Rodzinne przepisy, sekrety obłędnie kremowego sosu, tortu orzechowego albo niezywkle słodkich konfitur. To bogatctwo, które, jeśli mamy szczęście, dziedziczymy. Babcia ma swoje tajemnice i chroni je, jak najcenniejszy skarb. Mama wie, co dodać do kurczaka, by po upieczeniu nie był suchy. Smaki i zapachy poznane w dzieciństwie kształtują nasze podniebienia, wyrabiają nawyki, a po latach potrafią przenieść w przeszłość dzięki najpyszniejszym wspomnieniom. Pewnie każdy ma takie danie, które poprawia mu humor. Kasza manna z roztapiającym się cukrem i cynamonem, która leczyła przeziębieniowe smutki? Rosół z lanymi kluskami równo nakładanymi przez babcię? Ciasto drożdżowe z truskawkami popijane zimnym mlekiem? Lista kulinarnych lekarstw to amulet i życiowy drogowskaz. Jeśli się go posiada, można wszystko. Dlatego ważne, by mieć czas, zapamiętywać, chłonąć, przyjmować. Najlepsi szefowie kuchni, ci od gwiazdkowych restauracji pytani o jedzeniowe inspiracje, które kreują ich kuchnie, najczęściej mówią o domu. Smaku wyniesionym z niego, kulinarnym lekcjom dawanym przez dziadków i rodziców. To nie jest przypadek, że jedzenie tak silnie wpływa na naszą tożsamość i łączy pokolenia. krzywy komin W czasach, gdy dzieci mają szczelnie wypełniony kalendarz taki banał, jak wspólne pieczenie ciastek, może być wyzwaniem. Obiad zrobiony razem z dziadkami - rarytasem. Na niego chcę Was z przyjemnością zaprosić. Niech babcie zabiorą swoje wnuki, a one wezmą za rękę dziadków i przyjdą do kuchni. We wrocławskim Krzywym Kominie 22 września będę prowadziła międzypokoleniowe warsztaty kulinarne. To wszystko w ramach Laboratorium Designu i Sztuki. W menu jesienne skarby - cukinia, dynia i bakłażan, ale w ekstrawaganckim wydaniu. Jeśli lubicie eksperymenty, dołączcie do nas. Zajęcia są darmowe - warunkiem jest przyjście w parze - dziadkowie/wnuki. Wszystkie szczegóły  i zapisy tutaj, na stronie Krzywego Komina. Rozsyłajcie informację o warsztatach wśród znajomych. Mam nadzieję - do zobaczenia:) warsztaty kulinarne    

Ze Skreiem poznałam się niedawno. We Wrocławiu do tej pory ta ryba była mało znana, ale jest szansa, że to się zmieni. 2 tygodnie temu dostałam od koleżanki z Warszawy smsa z informacją, że jak tylko będę w Warszawie musimy się razem wybrać do "Małej Polany Smaków" (restauracja Andrzeja Polana), bo właśnie tam jest i jest pysznie. Na moje pytanie, co jadła, dowiedziałam się, że Skrei. Tego samego dnia dostałam zaproszenie od Piotra Kucharskiego na warsztaty kulinarne dotyczące właśnie Skreia - norweskiego dorsza zimowego, prowadzone przez Piotra i Andrzeja Polana. Przypadek? ;) Skrei - warsztaty kulinarne z Andrzejem Polanem i Piotrem Kucharskim _MG_8548-kopia Warsztaty kulinarne były bardzo inspirujące (więcej zdjęć możecie zobaczyć na naszym profilu na fb).

To było laboratorium. Absolutnie wybuchowego smaku. Takiego, co wypełnia wszystkie zakamarki języka. Odkrywa ponętną tajemnicę.  Zachwyca i zadziwia. Warsztaty z kulinarnych technik oczarowały mnie zupełnie. Było sporo tricków, fantastyczna atmosfera i ciekawe miejsce. warsztaty kulinarne Do  kuchni restauracji Baltazar  by mondovino zaprosiła mnie Joanna z Królestwa Garów. Sama namówiła właścicieli i szefów kuchni, by pokazali nam nieco z tych swoich czarów, których dokonują każdego dnia. W Baltazarze karmią po francusku, ale bez przepychu i niepotrzebnej nonszalancji. Menu jest krótkie, ambitne i wypełnione po brzegi pasją. warsztaty kulinarne

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

Najpierw była zwykła sokowirówka, ustawiona w wynajętym żłobku, 600 butelek marchewkowego soku dziennie rozwożonego starym polonezem, teraz jest ogromne przedsiębiorstwo, prawie 1000 hektarów warzyw i 200 tysięcy butelek wypełnianych każdego dnia. Ta historia biznesu, jak z amerykańskiego podręcznika rozegrała się w okolicach Torunia. Głównym bohaterem był dwudziestojednoletni chłopak, który 20 lat temu  wpadł na pomysł, by przyjemność, którą pamiętał z dzieciństwa, zamknąć w butelce i sprzedawać. Filozofia biznesu niby banalna, chodziło o sok z marchewek, jaki przed laty wyciskała mu mama. W kraju hulał wiatr zmian i obiecująca perspektywa dla ludzi z wizją. Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie Jego była skromna. Sok miał nie wyjeżdżać poza miasto, no może województwo. Obecnie transport to majstersztyk logistyki, bo soki są jednodniowe, niepasteryzowane i muszą co noc trafić do 7 tysięcy sklepów w całym kraju. Chłopak to Maciej Jóźwicki, w międzyczasie stał się mężczyzną, który z sukcesem zarządza firmą będącą potentatem, ponad 70% procent rynku soków niepasteryzowanych należy do niego. Firma otworzyła przed nami swoje drzwi, by pokazać, jak to się robi :) Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

