Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

Najpierw była zwykła sokowirówka, ustawiona w wynajętym żłobku, 600 butelek marchewkowego soku dziennie rozwożonego starym polonezem, teraz jest ogromne przedsiębiorstwo, prawie 1000 hektarów warzyw i 200 tysięcy butelek wypełnianych każdego dnia. Ta historia biznesu, jak z amerykańskiego podręcznika rozegrała się w okolicach Torunia. Głównym bohaterem był dwudziestojednoletni chłopak, który 20 lat temu  wpadł na pomysł, by przyjemność, którą pamiętał z dzieciństwa, zamknąć w butelce i sprzedawać. Filozofia biznesu niby banalna, chodziło o sok z marchewek, jaki przed laty wyciskała mu mama. W kraju hulał wiatr zmian i obiecująca perspektywa dla ludzi z wizją.

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

Jego była skromna. Sok miał nie wyjeżdżać poza miasto, no może województwo. Obecnie transport to majstersztyk logistyki, bo soki są jednodniowe, niepasteryzowane i muszą co noc trafić do 7 tysięcy sklepów w całym kraju. Chłopak to Maciej Jóźwicki, w międzyczasie stał się mężczyzną, który z sukcesem zarządza firmą będącą potentatem, ponad 70% procent rynku soków niepasteryzowanych należy do niego. Firma otworzyła przed nami swoje drzwi, by pokazać, jak to się robi :)

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

Początek jest w ziemi. Przynajmniej jeśli chodzi o marchewkę. Nie przyjeżdża ona w wielkich kontenerach z Holandii albo Niemiec, tylko z Przysieku i Złejwsi. Marwit ma swoje gospodarstwo,uprawa marchewki monitorowana jest GPSem. Każdego dnia wykopywanych jest prawie pięć hektarów warzyw. Nać zostaje na polu, bo świetnie sprawdza się w roli nawozu. Ten sztuczny też się pojawia, choć, jak zapewniał nas pan odpowiadający za uprawę, tyle, ile musi. Marchewki nie są więc idealne, jakby to chcieli unijni urzędnicy, potrafią rosnąć zgięte albo chude. Nie o kształt, jednak chodzi, a zawartość, muszą być słodkie i soczyste, by jak najwięcej oddać po wyciśnięciu. Marchewka ma około 25 gatunków, a w naszych sklepach, na co zwrócił nam uwagę nasz przewodnik po marchewkowym polu, wszystkie występują pod jedną nazwą, marchewki po prostu. I tak nieświadomie kupujemy sobie bez wyboru. No chyba, że trafimy na inny kolor, bo  marchewka może być też i żółta i czarna :)

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

Ta marwitowa pomarańczowa marchewka zebrana na polu najpierw trafia do chłodni, potem na produkcję. Kilka raz jest czyszczona, myta i płukana. Czysta trafia w szpony maszyny, którą ją tłamsi, ściera, rozgniata i wyciska wszystkie soki. Sok rurami, co mnie zaskoczyło bardzo, bo wyglądało dość dziwnie, płynie do kolejnego pomieszczenia, tam już czekają na niego butelki. Wypełnione i kapslowane schodzą z taśmy do skrzynek, a te do już do transportu. Niestety w hali produkcyjnej nie mogłyśmy robić zdjęć, więc musicie sobie ten proces jedynie wyobrazić. Fabryka jest nowoczesna i w zasadzie większość pracy wykonują maszyny. Zupełnie inaczej niż przez pierwszych kilka lat, gdy soki były wyciskane w zwykłych sokowirówkach. Teraz przy taśmach stoją jedynie kontrolerzy, którzy sprawdzają, czy wśród marchewek nie ma kamieni albo buraków:) To, co z wyciśniętych warzyw zostaje przerabiane jest na paszę dla zwierząt.

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

Na początku były soki marchewkowe, niepasteryzowane, jednodniowe. Choć nadal są sztandarowym produktem firmy, w ofercie pojawiają się kolejne smaki. Jest więc jabłkowy i jabłkowy z dodatkami najpierw buraka, teraz też żurawiny czy granatu. Do tego cała kolekcja soków z cytrusów, ale ananasów czy pomarańczy już Marwit u siebie nie hoduje, tylko importuje:) Szef, ten od poloneza, żłobka i wizji ma kolejne koncepcje. W jego halach powstają więc surówki, owocowe smoothie  i małe  marchewki – marwitki, do pogryzania. Jest też pomysł, by wprowadzić obrane i pokrojone jabłka albo ananasy, ale Polacy jakoś tego nie kupują, firma więc rezygnuje z produkcji, uznając, że to jeszcze nie ten czas na takie eksperymenty. Na rynek Marwit wprowadza za to zupy. To nowość – kilka smaków do wyboru, mi najbardziej do gustu przypadła groszkowa, pozostałe, marchewkowa, pomidorowa czy buraczana są zbyt słodkie i mdłe. Zupy bez konserwantów, tylko na bazie warzyw i ziół, w plastikowych półlitrowych kubkach, można je podgrzewać w mikrofalówce. Dobry pomysł na obiad do pracy i zdrowa alternatywa dla gorącego kubka.

