że nie stresuję się, gdy w jej pobliżu są dzieci. Dzięki blokadzie maluchy nie włączą same żadnej z funkcji, choć wiadomo, że miewają takie pokusy. Szybciej też podgrzewam świąteczny barszcz i grzybową, bo płyta ma funkcję Booster, więc ciepłem wspiera je mocniej. Wbudowany w nią Timer pozwala ustawić konkretny czas gotowania, a gdy on minie, płyta dźwiękiem da znać o tym. W ten sposób pierogi się nie rozgotują, a sos nie ma prawa przypalić. Aromat świąt Święta mają swój kuszący zapach. Świeżej choinki, piernika, suszonych pomarańczy z goździkami. Zafundujcie sobie ten kojący aromat w dekoracjach na stole. Plastry pomarańczy wystarczy położyć na dobę na kaloryferze, a potem rozwiesić na choince. Podobnie można zrobić z jabłkami i gruszkami. To nie tylko naturalne zdobienie domu, ale i sposób na ukojenie przedświątecznych emocji. Udowodniono naukowo, że takie zapachy relaksują. Pomyślcie o kąpieli z plastrami pomarańczy. Nastroi odpowiednio i sprawi niespodziewaną przyjemność. Święta nie do zmarnowania Zostaw to na święta, a potem jedz, bo się zmarnuje. Jeśli te sentencje brzmią znajomo, nie jesteście sami. Taką mamy narodową przypadłość. Żeby jednak się nie zmarnowało, warto jeszcze przed świętami o tym pomyśleć. Przygotować miejsce w zamrażarce i pojemniki, w które włożyć będzie można niewykorzystane jedzenie. Do mrożenia nadają się pierogi – nawet te ugotowane, uszka, ryby, mięso, większość warzyw.  Można śmiało zamrozić buraki z zakwasu na barszcz, czy samej zupy. One także świetnie odnajdą się w sałatce. Kroimy je drobno i mieszamy z orzechami. Do tego posiekana natka pietruszki, oliwa lub jogurt i mamy ciekawą przystawkę. Nie mrozimy ugotowanych jajek, cytrusów, sosów z majonezem, ciast z kremem śmietankowym o budyniowym, pomidorów, ogórków czy sałaty. One tracą swoją jędrność i przestają być apetyczne. Pieczenie z mięsa można zmienić w pasztet, upieczone ryby zamarynować w occie, a ze zwiędniętej sałaty ugotować lekką cytrusową zupę, która przyda się po świątecznej obfitości. Pieczywo idealnie znosi chłód zamrażarki, wygodnie jest pokroić je w kromki, każdą przełożyć kawałkiem pergaminu i w takiej postaci umieścić w pudełku. Chleb i bułki rozmrażamy w temperaturze pokojowej, dzięki temu nie tracą swojej chrupkości. Z czerstwego pieczywa, które nam już nie smakuje da się zrobić krakersy. Wystarczy je cienko pokroić, obsypać przyprawami i ususzyć  w piekarniku lub na kaloryferze. Pozostałym jedzeniem możecie też się podzielić. Jadłodajnie po świętach czekają na to, czego nie udało się innym zjeść. Wystarczy tylko zorientować się, gdzie w Waszym sąsiedztwie są lodówki, w których można zostawić świąteczne dania, włożyć je do pudełka i zawieź na miejsce lub poprosić o wsparcie wolontariusza. Niech ten przedświąteczny rozgardiasz Was nie zmęczy. Nie dajcie się porwać szaleństwu. Wszystko powinno toczyć się w Waszym domowym, najpyszniejszym rytmie. Takiego prezentu Wam życzę.  Pięknych i pełnych miłości świąt! Wpis powstał przy wsparciu marki AMICA. Możecie wygrać piekarnik lub blendery tej marki w konkursie świątecznym. Wystarczy tylko, że podzielicie się swoją historią z bożonarodzeniowych przygotowań. Po szczegóły zajrzyjcie tutaj. Powodzenia!

