Karolina wróciła z Meksyku. Ja chciałabym pojechać. Z zazdrością patrzyłam na prezentowane nam przez całe leniwe przedpołudnie radosne obrazki stamtąd. Te talerze pełne pyszności. Opowieści o smakach. Kusiło za bardzo. Poszukałam więc namiastki. W centrum Warszawy, przy Senatorskiej jest kawałek Meksyku. Trzeba tylko przekroczyć bramę - dosłownie, by dostać się do El Popo. I trafiamy do wulkanu energii. Są barwy, jest muzyka. Prowadzeni przez kelnerkę z dzieckiem na ręku, mijamy drewniane  stoły. Siadamy i wpatrujemy się w mieniącą  się rozmaitymi odcieniami porcelanę! Klimat urzeka.

Podobno Casanova zjadał ich co najmniej 60 dziennie. Już w średniowieczu wierzono, że są afrodyzjakiem i zaostrzają apetyt...seksualny.Można je podawać z rozmaitymi sosami, choć Hiszpanie uznają to za kulinarne bluźnierstwo. Bo najlepsze są skropione sokiem z cytryny. Wtedy najbardziej czuć ich prawdziwy, morski smak. Takie też polecam. Do polskich hipermarketów przypływają w czwartek. Trzeba je jednak kupić przed weekendem, bo szybko znikają. Warto przy okazji zaopatrzyć się w specjalny niewielki nożyk do otwierania.

To smak przywieziony z Ameryki Południowej. Najpierw słuchałam długiej, powtarzanej każdego dnia opowieści, że jest delikatne, odświeżające, różnorodne. Tak inne, że  nie można się nim znudzić. Potem się przekonałam, jak bardzo zachywca orzeźwiającą dawką limonki i zaostrza apetyt. Nie było wyboru, surowa, marynowana w cytrusach ryba została wpisana na stałe do domowego menu. O tym, że było warto, niech świadczy fakt, iż Meksyk, Peru, Kolumbia czy Ekwador kłócą się o to,  który z tych krajów  jest autorem ceviche. Ponieważ spór jest ciągle nierozstrzygnięty, każdy przedstawia je jako swoje narodowe danie.

Idealne jako lekka przekąska. Zaciekawia wnętrzem, które  można komponować według gustu albo tego, co posiada się w lodówce. Ja najczęściej robię z pieczarkami i pomidorami. Lubię też ze szpinakiem.

To zupa dla lubiących smakowe wyzwania. Użyte w niej podroby mogą bowiem odstraszać. Niepotrzebnie. Wywar jest bardzo aromatyczny i  nazywany  delikatniejszą wersja rosołu. Warto zaryzykować.

Polecam szczególnie tym, którzy już odkryli bogactwo owoców morza i lubią ten specyficzny aromat. Mule mają tyle samo białka, co mięso, a wciąż są w naszym kraju niedoceniane       i uznawane za towar luksusowy. Niesłusznie, bo po kilku wizytach w restauracjach odkryłam, że nie trzeba być mistrzem kuchni, by z tego bogactwa mięczaków i skorupiaków wyczarować coś przyjemnego. Na tę zupę natrafiłam w  mojej ulubionej serii podręczników kulinarnych - Larousse.

Minestrone - lubię melodię  tego słowa i świadomość, że choć to klasyczna włoska zupa, nie ma jednego idealnego przepisu. Łączy w sobie te warzywa, na które  jest sezon.  Ja komponuję ją z tych, których jestem spragniona.  Niezmienna w minestrone jest orzeźwiająca nuta cytryny.  Włoską jarzynową najbardziej doceniam latem i wtedy, gdy nie mam czasu. Robi się ją wyjątkowo szybko.