Pieczony grejpfrut z rozmarynem i imbirem

Czasem niewiele trzeba, by sprawić sobie odrobinę przyjemności i zamienić coś zwykłego w niecodzienny smak. Tak jest w przypadku pieczonego grejpfruta, który zmienia smak i jest bardziej słodki, mniej gorzki niż na surowo. Świeży imbir podkręca jego cytrusowość, a cynamon dodaje kojącego smaku. Jakkolwiek to brzmi, musicie spróbować, zwłaszcza, że jego przygotowanie trwa dosłownie moment i można już się rozkoszować chwilą. I oddać się wspomnieniom, które towarzyszyły nam w tym roku. O tym pewnie jeszcze napiszę więcej;) Ale jeśli myślę o kulinarnych najważniejszych chwilach, to niewątpliwie jest to otwarcie własnej restauracji - Brylantowa 16, przygotowywanie jeżowców w Grecji i niekończące się inspiracje za sprawą Water & Wine i Marka Flisińskiego. To właśnie ta kuchnia sprawia, że dzielę się z Wami ciepłym (myślami) przepisem. Pieczony grejpfrut z rozmarynem i imbirem

Zanim na parkiecie w zwiewnych sukniach zaczną się kręcić piruety, a stary rok pożegna się bez żalu robiąc miejsce na nowe przyjemności trzeba wzmocnienia. Skoro to ma być noc bez czasowych ograniczeń, niech sił na stawiane przez nią wyzwania nie zabraknie. Dzień, bez względu na godzinę rozpoczęcia, dobrze przywitać wzmacniającym koktajlem. Łyżka kaszy jaglanej i sporo korzennych przypraw, które nie tylko rozgrzeją zziębnięty żołądek, ale pozwolą mu pracować bez przeszkód i niespodzianek. koktajl piernikowy Smak piernika ciągle pozwala nam zostać w świątecznej aurze, otulać się nią i czerpać z jej mocy. Nim pojawi się nowa energia, plany, życzenia, poczęstujcie się koktajlem i w jego towarzystwie snujcie wspomnienia. Nasze wiążą się z Cisownianką i ciekawym projektem Gotujmy Zdrowo bez soli. Kilkadziesiąt przepisów, które pojawiły się u nas w tej akcji pokazały, że sól można bez szkody dla smaku ograniczyć. To były pysznie inspirujące miesiące, dobre znajomości i niezwykłe spotkania w wyjątkowym miejscu - restauracji Water&Wine w Drzewcach. Od listopada szef kuchni Marek Flisinski serwuje kolację tym wszystkim, którzy chcą skorzystać z jego zaproszenia. Warto zerkać na stronę i rezerwować terminy, bo to nazwisko jest gwarancją niesamowitych kulinarnych wrażeń. koktajl piernikowy

Listopad to podobno najsmutniejszy miesiąc w kalendarzu. Gdyby z niego zniknął niepostrzeżenie, może nawet nikt by nie zauważył. W listopadzie nie dzieje się nic istotnego. Rozczarowuje pluchą i siąpiącym deszczem. Irytuje, bo okrada drzewa z liści. Czasem wychodzi przed szereg i sypnie zbyt wcześnie śniegiem, zaskakując zdezorientowanych kierowców. rozgrzewająca zupa W listopadzie nic się nie zaczyna, a wszystko kończy. To czas pożegnań z resztkami śliwek i dorodnych jabłek, które nie wytrzymują niskiej temperatury. Na do widzenia gotuję zupę, której smak przynajmniej zostanie na dłużej. Rozgrzewająca, mocna, taka akuratna na listopadowe ponuractwo. rozgrzewająca zupa W tym roku listopad ma jedno wydarzenie warte uwagi. Otwarcie Water&Wine. To restauracja, w której dotychczas spotykali się wtajemniczeni goście Cisowianki Perlage. Usytuowana tuż przy rozlewni tej wody, z dala od zgiełku świata, z autorskim menu Marka Flisińskiego. W małych Drzewcach obok Nałęczowa jest wielka kuchnia, w której smaki łączone są w zaskakujący sposób. Kaczka kąpie się w tokaju i obsypana jest bzem, kapustę z premedytacją kucharz przypala i dopieszcza pomidorowym dżemem. Warszawskiej gastronomii szef kuchni stawia wysoko poprzeczkę. W ręku ma atuty, których brakuje miejskiej konkurencji, bo może gotować z tego, co ofiarują pobliskie ogród i rzeka. Wieść o wybitnej kulinarnej kreacji roznosi się szybko, recenzenci rezerwują stoliki i oblizując wargi piszą o niewiarygodnych uniesieniach. Teraz już każdy może się przekonać, jak pysznie jest w Drzewcach, wystarczy zarezerwować stolik, a potem już tylko smakować.