Gdybym miała zrezygnować z jakiegoś wigilijnego smakołyku, na pewno nie byłby to kompot z suszu. Przepadam za jego charakterystycznym smakiem, ciemną barwą i dominującą nutą wędzonej śliwki. Obiecuję sobie czasami, że będę gotować kompot częściej, tak, jak to robią w sąsiedniej Ukrainie. Juha tam latem gasi pragnienie, zimą rozgrzewa. Autorami oryginalnego przepisu są Łemkowie, napój jest ceniony na całym wschodzie. Moja babcia oprócz kompotu gotowała też na Wigilię zupę z suszu. Zagęszczała ją budyniem i słodką śmietaną. Przez lata odtwarzałam ten pomysł, jest wyborny. Zupę pod koniec świąt miesza się z kutią i to już jest smakowe szczęście absolutne. Ten, kto nie jest gotowy na taką intesywność wrażeń, niech zostanie przy kompocie. Warto go zrobić, bo choć jest słodki, jak diabli, to bardzo pomaga żołądkowi poradzić sobie ze świątecznym przesytem.

Dziś wychodzę z kuchni i zabieram Was do pokoju dziecięcego. To zaproszenie dla tych wszysystkich, którzy mają dzieci - niekoniecznie swoje i chcą podarować im jakiś drobizag pod choinkę. Moje matczyne doświadczenie podpowiada mi, że zawsze trafionym prezentem są książki!One kreują niesamowicie wyobraźnię, przenoszą do magicznego świata i fundują zupełnie gratisowo szansę na przeżycie świetnej przygody. Moje dzieci czekają na wieczorny rytuał czytania, same wybierają historię, jaką dane dnia chcą usłyszeć. Emocjonują się opowiadanymi w książce wydarzeniami, sporo też przy okazji uczą. Staram się podrzucać im takie książki, które będą miały morał w zanadrzu. Łączę przyjemne z pożytecznym, ku zadowoleniu wszystkich. W tę Wigilię Gwiazdor przyniesie moim maluchom kilka nowości od Wydawnictwa Wilga. Każda z książek jest inna, więc już sama nie mogę się doczekać wieczornego spotkania z nimi. Piotruś Pan i Wendy Czarująca opowieść o wiecznym chłopcu, który nie chce dorastać. Napisana wdzięcznie, jestem pewna, że dzieci zasłuchają się w niej bezszelestnie. Historia pięknej przyjaźni opierającej się rozmaitym życiowym przeciwnościom. Magia i szczerość, dobro w starciu ze złem, radość zagłuszana łzami. Piotruś Pan gwarantuje cały kalejdoskop wrażeń, który spodoba się nawet tym, co przestali już dawno wierzyć w bajki Jacek i Agatka To wybór podyktowany sentymentem. Pamiętam bowiem te dwie kukiełki, które ubarwiały czarno-biały ekran telewizora mojego dzieciństwa. Wpatrywałam się w dobranockę i zawsze załowałam, że kończy tak szybko. Na szczęście para przekomarza się dalej, w papierowym wydaniu. Wierszyki i opowiastki są ponadczasowe, Wanda Chotomska wyłapuje niuasne w relacjach tej uroczej Agatki i kapitalnego Jacka. Książka z sukcesem opiera się upływowi czasu, wciąż jest niemal tak samo aktualna, jak 40 lat temu:) Mam nadzieję, ze moje dzieci zachowają ją dla swoich pociech:)   Elementarz dobrych manier Elementarz przydałby się też niektórym dorosłym:) Możecie położyć go niesfornym chłopakom i dziewczynom pod choinką. Aluzja powinna zostać zrozumiana w mig. Rady są bowiem takie, że trzeba przepuszczać panie w drzwiach. nie zabierać nie swoich rzeczy, nie mówić z pełnymi ustami, zjadać, co nam podadzą. Wszystko ładnie opisane też sugestywnymi obrazkami, więc nawet maluch pojmie zasady. Serce na sznurku Opowieści o perypetiach zwierząt zawsze wzruszają. W tej historii mała foczka traci mamę i choć bywa smutno, bywa też wrażliwie i pocieszająco. Jesteśmy świadkami rodzącej się pięknej, szczerej przyjaźni. To może być pretekst do rozmowy o tym, co w życiu naprawdę ma znaczenie. Książka jest wznowieniem, dostała nową okładkę i mniejszy rozmiar. Może ktoś z Was czytał ją w swoim dzieciństwie i ma ochotę wrócić do wspomnień? Listy od...