Uwielbiam Włochy, o czym pisałam już nie jeden raz ;) Za prostotę jedzenia, za miłość do lokalnych produktów, poszanowanie tradycji i za kawę :)

Właśnie wróciłam z Apulii, skąd pochodzi burrata. Od kiedy pojawiła się w Lidlu, nie kupuję już mozzarelli. Ostrzegam, że uzależnia. Tym razem ożeniłam ją ze szparagami, pomidorami i oliwą.

Kilka lat temu kupowałam oliwę bezpośrednio z Włoch w 3 litrowych puszkach. Później dostęp do niej mi si skończył i na próżno szukałam bardzo dobrej włoskiej oliwy w Polsce.

Po moim pobycie w Grecji zwróciłam jednak honor Grekom. Pomimo mojej miłości do Włoch, oliwa z Grecji jest zdecydowanie smaczniejsza. Będąc dwukrotnie na targach Grecka Panorama miałam możliwość testowania wielu greckich oliw i każda z nich bije na głowę włoską. Dlatego od kilku lat w mojej kuchni królowała grecka oliwa. Do czasu gdy nie spróbowałam portugalskiej ;) Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Ale o tym poniżej :)

Na ogół można kupić oliwę kupażowaną z kilku gatunków oliwek. Jeśli dobrze poszukacie, możecie spotkać z konkretnych szczepów. Wieloszczepowe nie dyskwalifikują jednak tych z jednej odmiany.

Oliwa nie lubi się ze światłem, dlatego warto zwrócić uwagę na opakowanie i wybierać w ciemnych szkle. Najlepiej trzymać ją w szafce, nie jest zalecane trzymanie w lodówce, gdyż niska temperatura nie wpływa pozytywnie na smak.

Oliwa im młodsza tym lepsza. Dlatego warto zwrócić uwagę na to, aby termin przydatności do spożycia był jak najkrótszy.

Warto zwrócić też uwagę na miejsce pochodzenia. Pomagają też certyfikaty typu DOP (Chroniona Nazwa Pochodzenia) czy IGP (Chronione Oznaczenie Geograficzne).


Test oliw extra vergin

Przetestowałam ostatnio 3 oliwy. Poniżej o każdej kilka słów. Mam też dla Was rabat na oliwę do sklepu Advanced Food . Teraz na advancedfood.pl możecie kupić oliwę 15% taniej. Wystarczy użyć przy zamówieniu kod rabatowy 15%: kuchniawformie (obowiązujący do 20 czerwca 2019).

Testowałam oczywiście smak. I po kolei od lewej:

  1. Oliwa Magna Olea DOP/PDO - Portugalia

Oliwa pochodząca z plantacji o 100 letniej tradycji, zajmująca ponad 48 hektarów ( ok. 8000 drzew oliwnych), zlokalizowana w Mirandeli i zarządzana przez Jerónimo Abreu e Lima. Oliwa z oliwek z odmiany Cobrancosai, Madural pochodzących z regionu Mirandela w Portugalii – tłoczona na zimno w ciągu 24 godzin od zakończenia zbioru.

Jej zalet jest Bardzo niska kwasowość ≤ 0,2%.

Magna Olea wyróżnia się jako jedna z najlepszych na świecie oliw z oliwek pierwszego tłoczenia, uzyskując każdego roku międzynarodowe nagrody.

Oliwa uzyskała 22 międzynarodowe wyróżnienia za jakość zgodnie z IOC. W 2017 nagrody zdobyła Złoty medal NYOOC oraz
nagroda Premier ( najlepsza w klasie delikatnej oliwy) w Japonii

Smak ma idealnie zbalansowany, intensywnie owocowy, czuć delikatnie posmak orzechów. Idealna jako dodatek sama w sobie. Nie potrzebuje towarzystwa cytryny czy octu. Zamiast sosu wystarczy dodać tylko tę oliwę, by podkreślić smak dania. Zdecydowanie zostanę przy mniej na dłużej!

Tu możecie kupić tę oliwę (https://advancedfood.pl/oliwa-portugalska/magna-olea-doppdo-oliwa-z-oliwek-extra-virgin-500ml) a z kodem rabatowym: kuchniawformie możecie kupić 15% taniej.

