lody z awokado bez laktozy i bez cukru

Wyjeżdżałam  z domu na kilka dni i miałam misję: ocalić awokado, które było już dojrzałe. Równocześnie naszła mnie chęć na lody, a moim przypadku taka zachcianka nie jest prosta do spełnienia, gdyż znalezienie lodów bez cukru prawie graniczy z cudem. Stąd eksperyment w postaci tych lodów. Całkiem udany :) lody z awokado bez laktozy i bez cukru Lody przyjemnie chłodzą i są rześkie w smaku. I nie są zamarznięte na kamień, dzięki użyciu rumu i oleju kokosowego. lody z awokado bez laktozy i bez cukru

Stos porzuconych liści wciśnięte niedbale do skrzynki,  którą pod koniec dnia ktoś zaniesie do śmietnika tuż obok. Cieszą zielenią i soczystością, ale to mało kogo obchodzi. Są odrywane na specjalne życzenie, a tych, licząc wypełnione nimi po brzegi pudła, jest co niemiara. Nikomu nie chce się targać do domu kompletu, skoro liście i tak do niczego się nie przydadzą. To chwast przecież - słyszę, gdy pytam dlaczego. Liście jedzą tylko króliki - drwiąco ich potencjał ocenia ktoś przede mną. Są gorzkie -  wydaje wyrok młoda dziewczyna z dzieckiem  na rękach, dla którego wybiera najlepsze marchewki. A mnie kuszą, więc zbieram te wszystkie sieroty i szukam na nie pomysłu. Sięgam do rodzinnych historii, jestem w kuchni obok babci i ukradkiem spoglądam na jej dłonie, które najpierw opłukują liście z piasku, bo lubi ten łobuz  zbierać się w ich zakamarkach, a potem suszą je i siekają. W lodówce przegryza się śmietankowy sos, oblebione nim będą miłym kompanem dla młodych ziemniaków z koperkem, które właśnie miękkną w garnku. Liście rzodkiewki mają moc. Więcej w nich witaminy C niż w cytrynie! Genialnie czyszczą organizm z toksyn, usprawniają prace żołądka i przemianę materii. Odtruwają i regulują ciśnienie krwi. Wyposażone są w potężniejszą gamę wartości odżywczych niż ich różowe sąsiadki. Są najzdrowszą częścią pęczka, po który sięgamy tak chętnie w nowalijkowym sezonie. Na Dalekim Wschodzie wyciskają z nich sok, którym leczą żółtaczkę. Lepiej ich nie lekceważyć, bo przydadzą się organizmowi - na ich porcję zareaguje z wdzięcznością. Wykorzystnie liści idealnie wpisuje się w ideę #zero waste w kuchni, którą promują najlepsi kucharze. W restauracji Water&Wine z czułością myśli się o każdym składniku, który trafia na stół. Sporo produktów pochodzi z ogrodu, który rozrasta się przed oknami. W Drzewcach nowalijki otoczone są opieką, szefowie kuchni Marek Flisiński i Kamil Raczyński regularnie sprawdzają, jak im się wiedzie, bo to z tego, co wyrośnie im w ogrodzie potem konstruują wybitne dania. Rośliny mają zapewnione dobre warunki  - najpierw są w szklarni, bazują na wsparciu natury, co przebija się później w ich uczciwym smaku. Ta autentyczność została doceniona ostatnio. Restauracja Water&Wine znalazła się w nowej edycji międzynarodowego przewodnika Where Chefs Eat. Trafiają tam tylko wyjątkowe miejsca, a to w Drzewcach przy rozlewni wody Cisowianka takie jest, bo nie karmi codziennie. Na kolację trzeba się zapisać ze sporym wyprzedzeniem. Inspiracje z Water&Wine przenoszę na swoje domowe talerze i łączę z rodzinnymi przepisami. Liści rzodkiewki więc absolutnie nie wyrzucam, tylko dorzucam do zupy, sałatki, koktajlu czy pesto. Pyszne są także pieczone lub duszone z dodatkiem mięsa. Mogą być farszem do kruchej tarty. Na pewno nie powinny trafiać do śmietnika i liczę, że moje propozycje Was skłonią do tego, by liściom rzodkiewki dać szasnę. 

