Całe sześć stron o jedzeniu we Wrocławiu. Taki smaczny dodatek przygotowała przed świętami Gazeta Wyborcza. Dziennikarze sprawdzili popularne, swoje ulubione i polecane przez znajomych oraz nieznajomych miejsca. Napisali o Czeskim Filmie, Jatkach i Cafe Szalet. Zresztą sporo miejsca poświęcili kawiarniom, które dobrze wpisują się we wrocławski klimat i których w mieście jest coraz więcej. Mnie cieszy, że takie miejsca mają charakter, francuski Monsieur Cafe z Więziennej, kolorowa Muffiniarnia na Szewskiej, czy znajdująca się po sąsiedzku i  oferująca śniadania w nowej odsłonie Giselle. Wrocław kulinarnie pysznie się zmienia. W końcu!O tym, co nam się podoba, a czego brakuje też było w Gazecie:) Poczytajcie. GAZETA WYBORCZA

Z Londynu dotarła do mnie wypatrzona w apetycznej muffiniarnii książka. Make cupcakes whit Lola to obowiązkowa  biblia dla tych, którzy do tych angielskich babeczek mają słabość. Ascetyczne wręcz zdjęcia i inspirujące przepisy. Zdecydowanie najlepsza lektura o tych wciąż kuszących mnie deserach. A wiem, co piszę, bo mam na półce kilkanaście książek poświęconych cupcakes:) making cupckas whit lola Efektów wypieków z tej książki próbowałam w jednej z  kawiarnii dziewczyn, które kilka lat temu stworzyły tę markę. Na półkach cupcakes we wszystkich kolorach tęczy. Wybrałam najbardziej stonowaną - cynamonową z odrobiną karmelu. Babeczka była wyśmienita. Delikatnie biszkoptowa z kremową niespodzianką w środku. Top na bazie cynamonowego masła. Rozkoszując się swoją nową książką najpierw nabrałam ochoty na delikatny cupcakowy eksperyment. Chciałam wybrać najciekawsze egzemplarze i wypróbować je w swojej kuchni. Jednak gdy przerzucałam  każdą kolejną stronę, powoli docierało do mnie, że takiej selekkcji zrobić nie potrafię. Babeczki podobały mi się wszystkie. I te z jagodami i kremem z limonki, dobrze wyglądały orzechowe, karmelowe. Na kawowe też miałam chęć. babeczki cynamonowe Kolejną decyzję podjęłam dość szybko. Postanowiłam zrobić wszystkie proponowane w książce cupcakes. Na szczęście nie naraz:)  Mimo, że zachłyśnięta byłam aptycznymi zdjęciami, to zachowałam odrobinę rozsądku i pieczenie podzieliłam na etapy. Zaczęłam od babeczek cynamonowych. babeczki cynamonowe Babeczki do pieczenia są bardzo wdzięczne. W domu już po wymieszaniu składników unosi się zapach cynamonu. A cynamon z masłem? To już poezja. Przekonajcie się sami:)

Wiosna - to zapomniane przez ostatni rok słowo odmieniam teraz przez wszystkie przypadki. Czekam, jak nigdy na pierwsze niewinne promienie słońca. Tęsknię za kolorami, barwą dodającą kropli optymizmu, energetycznym natchnieniem. Pełna dziewczęcej naiwności wypatruję na targu nowalijek. Wiem, że to jeszcze chwilę, że muszę być cierpliwa. Szukam więc innych inspiracji. kawa z pomarańczą w tle Na dzień dobry parzę aromatyczną kawę przywiezioną ze słonecznej Gwatemali. Czasu o świcie ciągle za mało, a nie wyobrażam sobie, by soczyste ziarna nie zostały zmielone. Tylko taki napój potrafi mnie obudzić. A może zapach? Czy jest coś przyjemniejszego niż unoszący się w kuchni aromat świeżo mielonej kawy? Retoryczne pytanie:) Zresztą w pamięci krążą słowa zaprzyjaźnionego baristy, który przekonywał mi, że nic nie równa się kawie wsypanej do ekspresu prosto z młynka.  Mój pamiętający jeszcze kawę Margo najbardziej pożądaną 30 lat temu nadaje się do wymiany. Tylko wierna przyjaźń i przywiązanie nie pozwoliły mi do tej pory na rozstanie. Ale od dłuższego czasu  myśli krążą wokół nowszego modelu. kawa pomarańczowa Zaglądam na tę stronę  i  wypatruję zniżek. Jeśli potrzebuję swoje stłamsić swe wyrzuty sumienia nadszarpnięte kolejnymi wydatkami, to ten portal sprawdza się idealnie. Skupia sklepy z różnej branży i oferuje mnóstwo rabatów. Kupony zniżkowe są sensowne i  pozwalają sporo zaoszczędzić:) Portal jest więc wygodny do robienia kompleksowych zakupów. Ja kieruję się do akcesoriów kuchennych. To tu swym kolorem uwiódł mnie  soczyście pomarańczowy młynek. Sprzęt jest niewielki, w optymistycznym kolorze, z pojemnikiem chroniącym kawę przed wilgocią! Czego chcieć więcej:) Kawy oczywiście. Dla towarzystwa obowiązkowo pomarańczowej. Z nutą słodkiego likieru. I kleksem bitej śmietany. Mocnej, dzięki cytrusowej nucie orzeźwiającej. Dodającej energii niewątpliwie też! To moja namiastka wiosny.