Puszysty omlet z gruszkami, serem pleśniowym i orzechami

Jesień to zdecydowanie bogata w smaki pora roku. Gruszki, śliwki, dynie, orzechy, pigwy, jabłka, jarmuż to tylko część jej dobrodziejstw. Z kilku składników można wyczarować cuda o głębokim smaku. Tak też jest w przypadku tego omletu. Jajka, od kur zielononóżek, dostałam od znajomej od jej taty (Pola - dziękuję!), soczyste gruszki kupiłam na targu, a orzechy z działki przyniosła przyjaciółka mamy. Tymianek ostał się jeszcze na balkonie, więc tylko ser został kupiony (i był akurat w lodówce). Ser lokalny, kamiennogórski pleśniowy Camen Blue. Kuchnia sezonowa, lokalna jest mi bardzo bliska, podobnie jak szefowi kuchni Markowi Flisińskiemu Water&Wine, skąd często czerpię inspiracje. Puszysty omlet z gruszkami, serem pleśniowym i orzechami Omlet, pomimo kilku składników jest pyszny w smaku i aż zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie ma go w menu śniadaniowym w mojej restauracji ;) Puszysty omlet z gruszkami, serem pleśniowym i orzechami

Śliwki karmelizowane z rozmarynem z jogurtem greckim i prażonym lnem

Niby banalne połączenie, a w smaku obłęd! Połączenie klarowanego masła, śliwek i rozmarynu to ostatnio moje ulubione. Składniki wyjątkowo łatwo dostępne: rozmaryn z balkonu, śliwki od pani z targu a len  od pana Andrzeja. To kolejny nasz przepis z cyklu Cisowianka - Gotujmy Zdrowo. W wersji śniadaniowej jem z jogurtem, w wersji deserowej z mascarpone. Śliwki mają w sobie wystarczająco dużo słodyczy - nie wymagają dodatkowego cukru. Śliwki karmelizowane z rozmarynem z jogurtem greckim i prażonym lnem

Ostatnio rzadko gotuje w domu, w pełni pochlania mnie własna restauracja :) Pomimo braku wolnego czasu, nie potrafię zrezygnować z pewnych rytuałów. Od dawna bowiem co  niedzielę , z samego rana udaję się na targ i to pozostaje bez zmian :) Na targu bowiem jedna Pani odkłada mi bowiem pęczki szałwii z własnej uprawy, druga czeka na mnie z jajkami ze wsi. W sezonie również czeka na mnie wiejskie masło (choć akurat to, to towar deficytowy, najbardziej przeze mnie wyczekiwany), twaróg, czasem śmietana. Czasem udaje mi się kupić prawdziwe rarytasy, jak baraninę, jagnięcinę czy ogony wołowe. Nigdy nie wiem, z czym wrócę, bowiem tych rzeczy jest niewiele i występują tylko zgodnie z kalendarzem sezonowości. W niedzielę wróciłam więc z udźcem jagnięcym, śmietaną, twarogiem, sałatą masłową, kurkami, jagodami, jeżynami leśnymi (!), malinami i malinówkami. Jagnięcina nie przepada za przekombinowaniem. Kocha za to zioła, zwłaszcza miętę i rozmaryn. Dlatego tym razem postawiłam na klasykę - mięso naszpikowałam czosnkiem i rozmarynem i zostawiłam na noc, a następnie upiekłam. Udziec jagnięcy z rozmarynem i czosnkiem - Gotujmy Zdrowo W sezonie mój balkon zamienia się w mini zielnik. To namiastka tego, o czym marzę. I jednocześnie powrót myślami do dzieciństwa, gdzie rodzice mieli własne pole (tak, pole we Wrocławiu!), dziadkowie hodowali króliki, gołębie, świnie, kury i kaczki. Wychowałam się na jedzeniu z własnych upraw i prostej, domowej kuchni (najlepszej!). Pomimo, że w dzieciństwie byłam niejadkiem (samej ciężko mi teraz w to uwierzyć) to uwielbiałam jeść sałatę, świeżo zerwaną na polu (po oberwaniu wierzchnich liści, bo umyć nie było jak ;)). Teraz taki raj odnajduję w kuchni Marka Flisińskiego w koncepcie Water&Wine, gdzie większość składników pochodzi z własnych upraw lub od zaprzyjaźnionych pobliskich małych producentów żywności. Uwielbiam spędzać tam błogie chwile i rozkoszować się najlepszym jedzeniem. I to wszystko przy rozlewni wody Cisowianka w Drzewcach. _MG_1757 (kopia) _MG_1827 (kopia)  _MG_1805 (kopia)

