Rok temu tuż przed Wielkanocą przyjechała do mnie Sylwia, która spędzała święta we Wrocławiu i brakowało jej tu kilku foremek. Spędziłyśmy w kuchni miłe chwile, a ja podpatrywałam, co Sylwia przygotowuje. Odkryciem okazały się te kokosowe gniazda. Robi się je chwilę, a efekt jest zaskakujący. Jeszcze tego samego dnia zrobiłam je tylko w innym wydaniu :)
Rzadko jem kurczaka, ale czasem nie potrafię się oprzeć pokusie. Zdecydowanie najlepszy kurczak to kurczak pieczony w całości. Tym razem też tak go upiekłam, ale nieco inaczej - na soli. Sól zatrzymuje wodę, dzięki czemu kurczak jest wilgotny i soczysty, a skórkę ma chrupiącą. I wcale nie jest słony, pomimo, że leży na kilogramie soli. Bez obaw - kurczak jest naprawdę pyszny.
Są takie rzeczy, które gdy zobaczę powodują u mnie radość dziecka. Są to m.in. kwiaty cukinii (sama nie wiem dlaczego, nie są przecież aż tak spektakularne w smaku), rydze ( pyszne jak każde grzyby!), byczki ( pyszne ryby!) a także czosnek niedźwiedzi. Tak też zareagowałam i tym razem. Pierwszy raz kupiłam nie w pęczku, a sprzedawany na kilogramy. Świeży, młody - idealny! Idealny na śniadanie, jako składnik pasty do chleba :)
Zobacz, co jeszcze można zrobić z czosnku niedźwiedziego.
Tym razem radość była podwójna, bo po ugotowaniu jajek okazało się, że wszystkie mają podwójne żółtka :)
Makrelę wędzoną dość często kupuję i jem na kolację. Zazwyczaj samą, ale czasem w innym towarzystwie, np. w postaci pasty z awokado. W każdej wersji równie pyszna, maślana. Pasta z wędzonej makreli i białego sera jest delikatniejsza, więc tym bardziej przypadnie do gustu tym, którzy za wędzoną ryba nie przepadają. Taka pasta z wędzonej makreli jest bardzo pożywna i jest miłym urozmaiceniem kanapek.
Gdyby nie fakt, że robię naleśniki z samej kaszy gryczanej i wody, nie odważyłabym się upiec chleba z samej kaszy.Szczerze się do tego przyznaję :) Jednak jak zobaczyłam ten przepis i przypomniałam sobie o naleśnikach, od razu w myślach krzyknęłam "robię!". I zrobiłam, wprowadzając zmiany (uwzględniające zawartość moich szafek kuchennych) :) Pyszny, wilgotny chleb. Pełen zdrowych ziaren. Ten chleb jest jednak lżejszy niż ten chleb bez mąki, drożdży i bez zagniatania. Cała trudność w jego wykonaniu to... cierpliwość!
Ważne, aby dać kaszę gryczaną niepaloną (białą), tylko wówczas chleb wyjdzie. Kasza gryczana niepalona ma delikatniejszy smak (to dla tych, co twierdzą, że nie lubią kaszy ;)) i więcej właściwości odżywczych, dlatego starajcie się używać właśnie tej.
Kaszy możecie namoczyć więcej, by w kolejnych dniach przygotować na jej bazie :
Te placuszki są pyszne. Są puszyste, nie ociekające tłuszczem i nie smakujące proszkiem do pieczenia. A to dlatego, że są smażone na suchej patelni (do ciasta daje się nieco oleju), a zamiast proszku do pieczenia dodane ubite białko zapewnia im puszystość. Takie drobiazgi, a smak zupełnie inny. Serek wiejski nie jest wyczuwalny w smaku, a dzięki niemu placuszki są pożywne. Placuszki z serka wiejskiego są smaczne również na zimno, więc śmiało mogą zastąpić drugie śniadanie w szkole lub w pracy.
Skąd nazwa pierogi leniwe? Zawsze mnie to zastanawia :) Bowiem z pierogami te kluski nie maja nic wspólnego. Co innego "leniwe" - robi je się bardzo szybko (szybciej niż trwa zagotowanie w garnku wody), są proste, nie przemęczycie się podczas ich przygotowania. Można by rzec, że są dziecinnie proste. Smakują dzieciństwem, to comfort food w najlepszym wydaniu. Miałam najprawdziwszy twaróg i jaja ze wsi (co tydzień wstaję skoro świt, by udać się za nimi na targ). Mąka z okolicznego Młyna z Jordanowa. Okruchy z pozostałości bułeczek szafranowych, lekko już podeschłych ;) W ten sposób nic nie wyrzuciłam, a suche pieczywo w palonym maśle wypełniło to danie (smakiem i szczęściem). To danie na pewno też zasmakuje Waszym dzieciom.
Kluski leniwe z tego przepisu rozpływają się w ustach, gdyż jest w nich bardzo mało mąki. W tym tkwi właśnie ich sekret.
Tylko 2 składniki, a smak wyjątkowy. Pasta z awokado i makreli jest bardzo prosta w przygotowaniu i jest pyszną alternatywą na śniadania. Ta pasta do chleba nie wymaga już niczego więcej, ani masła ani dodatku nabiału. Wystarczy tylko rzodkiewka (na która właśnie jest sezon) lub plaster pomidora (na którego jeszcze musimy poczekać ;), kromka dobrego chleba i pyszna kanapka gotowa.
Te szafranowe bułeczki chodziło za mną od dawna, ale ciągle coś stawało mi na drodze, aby je upiec. W szwedzkiej tradycji są one pieczone na 13 grudnia na dzień św. Åucji. Kolorem jednak bardziej pasują do Wielkanocy, są promienne, iście wiosenne :) Gdy zobaczyłam przepis na nie w książce "Wszystkie smaki Skandynawii" (warto czasem sięgać ponownie do książek ;)) wiedziałam, że mogę zaufać autorowi - Clausowi Meyerowi, współzałożycielowi Nomy. Składniki miałam wszystkie w domu (poza rodzynkami, dlatego użyłam jagód goji), więc nie miałam już pretekstu do wymówek ;)
Szafranowe bułeczki lussekatter są puszyste, o intensywnie żółtym kolorze. Najlepsze tego samego dnia, choć drugiego też były smaczne (posmarowane masłem). Trzeciego już nie doczekały ;) Zrobiłam z połowy porcji (i taki przepis Wam podaję) i zmniejszyłam dwukrotnie ilość szafranu (szafran wysusza ciasto), a i tak bułeczki miały bardzo intensywny kolor.