Sernik wcale nie musi być z sera, nie musi być ciężki i nasycony złowrogimi kaloriami. Może być lekki, puszysty i prawie dietetyczny. Wystarczy ser zastąpić jogurtami, niewtajemniczeni w te zmianę nie czują różnicy i z trudem dają się przekonać, że w masie nie ma mąki. Wariacją jest polewa. By kontynuować delikatność sos też jest w wersji light. To w zasadzie mus - tu truskawkowy, ale świetnie sprawdzi się też malinowy czy jagodowy.

Fantastyczna przystawka, delikatna i przyjemnie skropiona oliwą. Czuć zapach kolendry i aksamit łososia. Nie wymaga wiele pracy, a  roladki można przygotować wcześniej, wstawić do lodówki i upiec chwilę przed podaniem. Ten zestaw nie jest specjalnie odkrywczy, a skomponowałam go, gdy miałam za mały do upieczenia i podzielenia na dwie osoby kawałek łososia. Okazał się wystarczającym do wyłożenia nim cukini. Tak mi się spodobało, że chętnie wracam do takiego wariantu.

Po pieczeniu ciasta drożdżowego zostało mi kilka białek, żal było wyrzucić, więc szukałam pomysłu. Zależało mi, żeby było szybkie wykonanie. Agata podrzuciła  inspirację z niezawodnego bloga mojewypieki. Podjęłam wyzwanie, choć przygotowanie wymagało wbrew moim potrzebom cierpliwości i czasu. Babeczki powstawały etapami. Najpierw piekłam spód, w nocy miksowałam masę, a rano zafundowałam im kąpiel w czekoladzie. Konsumpcja też powinna odbywać się na raty, bo deser jest sycący i bajecznie słodki. Przypomina moje ulubione w dzieciństwie ciepłe lody. Tamte były w wafelku, te otoczone są aromatyczną babeczką. Czekolada z każdym ruchem łyżeczki rozkosznie się przełamuje.To taki smak przyjemności, do której będę wracać.

W Ameryce Południowej  ananas to nana, co oznacza zapach. To określenie idealnie pasuje do tej sałatki. Jest niezwykle aromatyczna i fantastyczna na upalne dni. Lekka, orzeźwiająca nutą limonki kompozycja tego, co w kuchni najzdrowsze. Można jeść ją bez ograniczeń, bo ananas ma niewiele kalorii, za to dużo  przydatnej witaminy C. Ja tę sałatkę podpatrzyłam u kolegi i z przyjemnością zaczęłam serwować swoim gościom. Powstaje w ciągu kilku minut. Ten, kto ma słabość do kolendry, będzie zachwycony. Cudownie równoważy słodycz ananasa. Ananas od kilkunastu lat dostępny jest w Polsce na każdym targowisku i tam polecam go kupować - nie w hipermarketach, a w XVIII wieku był nawet uprawiany w ogrodach Frascati Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Ten krem dołączył do mojego menu w tym sezonie. Był podawany jako starter w jednej z restauracji. Lekko waniliowy kolor i intensywny smak szparagów natychmiast zawładnęły moim sercem . Poprosiłam o przepis i już następnego dnia zrobiłam go w swojej kuchni.  Zaskoczył mnie w nim brak bulionu. Krem robiony jest na maśle i serze mascarpone. Więcej dodatków nie potrzeba. Rolę główną grają szparagi.

  Po otwarciu drzwi można odnieść wrażenie, że pomyliliśmy adres. Nie planowaliśmy bowiem wizyty w księgarnii, a tu  widzimy na każdej ze ścian półki, przy drewnianym nieco podniszczonym stoliku z lewej strony witryna z książkami. W zabranej pośpiesznie ulotce leżącej na wysokości naszego wzroku informacja o tym, co jest lekturą dnia. I już czujemy, że to miejsce w pierwszej chwili nie pachnie jedzeniem, a literacką historią.Tu przed laty była ulubiona kawiarnia poetów. Teraz jest punktem,gdzie, jak zachęcają właściciele - wypada czytać przy jedzeniu.  

Dziś wyjątkowo zamiast serwować danie, dzielimy się naszym pierwszym małym sukcesem. Chociaż Kuchnia w Formie jest  beniaminkiem wśród blogowej ligii, została zauważona i polecona przez jeden z kulinarnych portali. Fakt ten nas cieszy ogromnie, z przyjemnością więc chwalimy się wpisem i zachęcamy do lektury. http://ugotuj.to/przepisy_kulinarne/1,87978,9563519,Blogerzy_od_kuchni__Kuchnia_w_formie.html  Niezmiennie też zapraszamy do zaglądania do naszej kuchni po inspiracje i natchnienie. Już niebawem otwieramy nowalijkowy sezon, na blogu pojawi się pyszne i lekkie menu skomponowane z najcenniejszych polskich składników.

Na ten krem natknęłam się w jednej z restauracji. Autorką smaku jest pani Agata, anglistka z dyplomem, mistrzyni w kuchni. Zupa była tak intensywnie kalafiorowa, aksamitna i lekka, jak puch. Nieśmiało poprosiłam o przepis, którym jego właścicielka, ku mojemu zaskoczeniu, bez problemu się podzieliła. Potem ja dzieliłam się z innymi opowieściami o kalafiorze w tym wydaniu i samym smakiem. Jego sekretem jest mleko, które świetnie wyciąga kalafiarowy aromat.

Gdy zaczyna się sezon rabarbarowy, przetwarzam to warzywo na różne sposoby. Dlatego nie potrafiłam przejść obojętnie obok rabarbaru w sklepie - po prostu musiałam go mieć. Tym razem sezon rozpoczęłam ciastem drożdżowym. Ciasto to robiłam wielokrotnie, z różnymi owocami, także z zamrożonymi. Jest niezwykle puszyste dzięki krupczatce. To mój ulubiony, niezawodny przepis na ciasto drożdżowe. Odkąd podała go Krystyna9 na forum cincin.cc, rzadko kiedy sięgam po inny przepis.