drożdżówki z serem, rabarbarem i migdałami

Majowy długi weekend sprzyja spotkaniom. Tym nieformalnym, zwoływanym po przebudzeniu, na które najlepiej dociera się rowerem. To czas rozwianych włosów, nieśpiesznych rozmów, zakolegowywania się na nowo z naturą, koca w kratkę i kosza wypełnionego domowymi wypiekami. Buzię można bezkarnie wystawiać ku słońcu i mróżyć zadziornie oczy, w które pchają się zawadiacko ciepłe promienie. Czeka nas przyjemność brodzenia w piasku, zanurzania w smakach łąki pachnącej wciąż wiosenną świeżością, taplania w strugach lecącego, jak zwykle z nienacka, deszczu. Ten moment do niczego nie zobowiązuje, udziela urlopu od rutyny, nie potrzebuje planu, by być wyjątkowy. Warto z tym majem być w zmowie, chwycić go za rękę i ukradniem zerknąć, co ma w ofercie. On pierwszy dzieli się bukietem konwalii, pachnie zniewalająco bzem i karmi nowalijkami. Rozpieszcza lubieżnie, zmysłowo podąża ku miłości, skraca dystans potrzeby pogawędkom toczonym do świtu. Maj prowadzi nas na ulubiony targ, funduje rozpustne śniadania i łagodzi wyrzuty po zbyt dużym deserze. Ustala nasze menu, więc gotują się w nim pierwsze szparagi i dylematy, czy lepsze wśród nich są białe, zielone, a może te rzadziej dostępne fioletowe. Serwuje truskawki, do zmiksowania w koktajlu, zatopienia w czekoladzie lub pogryzania z kleksem mojego ulubionego sera. Zaplata urocze wianki z kwiatów zrywanych ukradkiem. Podarowuje bukiety, które pachną miłością. Zarasza na randki i rozbudza ciekawość. Jest kreatwyny i żądny wrażeń. Do kuchni  maj  zagląda ukradkiem wodząc na pokuszenie. Dajcie się mu uwieść i kupcie koniecznie wiązankę rabarbaru. Przyda się do turlania maślanych drożdżówek. Takich z miejscem do zagospodarowania. Wypełnijcie je serem, dobrym, by nie było niechcianych niespodzianek. Twarożek kanapkowo- sernikowy Mój Ulubiony składa się tylko ze śmietanki i kultur bakterii fermentacji mlekowej. Nie ma żadnych niepotrzebnych dodatków - konserwantów czy stabilizatorów.  Jest naturalny, z lekko słonym posmakiem, który akurat wypiekom się nieźle przydaje. Gładko rozmarowuje się na kanapce i lekko miesza. Ma dużo wapnia, białka i witaminy z grupy B. Twarożek kanapkowo- sernikowy Mój Ulubiony zawiera  28% tłuszczu, więc dobrze wybrzmi w sernikach, pastach, czy, jak w mojej propozycji - stworzy udaną parę z zalecającym się do niego rabarbarem.  drożdżówki z serem, rabarbarem i migdałami Drożdżówki są wdzięcznym piknikowym towarzystwem, pysznie sprawują się także w podróży i na rowerowej wycieczce. Bywają niewymagające. Dobrze jest upiec ich więcej i dzielić się tą przyjemnością. Sekretem sukcesu są składniki. Do ciasta przede wszystkim dodałam masło w kawałkach. Owszem, wyrabia się je w takim połączeniu trudniej, niż wtedy, gdy używam rozpuszczonego tłuszczu, ale efekt jest wart wysiłku. Ciasto wzmocniłam 2 łyżkami twarożku kanapkowo-sernikowego Mój Ulubiony. Drożdżówki wyszły puszyste, lekkie, bardzo delikatne. Wyraziście dopełnia je  nadzienie, bardzo kremowe skoponowane z twarożku, żółtka i domowego cukru waniliowego. Wierzch stroią młody, polski polski rabarbar i migdały, które wzmacniają ten kremowo-kwaśny mariaż. To co, pieczecie swoje drożdżówki na majowy piknik?  Wieluń Mój Ulubiony