Święta przez cały rok Lubię książki z morałem. Te dla dzieci szczególnie. Listy przekonają je, że świętować można każdego dnia. I że liczą się niepozrnie błahe uczynki, które mogą zmienić czyjeś życie. Nie znajdziecie w tej książce uroczego brodacza, którego sapiące renifery ciągną po świecie jednej nocy. Tu świętość ukryta jest pod podartymi dżinsami i wsiada do małego fiata. Bohater, pewnien młodzieniec szuka swojego taty, a każdy może w tej historii znaleźć uniwersalne przesłanie dla siebie. Książka została stworzona specjalnie dla akcji Empiku: To co najważniejsze, znajdziesz w środku. Cały zysk z jej sprzedaży firma przekaże fundacji Zaczytani.org. Pieniądze ułatwią tworzenie Bibliotek Małego Pacjenta. Zacztytanych Świąt Wam życzę. Niech jak najwięcej pysznych książek pojawi się pod Waszymi choinkami:)     

Szczypta prawdziwej miłości, garść rozgrzewających emocji, porcja świątecznej słodyczy i blasku. To przepis na jeden z najbardziej urokliwych symboli Bożego Narodzenia. Pierniczki, które stylowo obtoczone lukrem mogą zdobić choinkę, być niezobowiązującym prezentem i sprawiać nęcącą niespodziankę. Dopełniają magii świąt, krusząc się i chrupiąc uwodząco zarazem. Co roku zapraszam moje maluchy i ich przyjaciół do wspólnego pieczenia. Sypie się mąka, moździerz cierpliwie znosi ucieranie kolejnej porcji korzennej przyprawy, dzieci ukradkiem oblizują łyżki z cytrusowym lukrem. Na płycie ostrożnie roztapiamy czekoladę, która z gracją lśni potem na mięciutkich ciastkach. Nie obawiam się, że dzieci zrobią sobie krzywdę, bo używam płyty indukcyjnej Amica, która ma  system ChildLock. To blokada panelu sterowania. Gdy ją uruchamiam eliminuję poczucie zagrożenia, o które w przedświątecznym roztargnieniu łatwo. Płyta nie uruchomi się bez mojego wsparcia, żaden maluch nie włączy jej niepostrzeżenie. To rozwiązanie, które sprawia, że zaproszenie dzieci do kuchni nie wiąże się z nieprzyjemnymi niespodziankami. Dzieci uwielbiają pomagać, pozwalam im decydować o ilości przypraw i miodu, jakie trafiają do ciasta. Ja lubię smak wyrazistego gryczanego, który też pięknie barwi pierniki, maluchom odpowiada lekkość lipowego. Miód wprawdzie traci swoje zdrowotne właściwości w trakcie pieczenia, ale zastępowanie go zwykłym cukrem sprawi, że zabraknie odrobiny autentyczności w tych świątecznych wypiekach. Pamiętajcie, że do wypieków miód powinien być rozpuszczony i niezbyt gorący. Podobnie zresztą masło. Płyta ma świetną funkcję Booster, która zwiększa moc grzania i gdy ją uruchamiam znacznie szybciej składniki potrzebne do pierników stają się pożądanie płynne. Nie irytuję się, że któryś z nich może się przypalić, płyta pracuje z przytupem i błyskawicznie pozwala osiągnąć zadowalający efekt. Dzięki fukcji PowerBooster zagotowuje wodę w niespełna 4 minuty i wrzucam do niej wyczyszczone pomarańcze, które wymagają przed starciem skórki, wyparzenia. Nie tracę cennego czasu, którego przed świętami miewam deficyt. Najważniesze jest dobre ciasto i pilnowanie, by pierniczki się nie zarumieniły zbytnio. A o prawdę przecież chodzi niezmiennie. Choć ta dotycząca pierników jest trudna do odkrycia. Wiadomo, że ciastek nie wymyślono w Toruniu, które nieco zuchwale uznawane są za symbol miasta. Już w starożytnych notatkach sporządzanych