2. Mont' Alverne DOP/PDO - Portugalia

Kolejna oliwa z Portugalii, z plantacji, którą zajmuje się już szóste pokolenia. Oliwa z oliwe z odmiany Cobrancosai, Madural, Verdeal Transmontana.

Mniej wyrazista w smaku, nie czuć już tak bardzo owocowej nuty, jest też mniej "pikantna". Również o niskiej kwasowości, co jest jej atutem.

Jeśli nie przepadacie za oliwą z oliwek, to ta będzie dla Was idealna. Dla mnie w smaku za bardzo delikatna. Można ją kupić tutaj.

3. Mana Gea ORGANICZNA OLIWA - Grecja

Oliwa z oliwek z uprawy ekologicznej, produkowana z odmiany Koroneiki bez stosowania nawozów, środków konserwujących, pochodzi z wyselekcjonowanych zbiorów ze starych drzew oliwnych.

Smak ma łagodny, zrównoważony, bardziej intensywny od Mont Alverne. Według mnie doskonale będzie pasować do mięs i do ryb. Sałatkom nada również świetne wykończenie. Można ją zamówić na stronie advancedfood.pl.

Do przygotowania buratty użyłam oliwy Magna Olea DOP/PDO - Portugalia

Burrata ze szparagami, pomidorami i oliwą.

Składniki (na 2 duże porcje):

  • burrata - 200g
  • 3 średnie pomidory malinowe (lub 2 większe) - poza sezonem użyjcie koktajlowych
  • zielone szparagi
  • garść rukoli
  • oliwa Magna Olea (możecie zastąpić swoją ulubioną)
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:

  1. Burratę wyciągnij z lodówki ok. 30 minut przed jedzeniem, aby się nieco ociepliła.
  2. Szparagi surowe umyj, odłam końcówki (nie wyrzucaj ich - świetnie nadają się do bulionu) i pokrój. Nie gotuj ich, na surowo smakują bardzo dobrze :)
  3. Pomidory umyj, pokrój w cząstki. Burratę pokrój. Rukolę umyj.
  4. Na talerzach ułóż rukolę, połóż cząstki burraty, pomidorów, posyp szparagami. Posól i pieprz. Całość dość intensywnie polej oliwą.

Wpis powstał we współpracy z Advanced Food.


Prezent na dzień mamy

Dzień Mamy już za kilka dni. Dla spóźnialskich mam kilka propozycji. Na szczęście moja Mama jest "nieinternetowa", więc jestem spokojna, że tu nie zajrzy i nie zepsuję części niespodzianki. Zawsze staram się, aby prezent na Dzień Mamy to było coś dla Niej, nie dla domu i nie dla innych. Czyli chwila relaksu albo niezapomniane przeżycie, które będzie długo pamiętać i wspominać. W końcu to Jej dzień!

Prezent na dzień mamy

1. Książka

Książka to prezent ponadczasowy. "Apetyt na życie" Katarzyny Dowbor, to idealny wybór. Jest to nowość, więc wysoce prawdopodobne jest, że Mama nie ma jeszcze tej książki w swojej biblioteczce. To opowieść o cieple domowego ogniska, poszukiwaniu szczęścia, w której każda kobieta znajdzie coś dla siebie. Dzieli się sprawdzonymi poradami z wielu obszarów życia. Są tu m.in. sprawdzone sposoby i patenty, dzięki którym można odnowić stare meble, jak zadbać o ogródek i ugotować pyszną kolację dla znajomych. Radzi jak zrobić zapiekanki z tego, co jest w lodówce, dlaczego warto zamrażać sos bolognese. Nawet jest rada, jakie krewetki wybrać!

"Apetyt na życie" Katarzyna Dowbor

Wydawnictwo Buchmann, 2019

2. Kawa single origin

Do czytania książki kawa jest wręcz niezbędna! Do dobrej lektury kawa musi być wyjątkowo smaczna. Taką kawę gwarantują kawy single origin, czyli kawy pochodzące z jednego źródła, z jednej plantacji. ma niepowtarzalne właściwości smakowe i oryginalny aromat, a także gwarancję pochodzenia. Dzięki różnemu pochodzeniu, kawy mają inne nuty smakowe i można wybrać najbardziej odpowiednie dla siebie. U mnie króluje bogata w smaku kawa z Tanzanii, z obszaru bogatego w minerały wulkaniczne (u stóp Kilimandżaro), a także z Meksyku, o czekoladowej nucie. Idealna do ciastka i dobrej lektury. Ostatnio lubuję się w kawach Cosmai, które są jasno palone, dzięki czemu kawa nie ba goryczy, jest łagodniejsza w smaku i łagodniejsza dla żołądka. Linia single origin urzeka dodatkowo opakowaniem, które jest wręcz idealne na prezent. Kawę tę można kupić w sklepie Advanced Food . Teraz na advancedfood.pl możecie kupić kawę 15% taniej. Wystarczy użyć przy zamówieniu kod rabatowy 15%: kuchniawformie (obowiązujący do 20 czerwca 2019).