Czają się jeszcze i wciąż nieśmiało wypuszczają łodygi, liście czy natki ku słońcu, ale już za moment będzie ich wszędzie pełno i zdominują swą obecnością nasze talerze. Nowalijki pysznią się w wiosennej odsłonie i smakiem nagradzają za wytrwałe oczekiwanie na ich moc. Tej mają w sobie sporo, są pełne witamin i minerałów, od trzonka do korzonka wypełnione energią, która wspiera zmarnowany wylegującą się zbyt długo w płatkach śniegu zimą organizm. Potrzebujemy nasycenia tym, co ma znacznie lżejszy bagaż. W walizce nowalijkowych przyjemności chrupią rzodkiewki, pachną soczystością liście szpinaku, zalewa się różowym pąsem drobna botwina i zielenieje natka   marchewki. Nowalijki wkraczają z tą swoją krzepą do kuchni, stukają o blat i proszą o słuszą uwagę. Mają tyle do opowiedzenia. Nie było ich przez dobrych kilka miesięcy, kazały na siebie czekać, jak zwykle, bo chcą, by garnkach mieszać uczciwie i sezonowo. Gotowanie w rytmie natury ma sens nie tylko ekonomiczny, ale przede wszystkim jakościowy. Jaka tkwi uciecha w tym, żeby w grudniu zjadać pomidory lub ogórki. Brak im wyostrzonego smaku i tej premierowej radości. Czekanie na rozpoczęcie nowalijkowego sezonu ma urok osobliwy, trzeba zafundować sobię tę drobną przyjemność. Szefowie kuchni grają w zielone, propozycje w swoich lokalach dostosowują do tego, co za oknem. W urokliwym miejscu Water&Wine czerpią z luksusu, który sami zasiali. Restauracja ma swój ogród, więc koperek czy pietruszkę zrywa się prosto z grządek. Wydźwiek jest na talerzach, jeśli chcecie sprawdzić, jak wyjątkowy, rezerwujcie u nich stoliki. W Drzewcach niczego się nie marnuje, bo każdy składnik jest zbyt cenny, by trafiał do kosza. Czerpię z tych inspiracji i ideę #zero waste wykorzystuję w swojej kuchni. Odzyskuję moc z pomarszczonych rzodkiewek, zwiędniętą sałatę duszę na patelni, a miękkie marchewki ożywiam miodem. W resztkach tkwi potencjał, niech to, co wciąż dobre trafia na stół, a nie do śmietnika. Młode rzodkiewki mają swój niebywały urok, ale tylko przez moment. Porzucone obrażają się i tracą swą chrupiącą otoczkę, która kusi w nich najmocniej. Ja daję im drugą szasnę w piekarniku. Jeśli jeszcze nie ogrzewaliście rzodkiewek jego ciepłem, spróbujcie koniecznie. Odzyskają swój blask i wrócą na talerz w wykwintnym wydaniu. składniki:

  • rzodkiewki
  • garść płatków migdałowych
  • łyżeczka soku z pomarańczy
  • łyżka listków mięty
  • płaska łyżeczka miodu
  • łyżka oliwy
  • sól i pieprz
Rzodkiewki umyć, przekroić na pół lub pokroić w ćwiartki. Przełożyć na blachę do pieczenia wyłożoną papierem. Piekarnik nagrzać do 180 stopni.W miseczce wymieszać oliwę, miód i sok z pomarańczy. Sosem polać rzodkiewki. Opórószyć solą i pieprzem. Posypać płatkami migdałowymi. Do rozgrzanego piekranika wstawić blachę z rzodkiewkami i zapiekać około 15 minut - gdy zaczną brązowieć można wyjąć wcześniej. Gotowanie w rytmie #zero waste moblizuje do tego, by odkrywać możliwości, jakie daje cały składnik. Rzodkiewka ma liście, które można pysznie wykorzystać. Jest w nich chociażby dwa razy więcej witaminy C niż w cytrynie. Jeśli dodtąd jadły je jedynie Wasze świnki morskie i króliki, poczekajcie na kolejny przepis. Podrzucę kilka znakomitych podpowiedzi na porzucane zazwyczaj liście!  