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

My w czasie tej wycieczki dostałyśmy  też bazę pomysłów, jak wykorzystać soki Marwitu w kuchni. Najpierw ekipa Grzegorza Łapanowskiego, który jest Ambasadorem marki, uraczyła nas śniadaniem. Wprawdzie spóźniłyśmy się na nie solidnie, więc bardziej to była degustacja, ale smak utkwił w pamięci – owocowej granoli ze słodkim sokiem oraz kaszy gotowanej w soku warzywnym. Do tego gorący sok jabłkowy z korzennymi przyprawami. Po południu było jeszcze lepiej. Na kulinarnych warsztatach z Mają Sobczak z bloga qmam kaszę i Grześkiem Łapanowskim robiliśmy dla siebie obiad. Ekipa Mai gotowała dania bez mięsa, powstała więc obłędna kasza jaglana z sokiem z buraka, imbirem i chipsem z jarmużu. Wszystko wzbogacone chilli i limonką. Mój absolutny hit, który zdążyłam powtórzyć w domu. Inspirowana tym połączeniem zrobiłam też kaszę na słodko. Polecam:)

Warsztaty z Mają Sobczak

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

Deserowo raczyliśmy się karmelizowanymi marwitkami z budyniem z tapioki. Grzesiek postawił na kaczkę z cykorią i sokiem pomarańczowym, a  sandacza połączył z boczkiem i duszonym w soku jabłkowym koprem  włoskim. Ryba podbiła moje kubki smakowe bezapelacyjnie. Była lekka, rześka i słodka. Soki rzeczywiście okazały się dobrym dodatkiem i uzupełnieniem naszych dań. Niewątpliwie będziemy nadal z nimi eksperymentować w swoich kuchniach. Jeśli ktoś z Was szuka inspiracji, niech zagląda na FB Marwitu, tam sporo kulinarnych ciekawostek i pomysłów ambasadora marki.

Warsztaty z Grzegorzem Łapanowskim

_MG_3095

_MG_3087

Marchewkowe pole, czyli jak się robi soki w Marwicie

W międzyczasie dostaliśmy do spróbowania trzy różne soki marchwiowe. Wśród nich trzeba było rozpoznać produkt Marwit. Nikt nie miał problemu, bo to napój, który rzeczywiście się wyróżnia. Naturalnością. Nie jest produkowany, jak inne w podanym nam zestawie, z zagęszczonych soków albo dosładzany. Osad na dnie butelki jest naturalny. Martwit szczyci się tym, że stawia na jakość i o nią dba. Wiadomo, że firma w czasie tej wizyty zaprezentowała najmocniejszą i najładniejszą odsłonę, ale wyjechałyśmy z niej z przekonaniem, że ta filozofia sprzed 20 lat o dawaniu zdrowego i naturalnego produktu jest wciąż aktualna. Tylko na zdecydowanie większą skalę. Soki są niepasteryzowane i to jest ich atut i przekleństwo zarazem. Bo muszą dotrzeć do sklepu rano, żeby klient kupił je przed śniadaniem. Gdy sok się nie sprzeda firma go odbiera i stratą nie obarcza sklepów. To, przyznam, mnie zaskoczyło. W ofercie pojawiły się już soki o dłużej trwałości, ale i tak najchętniej wybierany jest klasyczny marchewkowy. Na niego postawił prezes, gdy wszyscy pukali się w czoło, bo kupowali maszyny do produkcji soków w kartonach. To miała by przyszłość. Gigantyczny sukces Marwitu pokazał, że czasem warto iść pod prąd:)

_MG_3046


PolecamyProduktyPrzepisy
Author: Sylwia

Get Connected

    3 komentarze

  1. irenka says:

    surówki marwitu są wyatkowopaskude niestety i coj ale autorka powinna wiedzieć chyba że jest pozbawiona smaku. naprawdę tak dużo placa za taka reklamę żeby takie bzdury pisać… coraz smutniejszy tebn blog

    • Agata says:

      Pani Irenko, stęskniłyśmy się za Panią :) Swoje komentarze zostawia Pani na naszym blogu od dwóch lat, w bardzo podobnym tonie. Jednak wciąż Pani tu wraca, może z ciekawości, a może jednak z sympatii? Pozdrawiamy bardzo serdecznie!