3. Kolacja przygotowana przez znakomitych Szefów Kuchni w Dworzysku: Goście Wojciecha Harapkiewicza: Robert Sowa & Marcin Budynek

Byłam na podobnej kolacji w Dworzysko i wiem, że będzie to niezapomniane przeżycie - zobaczcie na moją relację. Tym razem Gośćmi Wojciecha Harapkiewicza ( Szef Kuchni Tradycyjnej 2018 wg Gault & Millau Polska) będzie Robert Sowa i Marcin Budynek. Roberta Sowę obstawiam, że każda mama zna, a za dwóch pozostałych szefów ręczę, gdyż ich kuchni próbowałam kilkakrotnie i za każdym razem jest to najwyższy poziom. Na tej kolacji będzie możliwość porozmawiania z szefami kuchni, bowiem jest to niemalże kulinarne show. Samo Dworzysko jest piękne i warto po drodze tam, pojechać do palmiarni w Wałbrzychu i pójść do pijalni wody w Szczawnie-Zdroju.

O szczegółach kolacji, która jest 25 maja dowiecie się w wydarzeniu na fb.

Termin: 25.05.2019 godz. 18:00
Cena: 200 zł / os.

Miejsce: Dworzysko (Szczawno-Zdrój)

Informacje i rezerwacje:
restauracja@dworzysko.pl
tel. 691 66 993, 539 521 831

4. Wege Fiesta w restauracji Fuego w AC by Mariott

Niezwykłe wydarzenie szykuje się właśnie 26 maja. To 4-godzinny, leniwy brunch z dużą dawką zdrowia. Wegańska Fiesta to nic innego, jak wspólne świętowanie, celebrowanie i poszanowanie do wegańskich produktów. Znając kuchnię Fuego jestem pewna, że będzie pysznie, a samym miejscem Mama będzie zauroczona (moją zabrałam tam dwukrotnie i 2 razy zachwyt!). Czeka tam na Was nieograniczony dostęp do bufetu ciepłego i zimnego, świeżo wyciskane soki warzywno-owocowe (wg swoich wyborów), wegańskie wino (idealne na takie świętowanie!), a także warsztaty fotografii. Nie zabraknie też lodów i wielu innych atrakcji.

Cena 99 zł/ osobę

Termin: 26 maja godz. 12:00-16:00
Informacje i rezerwacje:
Mailowo: rezerwacje@acfuego.pl
Telefonicznie: 882 341 88

O szczegółach dowiecie się w wydarzeniu na fb

5. Własnoręcznie zrobione ciasto

Nie ważne jakie, ale zrobione własnoręcznie zawsze odnosi sukces! Zrobione z miłości, prosto z serca smakuje najlepiej! Nie będę w tej kwestii oryginalna, ale numerem jeden będzie biała pavlova. W końcu królowa jest jedna!

A jeśli szukasz prezentu na Dzień Ojca to kliknij tutaj.

bezglutenowe crumble z rabarbarem i rozmarynem

W kuchni uwielbiam prostotę! Dlatego najbardziej lubię włoską kuchnię. Na co dzień jednak przygotowuję posiłki, które mogłabym określić jako comfort food. Dodatkowo, moje dania rzadko kiedy składają się z więcej niż 5 składników i są zazwyczaj z sezonowych produktów.

Tak też jest i w tym przypadku - w prostocie siła! To crumble jest bez glutenu, bez cukru. Wystarczy zamienić masło np. na olej kokosowy, wówczas będzie wegański deser.

Crumble z rabarbarem robi się w 10 minut. W tej kompozycji zachwyca dodatek rozmarynu. Pierwszy raz ożeniłam go z rabarbarem i to jest strzał w 10! Wykorzystam ten duet z przyjemnością ponownie!