w kuchni pojawia się przepis na miodownik z pieprzem, który przypomina pierwowzór piernika. Sława ciasta przetrwała i rozgościła się w domach na dobre w średniowieczu dzięki zakonnikom, którzy piekli je wytrwale. Do Polski piernik dotarł w XIV wieku i był uznawany nawet za lekarstwo. Receptury pilnie strzeżono, a ciastka okazały się tak cenne, że nawet wykupowano nimi długi. Pierniki podarowywano w prezencie, jeden z wyrzeźbionymi na nim symbolami Torunia dostała caryca Katarzyna. Piernik miał nie tylko słodki wydźwięk, doprawiony porządnie pieprzem serwowano w karczmach jako przekąskę do piwa. Nieco twarde ciastko, w którym mieszały się mocne korzenne nuty pysznie zaspokajało apetyt gości. Ci, którzy potrafili piec pierniki, zarabiali krocie, bo cukiernie czeladników radzących sobie z tym ciastem wynagradzały sowicie. Adepci tej sztuki już na starcie swojej kariery mogli liczyć na co najmniej trzy razy wyższą pensję niż inni cukiernicy. Fachu uczyli się przez co najmniej dwa lata, a umiejętności potwierdzone świadectwem dawały gwarancję stałego zameldowania w Toruniu. Chętnych nie brakowało! Dziś na szczęście mamy łatwiej, do upieczenia własnych pierników nie trzeba żadnych specjalnych umiejętności. Dobre ciastka wyjdą każdemu, kto podaruje im nieco serca i cierpliwości. Ode mnie dostaniecie przepisy do wykorzystania w przedświątecznym rozgardiaszu. Poświęćcie im chwilę, bo święta to nie tylko smak, ale i okoliczności, które je projektują. Wspólne rodzinne pieczenie, umorusanie lukrem i czekoladą ma swoje kuszące uroki. Dajcie się ponieść tej magii, niech w domu roznosi się rozczulający aromat piernika. I koniecznie ukręćcie swoją przyprawę korzenną. Mi zrobienie jej ułatwia funkcja Timer, którą posiada płyta Amica. Muszę jedynie ustawić czas prażenia składników i optymalną dla nich temperaturę, a potem zaparzyć sobie gorącą kawę, do której też dorzucę szczyptę piernikowej nuty. Gdy czas minie, płyta sama się wyłączy i jeszcze mnie o tym poinformuje dźwiękiem. Takie cuda i to wcale nie tylko świąteczne.

Najszybszy tort, jaki kiedykolwiek robiłam. I do tego wegański, który ucieszył moją chrześnicę. Przepis znalazłam na blogu VEGANation i chętnie się nim z Wami dzielę, pomimo, że robiłam go 2 lata temu. Nieco zredukowałam ilość cukru, a reszta została bez zmian. W okresie świątecznym dużo czasu spędzam w kuchni, zdecydowanie mniej na blogu. Dlatego w tym roku postanowiłam podzielić się z Wami starszymi, dobrymi i sprawdzonymi przepisami.

śliwki w rumie w czekoladzie

Czekolada jest bardzo wdzięcznym produktem, uwielbiam ją roztapiać i przetwarzać w dowolny sposób. Czasem robię precyzyjne pralinki z różnymi nadzieniami, a czasem bardzo proste w przygotowaniu suszone śliwki z marcepanem w czekoladzie. Podobnie jak te śliwki w rumie i czekoladzie. Bez dodatku cukru, wegańskie. Jeśli nie lubicie alkoholu lub chcecie sprezentować te śliwki nieletnim, możecie zastąpić rum mocno zaparzoną herbatą earl grey. Ja wykorzystałam rum, który przywiozła mi przyjaciółka z podróży i czekał ukryty głęboko w szafce ponad rok. śliwki w rumie w czekoladzie Śliwki w czekoladzie nie wymagają zdolności manualnych. Oczywiście możecie je dekorować, jednak ja uznaję to w tym przypadku za zbyteczne. Nie piszę Wam tu też jak temperować czekoladę, ale daję Wam radę, jak uzyskać lśniącą czekoladę. śliwki w rumie w czekoladzie Śliwki robię z podwójnej porcji, drugą porcję moczę w tym samym rumie, dolewając ok. 50ml.