sum marynowany w żubrówce

Po raz pierwszy we Wrocławiu (a po raz piąty w innych miastach), odbywa się przegląd  filmów kulinarnych kuchnia+ food film fest w Kinie Nowe Horyzonty (które bardzo cenię za brak popcornu). W sobotę o 17:30 możecie zobaczyć 2 filmy (Coca Cola i Parcie na żarcie), po których będzie dyskusja ze mną. W programie aż 13 pozycji o różnych aspektach gotowania i jedzenia. Wśród nich dokumenty z Europy, Azji, Ameryki Północnej i Australii oraz indyjska fabuła Smak curry. W programie również wydarzenia towarzyszące: warsztaty kulinarne dla dzieci (sobota godz. 11:00), filmowe śniadanie (niedziela godz. 11:00), smakowity kiermasz oraz kolacja filmowa w Hotelu Monopol. z14943745Q,Food-Film-Fest

V Europejski Festiwal Smaku w Lublinie

W pierwszy weekend września w Lublinie odbył się już po raz piąty Europejski Festiwal Smaku (EFS). Była to dla mnie również okazja do odwiedzenie tego zakamarku Polski. Lublin zachwycił mnie od pierwszej chwili: piękne, odrestaurowane kamienice, stara kostka brukowa, urokliwa starówka. Mogłabym spacerować godzinami po wąskich uliczkach, odrywając kolejne sekrety miasta. Obfity program EFS zapewnił i jednak tyle atrakcji, że tym razem musiałam trochę odpuścić ;) Mam nadzieję, że jeszcze tu wrócę :) Więcej zdjęć znajdziecie na naszym profilu na facebooku. V Europejski Festiwal Smaku w Lublinie V Europejski Festiwal Smaku w Lublinie

Piotr Kucharski

Co roku czekam, aż w sklepach pojawią się szparagi. Sezon trwa tylko dwa miesiące i wówczas kilkakrotnie w ciągu tygodnia goszczą na moim stole. Zarówno na surowo, w postaci kremu, gotowane, pieczone i smażone. Preferuję zielone, choć znawcy twierdzą, że to białe są bardziej szlachetne.

Piotr Kucharski

Na początku czerwca wzięłam udział w warsztatach w Studiu Kulinarnym Piotra Kucharskiego, organizowanych przez Slow Food Youth Wrocław. Te warsztaty miały inny charakter niż te, na których byłam do tej pory. Przede wszystkim pogłębiały wiedzę na temat szparagów. Gotowania też jednak trochę było :) Zupa krem z zielonych szparagów z oliwą truflową

Mam lekki niedoczas, zatem relacja z opóźnieniem ;) 21 maja w Browarze Mieszczańskim w studiu kulinarnym Piotra Kucharskiego odbyły się warsztaty kulinarne z Grzegorzem Łapanowskim. Trochę to zakręcone, ale w sumie takie 2 w 1 ;) Tak naprawdę bogate menu skłoniło mnie do udziału. Poza tym Sylwia opowiadała mi o jagnięcinie przyrządzanej przez Grzegorza, więc jak tylko zobaczyłam ją w menu (jagnięcinę, nie Sylwię ;)) to chciałam ją zjeść (a wcześniej zrobić). _MG_9417 Lubię takie podejście do kuchni, jak Grzegorza: improwizacja, zastępowanie składników innymi bez sztywnego trzymania się przepisów. I ta szczera wypowiedź, że w sumie dobrze byłoby obrać skórkę z pomidora, ale w sumie on tego nie robi. Jak dla mnie w pełni akceptowalne "lenistwo" - gotowanie ma być przyjemnością, a nie praca od linijki ;) Ale po kolei (co nie znaczy, że chronologicznie ;) ) _MG_9390

W drugi weekend maja, w ramach Wroclove Design, odbyły się warsztaty z Kubą Korczakiem. Udało mi się być na "talerz formą przekazu". Najbardziej utkwiła mi myśl, że biały talerz jest jak biała kartka papieru, która czeka na zamalowanie.  Niby nic odkrywczego, ale znalazłam w ten sposób usprawiedliwienie, dla zakupu 29 białych talerzy ;) _MG_8995 _MG_8983

Pieczone w miodzie larwy mącznika młynarka i smażona w pikantnej tempurze szarańcza. Do tego świńskie uszy w cynamonie. Albo kacze jaja. Na surowo lub po 20 minutowym gotowaniu. Menu brzmiało intrygująco. To miała być degustacja dań z azjatyckiej kuchni. Tak powiedział mi mąż, który zarezerwował miejsca na to wydarzenie. Rzeczywistość okazała się bardziej interesująca. Na piętrze warszawskiej restauracji Znajomi Znajomych trwało spotkanie promujący nadchodzący festiwal GOOD FOOD FEST kulinarnej akademii Food for Friends. pitahaya Pachniało orientem, bez wątpienia.  I durianem. Owocem, z którym w niektórych krajach nie można wchodzić do sklepu czy na pokład samolotu. Są też na świecie miejsca, gdzie nie wolno wchodzić nawet po zjedzeniu duriana. Rozsiewa tak intensywny zapach, że przesiąka nim całe ubranie. Totalny kontrast dla smaku. Słodkiego, delikatnego. Nieco maślanego i kremowego. To naprawdę przyjemne zaskoczenie. Szczególnie, gdy durian ląduje w sosie z mango i obsypany zostaje czarnym sezamem oraz miętą. Ale to było na koniec. Na deser. durian z mango