Zamiast tradycyjnej kruszonki, zrobiłam kruszonkę z płatków migdałowych. Przyznam się, że tylko dlatego, że po fali pieczenia drożdżowych ciast, skończyła mi się mąka ;) Wyszło pysznie!

bezglutenowe crumble z rabarbarem i rozmarynem
bezglutenowe crumble z rabarbarem i rozmarynem

jajka faszerowane awokado

Jajka faszerowane awokado to idealny pomysł nie tylko na Wielkanoc. Świetnie sprawdzi się jako przystawka na imprezach czy jako jajko na śniadanie. Jeśli użyjemy dojrzałego awokado, wówczas nie trzeba dodawać majonezu. Takie jajka smakują doskonale i robi się je naprawdę ekspresowo.

Możecie dać dowolne dodatki: rzodkiewkę, szczypiorek czy kolendrę, czyli to, co zazwyczaj macie i używacie.

Mój przepis krok po kroku znajdziecie TUTAJJ

tosty z batatów z jajkiem sadzonym i awokado

Będąc w Budapeszcie jadłam podobne śniadanie. Po powrocie odtworzyłam je w domu. Niby nic szczególnego, po prostu wystarczy tradycyjne pieczywo zastąpić pieczonymi plastrami batata. Efekt w pełni jednak zadowalający i nieco zaskakujący. Takie śniadanie jest bez glutenu, sycące i zdecydowanie bardziej wskazane dla mnie, niż z białych chlebem (który uwielbiam). Idealnie pasować do tego będzie kolendra, której akurat nie miałam w domu.

Składniki (na 2 porcje):

  • 1 średni batat
  • 1 awokado
  • 2 jajka
  • 4 plastry boczku
  • oliwa
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni.
  2. Batata obierz i pokrój na plastry o grubości ok. 1 cm.
  3. Plastry batata skrop oliwą, posyp solą i piecz ok. 20 minut, aż zmiękną.
  4. Awokado przekrój na pół, usuń pestkę. Łyżką wyjmij miąższ z każdej połówki i pokrój na plasterki.
  5. Na maśle usmaż jajka sadzone.
  6. Boczek usmaż na suchej patelni.
  7. Na upieczone plastry batata połóż upieczony boczek, plastry awokado i jajko sadzone. Posól i popieprz.

Zastanawiałam się, czy podawać ten przepis, gdyż jest to modyfikacja tego przepisu. Często jednak dostaję pytania, o pączki bez cukru. W karnawale robię je bardzo często, bo łącznie ze smażeniem ich przygotowanie zajmuje tylko pół godziny!

To jak, skusicie się?

Składniki (na 35 sztuk):

  • 250g ricotty
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki mąki (75g)*
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 łyżka erytrolu (lub ksylitolu)
  • skórka otarta z cytryny lub 1/2 łyżeczki cynamonu (cynamon dodatkowo reguluje poziom cukru we krwi

*można zastąpić mąką razową lub orkiszową, jednak będą mniej puszyste wówczas

  • olej do smażenia
  • erytrol lub ksylitol zmielony w młynku do kawy na puder - do posypania

Sposób przygotowania:

  1. Wymieszaj ricottę z jajkami, dodaj mąkę, erytrol i proszek do pieczenia i wymieszaj.
  2. W garnku rozgrzej olej.
  3. Ciasto nakładaj łyżeczką (najlepiej za pomocą dwóch) i smaż na złoty kolor.
  4. Odsącz z tłuszczu na talerzu wyłożonym ręcznikiem do pieczenia a następnie posyp pudrem z erytrolu.

Zazwyczaj można spotkać jajko na chmurce, czyli zapiekane ubite białka z ciekłym żółtkiem. U mnie jednak żółtek zabrakło, ale za to pozostał nadmiar białek po carbonarze i domowym budyniu. Z białek wyczarowałam pyszne śniadanie, które przygotowuje się naprawdę chwilę (maksymalnie tyle, ile nagrzewa się piekarnik). To świetny sposób na wykorzystanie białek, które zostają po przygotowaniu dań z żółtkami. Nie musicie ściśle trzymać się przepisu, dajcie to, co akurat macie i co lubicie. Wersja na słodko też będzie smaczna (tą przedstawię Wam kolejnym razem).