Gościnność. Sztuka dobrej obsługi w gastronomii

"Gościnność. Sztuka dobrej obsługi w gastronomii” autorstwa Patrycji Siwiec i Adama Pawłowskiego MS, to pierwsza w Polsce publikacja w całości poświęcona profesjonalnej obsłudze oraz temu, jak gościnność przekłada się na sukces w gastronomii. To podręcznik napisany przez praktyków, których doświadczenie wsparte jest również wywiadami z ekspertami z branży. To książka, której zdecydowanie brakowało i która doskonale zapełnia lukę na rynku. I która jest potrzebna bardziej, niż jakakolwiek inna. Dlaczego? "Miesiąc po wizycie w restauracji zwykle nie pamiętamy tego, co jedliśmy, za to doskonale pamiętamy, jak zostaliśmy obsłużeni. Dobry serwis uratuje niezbyt smaczny posiłek, a nieprofesjonalna obsługa zepsuje nawet najlepsze danie. Dlatego choć jako gość odwiedzamy wiele różnych restauracji, to wracamy najczęściej tam, gdzie wyjątkowo nas potraktowano" - czytamy w książce. Gościnność. Sztuka dobrej obsługi w gastronomii W książce można znaleźć scenariusze, tj. przykładowe zestawy pytań, które prowadzą do wzrostu sprzedaży. To także gotowe manuale (do indywidualnego dostosowania). Jeden rozdział poświęcony jest z kolei temu, jak postępować w sytuacjach kryzysowych. Z "Gościnności" dowiecie się także, dlaczego lepiej nie otwierać własnej restauracji. Z częścią powodów trudno się nie zgodzić (tak, to prawda, że będąc współwłaścicielką restauracji spędzałam w niej znacznie więcej czasu niż gdziekolwiek indziej,  prawo Murphy'ego nie przestaje zaskakiwać) i trzeba mieć naprawdę silną motywację , aby się mimo to odważyć się do wejścia w ten biznes i odnieść sukces. „Gościnność” to: - ponad 280 stron konkretnej, sprawdzonej wiedzy - kilkadziesiąt prostych do wdrożenia porad - kilkanaście scenariuszy szkoleń wewnętrznych dla pracowników gastronomii - dział poświęcony pracy sommeliera - przykład skróconego manuala - historie wzięte z restauracyjnego życia - 9 wywiadów ze specjalistami i mentorami polskiej i światowej gastronomii: dr Joanna Heidtman (psycholog), Claire Randall (pracowała jako inspektor przewodnika Michelin), Gerard Basset MS MW OBE (Najlepszy Sommelier Świata 2010), Ronan Sayburn MS (Oficer Operacyjny The Court of Master Sommeliers), Piotr Kamecki (Prezydent Stowarzyszenia Sommelierów Polskich), Grzegorz Kłos (restaurator), Daniel Pawełek (restaurator), Adam Jarczyński (ekspert do spraw savoir-vivre), Bogdan Gałązka (szef kuchni i restaurator) Jeśli pracujecie w gastronomii lub planujecie otworzyć własną restaurację, to tą książkę powinniście potraktować jak lekturę obowiązkową. Gościnność. Sztuka dobrej obsługi w gastronomii Autorzy: Patrycja Siwiec i Adam Pawłowski MS Wydawnictwo: TAKE EAT EASY Cena: 59zł Książka dostępna jest w sprzedaży internetowej: www.goscinnosc.pl