Gotować z tego co pod ręką. Obok, za płotem. Na targu za rogiem. Luksus i szczęście. Miewam je w sezonie i czepię z niego namiętnie, choć bywa, że daję się skusić egzotycznej marakuji, którą kroję do ciasta, zamiast chociażby soczystych sierpniowo moreli. Gdy nie błądzę, marzę o własnym ogródku z marchewką, polach lawendy i miętą pachnącą obłędnie. Może kiedyś. Teraz cieszę się doniczkami na balkonie, które zielenią się przez całe lato. Bezpiecznie czuję się z całą paletą aromatycznych ziół, które robią moje dania. Szałwia zawsze dobrze zgra się z masłem i mięsem, tymiankiem sypię poranne tosty z serem i miodem, bazylia wzmacnia lemoniadę ogórkową, a rodzajów mięty mam pięć, na różne okazje. pasta z pieczonej papryki Do tego, co obok, dołożyłam coś, co jest niedaleko, czyli tymianek połączyłam z rozpoczynającą swój najlepszy czas papryką. Pasta z upieczonych warzyw pachnie nieco wakacyjnym ogniskiem, zaostrza się czosnkiem i łagodzi aksamitnością masła z nerkowców. Kremem chciałam smarować grzanki, ale w zasadzie najsmaczniej wyjada się go ze słoika bez dodatków. pasta z pieczonej papryki W kuchni nie należy mieć więc planu, a przynajmniej nie trzeba trzmać się go kurczowo. Tak gotuje szef jednej z najciekawszych restauracji, jakie widziałam - stworzonej przy rozlewni wody Cisowianka w Drzewcach. Marek  Flisiński zerka przez szyby swojej kuchni i widzi, jak w ogrodzie tuż obok kiełują warzywa, które posadził. Z pobliskiego lasu wraca z grzybami i serwuje je na obiad. Na razie jedynie pracownikom rozlewni albo ich gościom, ale już niebawem do Water&Wine zaprosi wszystkich chętnych. Warto jesienią przy drodze do Nałęczowa rezerwować stoliki, bo Marek Flisiński świetnie bawi się prezentacją dań, zaskakuje wykorzystaniem nawet banalnej marchewki, a smakowa wyobraźnia pracuje mu nieustannie na wysokich obrotach, serwując efekty nagradzane aplazuem. Na razie ja nieśmiało czerpię wzorce z mistrza i w bliskiej mu akcji Cisowianki Gotujmy Zdrowo polecam tę zdrową, sezonową pastę z papryki.

Jest w końcu ten czas, który pozwala kuchenny stabilny stół zamienić na tarasowy drewniany niepozorny mebel. Nie on jednak ma tu znaczenie, a to co na nim stawiam. W porze letniej, ciepłej kolacji wynoszę na zewnątrz smaki dzieciństwa. Niepozornie ułożony stos placuszków, które nieco odchudziłam. Wyrzuciłam z nich białą mąkę, dosypałam migdałowej i owsianej. Rumieni się ta kolekcja i odbija w lśniącymi kroplami miodu w zachodzącym słońcu. Sporo w tych placuszkach, które teraz modniej jest nazywać pankejkami sezonowych owoców - malin, borówek i jagód. Ich słodycz powoduje, że nie trzeba już słodzić cukrem, miód jest bardziej dekoracją. placuszki migdałowe Ile bym tym placuszków nie upiekła, tyle zniknie z talerzy. Cieszą się nawet powodzeniem u sąsiadów, którzy zwabieni zapachem, dopytują nieśmiało o powody przyjęcia na tarasie. A przecież nie ma specjalnego, lato po prostu, które trwa tak krótko, więc trzeba cieszyć się każdą jego ciepłą chwilą. Placuszki migdałowe do takiego niezaplanowanego świętowania nadają się wyśmienicie, do przepisów z akcji Cisowianki gotujmyzdrowo również. Są lekkie, sycące, na dobrej patelni smażone bez tłuszczu, pachnące tym, co lipiec ma w sobie najpyszniejszego. placuszki migdałowe