Spaghetti carbonara to klasyk, wydawać by się mogło, że jest to bardzo prosta potrawa. I jest to prawda, jeśli się wie, jak ją przygotować. W przeciwnym razie może wyjść makaron z jajecznicą, a tego z pewnością w tym przypadku chcemy uniknąć! Zrobienie carbonary zajmuje mniej czasu, niż ugotowanie makaronu. Danie jest sycące, idealne na zimę.

Skąd pochodzi carbonara?

Pochodzenie carbonary nie do końca jest znane. Napotkać można kilka teorii, skąd ona pochodzi.

Jedna z nich głosi, że był to makaron górników, a nazwa pochodzi od carbone, czyli węgiel. Pieprz na wierzchu potrawy przypominać bowiem może pył węglowy. Według tej teorii, carbonara została przywieziona w Apeniny do Lacjum przez górników z Umbrii. Górnicy mieli przygotowywać sobie makaron z dodatkiem jajek, boczku, sera i pieprzu.

Można też się spotkać z tym, że carbonarę wymyślono w Neapolu, a to za sprawą autora„Kuchnia teoretyczna i praktyczna” Ippolito Cavalcanti , który w 1837 roku opublikował przepis na makaron z jajkami. O pozostałych dodatkach nie było jednak mowy.

A może jednak carbonarę wymyślili Amerykanie?

Carbonara nie jest bowiem w żadnej włoskiej książce kucharskiej opublikowanej przed wojną, nie ma wzmianki o niej w rzymskiej książce kucharskiej z 1930 roku. Pierwsze wzmianki o niej przypadają na 1944 rok, po wyzwoleniu Rzymu. Wówczas pojawił się bekon, który został przywieziony przez amerykańskie oddziały. Żołnierze poza bekonem dostawali m.in. suszone jajka, a makaron i ser (pecorino) znajdywali w piwnicach rzymskich domów. Podobno carbonara pojawiła się w chicagowskich restauracjach znacznie wcześniej niż na stałe zagościła w Rzymie.

Która wersja jest prawdziwa? Nie wiadomo. Jak to często bywa, sukces ma wielu ojców ;) W żadnej jednak z tych wersji nie występuje śmietana. I tej wersji proszę się trzymajmy :) W poście o carbonarze, na naszym profilu na fb wywiązała się burzliwa dyskusja, jeśli macie ochotę, możecie ją przestudiować ;)

Jak zrobić klasyczną carbonarę?

Po pierwsze składniki. Makaron to niekoniecznie musi być to spaghetti, może być np. bavette jak u mnie, rigatoni itp. Carbonara zaś składa się z 4 składników żółtka (niektórzy dodają też całe jajko, np. 1 jajko + 2 żółtka), pecorino (niektórzy dają pół na pół pecorino z parmigiano), guanciale* (w Polsce trudno dostępny, można zastąpić pancettą, ew. boczkiem, choć puryści nie byliby zachwyceni), pieprz. Tylko tyle i aż tyle.

*Co to jest guanciale i gdzie można kupić guanciale we Wrocławiu?

Burrata to jedna z tych rzeczy, która mocno będzie mi się kojarzyć z 2018 rokiem. Między innymi z powodu mojej podróży do Apulii, skąd ona pochodzi. Ale również dlatego, że w końcu można kupić ją bez problemu u nas, jest bowiem dostępna w Lidlu. Ilekroć jestem w sklepie, nie mogę przejść obok niej  obojętnie - prawie zawsze ląduje w koszyku. Najczęściej przygotowuję ją najprościej, z pomidorami, oliwą i bazylią. Poza sezonem taka wersja jednak nie ma zbytnio sensu, bo smak pomidorów już nie ten, a bazylia nie rośnie już na balkonie ;) Pomimo zimy przetrwał jednak jeszcze rozmaryn, którego dodałam do pieczonej dyni. Pomidory koktajlowe smakują jako jedyne jeszcze pomidorem, więc również tu trafiły. Oliwa do burraty musi być dla mnie obowiązkowo, a chrupkości dodały podprażone orzechy laskowe i pistacje. burrata z pieczną dynią, orzechami laskowymi i pistacjami Dynia przeleżała u mnie od września, kiedy przywiozłam ją z Kowar od cioci. Wyrosła inna niż zwykle i prawdę mówiąc miałam problemy z identyfikacją jej odmiany ;) Z pomocą przyszła na fb Kasia z bloga chillibite.pl, dzięki której wiem, że najprawdopodobniej była to dynia Pink Jumbo Banana. Nie martwcie się jej brakiem, też nie wiem czy kiedyś jeszcze będę jej posiadaczką ;) Idealna do tego będzie też dynia piżmowa.