Są takie dania, że nie sposób je zjeść na jeden raz. Jak np. pieczona kaczka w całości dla 2-3 osób. Oczywiście można jeść ją przez kilka dni, jednak dla mnie żadna potrawa nie smakuje już tak dobrze drugiego dnia - potrzebuję urozmaicenia. Stąd pomysł na to danie. W zamierzeniu miało być bao, modne chociażby z foodtrucków. Realnie jednak nie miałam czasu na ich przygotowanie, więc sięgnęłam po awaryjne pity w szafce. Pieczoną kaczkę wymieszałam w glazurze pomarańczowo-imbirowej, ożeniłam z kilkoma rzodkiewkami, zalegającymi w lodówce, które zamarynowałam w soku z pomarańczy. To taki domowy street food przygotowany w 15 minut. Efekt w pełni satysfakcjonujący, obiad smakował bardziej, niż tradycyjny dzień wcześniej. Pita z szarpaną pieczoną kaczką, z marynowanymi rzodkiewkami w glazurze pomarańczowo-imbirowej

Agata przygotowała obfity poradnik w sprawie wykorzystania białek i żółtek, które zostają po wielkanocnych wypiekach. Jeśli brakuje Wam na nie pomysłu, zerknijcie koniecznie do obu tekstów. Jest tam ponad smacznych 30 propozycji. Ja dołączam przepis na ostatnią chwilę - wielkanocne bezowe babeczki.   Deser powstał po upieczniu tarty limonkowej, którą na potrzeby wielkanocnego domowego marketingu nazwałam mazurkiem. Sami zdecydujcie, jak chcecie udekorować bezy. Ja podaję je z kremem czekoladowym, bo chciałam wykorzystać resztę śmietany, jaką miałam w lodówce.  Słodki deser lubi kwaśne konfitury, pestki grantu, liście miety czy mus bazyliowy.

co zrobic z zoltkami

Zgodnie z obietnicą, po wpisie co zrobić z białkami, nadszedł czas na żółtka. Zwłaszcza, że robiąc bezy często zostają właśnie one. Mam nadzieję, że z czasem do tej listy będą dochodzić kolejne pozycje. Jeśli macie pomysły na to, co zrobić z żółtkami, piszcie proszę w komentarzach. Ten wpis, jak poprzedni, został zainspirowany kuchnią Water&Wine. Miałam przyjemność kilkakrotnie podglądać tam w pracy Marka Flisińskiego - chefa i Kamila Raczyńskiego - sous chefa, którzy z wielkim szacunkiem podchodzą do jedzenia. Wykorzystują wszystkie resztki, tworząc dania na miarę gwiazdki Michelin. Dlatego idąc ich tropem, nie wyrzucajcie żółtek, które Wam zostały z różnych potraw. Chodźcie ze mną do kuchni, a pokażę Wam 20 sposobów na to, co zrobić z żółtkami.

