Wbrew pozorom wcale nie są trudne do przygotowania. Są czasochłonne tym bardziej, że pośpiech nie jest przy nich wskazany. Wystarczy tylko czekolada, ulubione dodatki i silikonowe foremki (niekoniecznie na pralinki, wystarczą na lód). nadziewane serca

To zdecydowanie jesienny smak, jednak tęsknota za nim pojawia się bez względu na porę roku. Krem jest aromatyczny i aksamitny. Najlepszy z grzybów własnoręcznie nazbieranych. W kuchni zapach unosi się  jeszcze kilka godzin po ugotowaniu zupy.

Podobno Casanova zjadał ich co najmniej 60 dziennie. Już w średniowieczu wierzono, że są afrodyzjakiem i zaostrzają apetyt...seksualny.Można je podawać z rozmaitymi sosami, choć Hiszpanie uznają to za kulinarne bluźnierstwo. Bo najlepsze są skropione sokiem z cytryny. Wtedy najbardziej czuć ich prawdziwy, morski smak. Takie też polecam. Do polskich hipermarketów przypływają w czwartek. Trzeba je jednak kupić przed weekendem, bo szybko znikają. Warto przy okazji zaopatrzyć się w specjalny niewielki nożyk do otwierania.

To smak przywieziony z Ameryki Południowej. Najpierw słuchałam długiej, powtarzanej każdego dnia opowieści, że jest delikatne, odświeżające, różnorodne. Tak inne, że  nie można się nim znudzić. Potem się przekonałam, jak bardzo zachywca orzeźwiającą dawką limonki i zaostrza apetyt. Nie było wyboru, surowa, marynowana w cytrusach ryba została wpisana na stałe do domowego menu. O tym, że było warto, niech świadczy fakt, iż Meksyk, Peru, Kolumbia czy Ekwador kłócą się o to,  który z tych krajów  jest autorem ceviche. Ponieważ spór jest ciągle nierozstrzygnięty, każdy przedstawia je jako swoje narodowe danie.

Idealne jako lekka przekąska. Zaciekawia wnętrzem, które  można komponować według gustu albo tego, co posiada się w lodówce. Ja najczęściej robię z pieczarkami i pomidorami. Lubię też ze szpinakiem.

To zupa dla lubiących smakowe wyzwania. Użyte w niej podroby mogą bowiem odstraszać. Niepotrzebnie. Wywar jest bardzo aromatyczny i  nazywany  delikatniejszą wersja rosołu. Warto zaryzykować.

Polecam szczególnie tym, którzy już odkryli bogactwo owoców morza i lubią ten specyficzny aromat. Mule mają tyle samo białka, co mięso, a wciąż są w naszym kraju niedoceniane       i uznawane za towar luksusowy. Niesłusznie, bo po kilku wizytach w restauracjach odkryłam, że nie trzeba być mistrzem kuchni, by z tego bogactwa mięczaków i skorupiaków wyczarować coś przyjemnego. Na tę zupę natrafiłam w  mojej ulubionej serii podręczników kulinarnych - Larousse.