Skończyłam oglądać serial The Crown i ujęła mnie młoda księżniczka, a chwilę później królowa, która z niesamowitą swadą i dostojeństwem zarazem popijała herbatę. Zawsze podawano Jej ją w stylowej porcelanie, niekiedy Elżbieta napój doprawiała konfiturami, rano dolewała do niego mleka, którego z reguły nie żałowała.   Ten obrazek przypomniał mi, jak czarująco przyjęła nas w grudniu Ewelina Łebkowska w Water&Wine. Dostałyśmy porcję zmysłowych naparów, w których przeplatały się lubieżnie wytworne nostalgie. Jeśli chodzi o detale, to był charakterny topinambur, wzmacniający rokitnik, kojący rumianek. Doprawione intensywnością korzennych przypraw robiły właściwe wrażenie. Ewelina raczyła nas nimi w kieliszkach i ten gest postanowiłam powtórzyć w sylwestrowy wieczór. Swoim gościom też zasugeruję zimową naparową rozgrzewkę. Już poczyniłam przygotowujące treningi i podjęłam działania. Ususzyłam skórki topinamburu, bo to napar z nich został moim faworytem. Pachnie prażonym słoneczkiem, słodkością i uprzejmością. Zdzieranie obierków z bulwy to frapujące wyzwanie, ale efekt finałowy wart jest poświęcenia. Z warzywa przy okazji dobrze jest ugotować kremową zupę, która może być preludium do sylwestrowego imprezowania. Zupa zaskakuje wyrazistością, lubię ją posypać pestkami uprażonego słonecznika albo chrupiącymi chipsami z topinamburowych skórek. Prężą się wtedy nadzwyczaj szykownie.   Zawartość pozostałych naparów u mnie też w sumie  narzucają resztki, jakich kolekcję uzbierałam po świętach. Zrobiłam te zapasy z premedytacją, pozwolę im teraz swawolnie wybrzmieć w domowych napojach. Mam na stanie skórki pomarańczy i cytrusów, pestki z grantu, liście mięty i kolendry, ususzone ziarna rokitnika, pyłek pszczeli i kwiaty rumianku. W słoiku przetrwały maliny, może utrę z nich puder, co doda klasy jednemu z naparów? Moje propozycje są tylko zachętą, do subiektywnej zabawy. Przełamcie napojową monotonię i w ten ostatni dzień roku zaszalejcie z gorącymi, niech ich kojący asortyment rozleje się niemal z taką samą intensywnością i brawurą, jak szampan o północy.   Ja czerpię inspirację z kuchni w Drzewcach, gdzie dzieją się cuda. Tam zgrabnie połączona ekipa kombinuje łapczywie, żeni zjawiskowo z pozoru niechętne ku sobie składniki, troszczy się o każdy produkt, a te które jest w stanie, hoduje samodzielnie. Bez niepotrzebnych wzmacniaczy, w oparciu o autentyczny kalendarz natury. Tam nic się nie marnuje, na każdą łodygę, wyhodowaną marchewkę i głaby kapusty jest pomysł. Ubóstwiam zaglądać w zakamarki ich codzienności, patrzeć, jak Marek Flisiński w skrytej za grządkami pomidorów ziemniance częstuje ukradkiem nalewką z kurek. Pręży się w tej kolejcji też ukiszony rabarbar i orzechy. Dużo dobra wszelakiego, co zdobi i zachwyca gości. Dobrze jest w Drzewcach kruszyć wypiekanym przez Michała Krzysiaka chlebem. Ostatnio zjadłam nieprzyzwoitą ilość grubaśnych pajd zatopionych w oleju i jeszcze zabrałam chałkę na wynos. W Water&Wine trudno się oprzeć pokusie.   Wy też się nie powstrzymujcie i jeśli chcecie zaskoczyć swoich gości, przedstawcie im naparową kompozycję. To dobra wróżba na Nowy Rok.