Water&WineW kuchni Water&Wine - fot. Maciej Stankiewicz

1. Zamrozić

Jeśli wiecie, że ich nie zjecie - zamróźcie je. Pamiętajcie, aby podpisać zarówno datą, jak i ilością żółtek. Do żółtek dodajcie koniecznie szczyptę soli.  Mrozić można np. w plastikowych opakowaniach po jogurcie szczelnie zawiniętych folią lub w plastikowych pojemnikach. W zamrażarce mogą być do 3 miesięcy. 2. Kogel-mogel Kto z nas nie pamięta go z dzieciństwa? Dla bezpieczeństwa proponuję żółtka ubić na parze i pyszny deser gotowy. Kogel-mogel świetnie się nadaje do kawy, wystarczy zalać go kawą i pyszny napój gotowy. Grzane ciemne piwo z koglem-moglem jest również godne polecenia. 3. Zabajone (zabaglione) Włoską wersją rodzimego kogla-mogla jest zabajone. Wystarczy dodać tylko marsalę, wszystko w proporcji 1:1. Czyli 2 żółtka, 2 łyżki cukru i 2 łyżki marsali. Tutaj dokładny przepis.
W Water&Wine podano nam kiedyś na deser pieczone owoce (truskawki, rabarbar, kwiaty czarnego bzu) z konfiturą z płatków róży (osobiście utarłam 2 makutry płatków róży z cukrem) pod palonym zabajone. Było pyszne i wyglądało tak:
4. Budyń Banalnie prosty. Przygotowanie zajmuje tyle samo czasu, co przygotowanie budyniu z proszku. A smak? Bez porównania. Wystarczy 1,5 szklanki mleka zagotować z czubatą łyżką masła, 1 łyżką cukru z wanilią. W kubeczku wymieszać 0,5 szklanki mleka z 2 łyżkami mąki ziemniaczanej i 2 żółtkami. Wlać to do gotującego się mleka, pogotować chwilę stale mieszając, aż budyń zgęstnieje. I już! co zrobić z żółtkami 5. Makaron Klasyczne włoskie przepisy oparte są na całych jajkach, gdzie na 100g mąki daje się 1 jajko. Przez lata bazowałam na tym przepisie. Do czasu, gdy nie została współzałożycielką własnej restauracji. Wówczas cała załoga została przeszkolona przez kucharza, który był pasta chefem w 2 gwiazdkowej restauracji w Anglii. Zdradził nam przepis na ciasto na samych żółtkach. Ciasto jest trudne do współpracy, twarde i potrzebuje 24godzinnego leżakowania. Efekt w pełni jednak wynagradza trud. Ciasto jest żółte i niezwykle sprężyste.  Na 350g mąki trzeba aż 9 żółtek! Obiecuję, że pokochacie ten makaron. co zrobić z żółtkami

co zrobić z białkami

Odkąd pamiętam gotuję głównie z tego, co jest w lodówce. Oczywiście czasem kupuję składniki pod konkretny przepis, jednak zwykle część składników zostaje i trzeba sobie z nimi jakoś radzić. Mistrzami pod tym kątem są kucharze w Water&Wine, którzy wykorzystują wszystko i redukują odpadki do minimum. Tworzą przy tym sztukę kulinarną, której teraz może zasmakować każdy podczas organizowanych tam kolacji. Najbliższa kolacja degustacyjna już 12 maja. To właśnie po spotkaniach w Drzewcach zdecydowałyśmy się na cykl wpisów, w którym będziemy się dzielić z Wami naszymi sposobami jak nie marnować jedzenia. Na początek wobec tego jajka, które znaleźć można w każdej kuchni i na dniach będą używane w dużych ilościach. Często zadajecie nam pytania, co zrobić z żółtkami lub z białkami. Z okazji zbliżającej się Wielkanocy zaczniemy od białek, bo podejrzewam, że właśnie ich zostanie Wam więcej po świątecznych przygotowaniach. 15 sposobów na to, co zrobić z białkami co zrobić z białkami?1. Zamrozić To najprostszy sposób, gdy zostają Wam białka i nie macie czasu, ochoty czy możliwości, aby ich użyć. Wystarczy dać je do pojemnika (może być nawet umyty po jogurcie) i szczelnie przykryć (np. folią spożywczą). Nie zapomnijcie też podpisać, ile w środku jest białek, to pomoże Wam w przygotowaniu poniższych przepisów. Przed użyciem należy białka rozmrozić i doprowadzić do temperatury pokojowej. Białka mogą być w zamrażarce ok. 3 miesięcy. 2. Ciasto na białkach To ekspresowe ciasto z tym, co macie. Możecie dodać sezonowe owoce lub te, które włożyliście latem do zamrażarki. Wystarczy 3 białka wymieszać trzepaczką z połową szklanki mleka. W drugiej misce wystarczy wymieszać 200g mąki z 1 płaską łyżeczką proszku do pieczenie, z otartą skórką z cytryny (lub z pomarańczy) i 100g masła. Teraz tylko dodaj białka z mlekiem i utrzyj szybko mikserem.Włóż ciasto do keksówki i na wierzch daj owoce. Zamiast owoców możesz dać do środka mak. Piecz 45 minut w 180 stopniach. Proste, prawda? Może Wam nawet zastąpić świąteczną babkę, jeśli nie macie na nią czasu. Szczegółowy przepis znajdziecie tutaj. Jeśli macie bardzo dużo białek (12), wówczas zróbcie angel cake. 3. Ciasteczka kokosowe - bezglutenowe To kolejny ekspresowy przepis. Powstał w mojej głowie naprędce, gdy zadzwoniła do mnie koleżanka z pytaniem, czy może wpaść na kawę, bo jest w pobliżu. Oczywiście! Dopiero co skończyłam robić tiramisu na żółtkach, które potrzebowało czasu, aby się przegryźć. Zostało w lodówce 5 białek. Wystarczy je ubić na sztywno ze szczyptą soli, z 4 łyżkami cukru (ja użyłam erytrol), a następnie wymieszać z 200g wiórków kokosowych. Nakładaj na blachę wyłożoną papierem do pieczenia za pomocą łyżeczki lub tak jak ja turlaj w dłoniach kuleczki. Piecz ok. 15 minut w 180 stopniach, aż lekko się zarumienią. Jak będą za mało słodkie, możesz posypać je cukrem pudrem lub zamiast 4 łyżek cukru dać 6. kokosanki 4. Babeczki (koszyczki) kokosowe - bezglutenowe W podobny sposób (ale nawet bez użycia miksera) możecie przygotować babeczki, które możecie wypełnić w dowolny sposób. Wystarczy 5 białek wymieszać z 200g wiórków kokosowych. Mokrą masą wypełnij foremki (posmarowane masłem lub olejem kokosowym), mocno wciskając, by dobrze wyklejone były boki i spód. Wstaw do piekarnika nagrzanego do 160 stopni i piecz przez 20 minut. Dokładny przepis znajdziecie tutaj i tutaj (z różnym wypełnieniem). Kokosowe babeczki bez glutenu i bez cukru 5. Omlet z samych białek Wystarczy ubić białka ze szczyptą soli i wymieszać z łyżeczką mąki. W wersji na słono można dodać ulubione zioła. Podawać albo z owocami albo z warzywami. Najlepiej z tym, co zalega Wam w lodówce. Pyszny zarówno w wersji na słodko, jak i na słono. 6. Majonez z białek Idealny na Wielkanoc, może być bazą do innych sosów. Wystarczy bowiem zmiksować go np. z natką pietruszki, liśćmi rzodkiewki, czy czosnkiem niedźwiedzim (wypatrujcie go lada moment!),  by uzyskać majonez o pięknym zielonym kolorze. Aby zrobić majonez na białkach, ubij na niskich obrotach 2 białka z łyżeczką soku z cytryny, z musztardą i szczyptą pieprzu a następnie podczas miksowania powoli wlewaj  olej (około szklanki), aż majonez zgęstnieje. Jajka faszerowane czosnkiem niedźwiedzim

Zobaczcie też, 20 sposobów na to, co zrobić z żółtkami.

Urokliwe przeniesienie smaku historii na współczesny talerz. Zgrabna gra emocjami ulicy, na której przed lata rządzili rzeźnicy. Po mięso na Twardą jeździło się nawet z Wilanowa i przy okazji trudy podróży wynagradzało bezgrzesznie kieliszkiem czystej ze śledziową zakąską. Twarda teraz dość miękko przechodzi metamorfozę i dostosowuje do zmieniających okoliczności. Nadszarpnięte upływem czasu kamienice poddają się gruntownym remontom i przyjmują przyjaźnie nowych sąsiadów. Wśród nich całkiem niedawno pojawił się hotel Holiday Inn City Center. Udało się go wkomponować w ciasne uliczki Żelaznej czy Siennej  i wbrew okolicznościom sprawić, by nie przytłaczał klimatu okolicy.