Pieczone w miodzie larwy mącznika młynarka i smażona w pikantnej tempurze szarańcza. Do tego świńskie uszy w cynamonie. Albo kacze jaja. Na surowo lub po 20 minutowym gotowaniu. Menu brzmiało intrygująco. To miała być degustacja dań z azjatyckiej kuchni. Tak powiedział mi mąż, który zarezerwował miejsca na to wydarzenie. Rzeczywistość okazała się bardziej interesująca. Na piętrze warszawskiej restauracji Znajomi Znajomych trwało spotkanie promujący nadchodzący festiwal GOOD FOOD FEST kulinarnej akademii Food for Friends. pitahaya Pachniało orientem, bez wątpienia.  I durianem. Owocem, z którym w niektórych krajach nie można wchodzić do sklepu czy na pokład samolotu. Są też na świecie miejsca, gdzie nie wolno wchodzić nawet po zjedzeniu duriana. Rozsiewa tak intensywny zapach, że przesiąka nim całe ubranie. Totalny kontrast dla smaku. Słodkiego, delikatnego. Nieco maślanego i kremowego. To naprawdę przyjemne zaskoczenie. Szczególnie, gdy durian ląduje w sosie z mango i obsypany zostaje czarnym sezamem oraz miętą. Ale to było na koniec. Na deser. durian z mango

Zatopiłam się w lekturze Białych Trufli. Apetycznej opowieści o  francuskim kucharzu, w którego kuchni wszystko miało właściwe miejsce. Georges'a Auguste Escoffier gotował dla gwiazd, polityków i kochanki. Wierzył, że tylko dzięki miłości do kobiety można być dobrym szefem kuchni. Był najlepszym. Potrafił zrobić jajecznice w ponad stu wersjach. Imionami ulubionych gości nazywał swoje dania. Jest autorem najsłynniejszego podręcznika o francuskiej kuchni. Najpierw wydanego w wersji dla profesjonalistów, później dla gospodyń domowych. białe trufle Białe trufle są też dla mnie kulinarną inspiracją. W czasie podróży po francuskiej kuchni nabrałam ochoty na klasykę. Marzyła mi się rozgrzewająca, intensywna zupa cebulowa. Nieco słodka, gęsta, koniecznie doprawiona tymiankiem. zupa cebulowa Jedno z najzwyklejszych warzyw w tej zupie nabiera wytwornego charakteru. Wzmocnione białym winem, odrobiną brandy, obowiązkowo z grzanką i solidnym plastrem żółtego sera. Zupa, która jeszcze sto lat temu trafiła wyłącznie na stoły ubogich, dziś jest kwintesencją francuskiej najlepszej kuchni. zupa cebulowa

Do tej zupy wybierzcie żółtą cebulę. Nada jej odpowiedniej słodyczy. Nie żałujcie masła i soli - na nich opiera się francuska kuchnia. Zupę po ugotowaniu można zmiksować i podać w postaci kremu, ale w ogryginale piórka cebuli powinny być wyczuwalne. I w takiej wersji Wam francuską klasykę polecam.

Przyzwyczaiłam się bardzo do świątecznego jarmarku, który już na początku grudnia powstaje w samym sercu Wrocławia. Może jest w tym coś ckliwego i przesłodzonego, ale lubię spacery wzdłuż tych gwiazdkowych neonów, aromat grzańca i nawet nie przeszadza mi wydobywające się nachalnie z głośników Merry Christmas. Z ciekawością zaglądam na stoiska z ręcznie robioną biżuterią, haftowanymi serwetkami, drewnianymi akcesoriami do kuchni. To fantastyczna giełda prezentów, można znaleźć urocze skarby!I najeść się do syta. Kalorycznie, bo dominuje pajda chleba ze smalcem, kiełbasa z cebulą, bigos w duecie z gorącą czekoladą albo hitem tego roku - węgierskim kurtoszkołaczem. Jarmark we Wrocławiu  

W 80 dań dookoła świata! Tylko w Londynie na Brick Lane Market! Londyn jest chyba jedynym miastem, w którym można znaleźć każdy zakątek świata. Do tego raz w tygodniu, w niedzielę, na Trick Lane Market można tego świata  zasmakować. Do tej pory ta dzielnica kojarzyła mi się jedynie z hinduskimi knajpkami. Polecam, bo takiej liczby bardzo dobrych miejsc z indyjskim jedzeniem trudno znaleźć w Europie. W niedzielę zjeżdża się tu cały londyński świat, żeby handlować rodzinnymi przysmakami.

 

Po tym konkursie pozostało mi wrażenie, że smakowite prezenty najczęściej powstają przed Bożym Narodzeniem:) Nie wiem, czy to ta osławiona magia zbliżających świąt skłania do działania, ale cieszę się, że pojawiło się tyle pomysłów i mam nadzieję - inspiracji dla innych. Za wszystkie serdecznie dziękujemy. Niestety zwycięzców mogło być tylko trzech i Im gratulujemy najmocniej. Liczę, że prezent Was ucieszy, bo ta książka  może być świetną podpowiedzią przy wyborze smakowitych prezentów.  

Zupa ufo albo drink pszczółkowy. Palce potwora, kurczę pieczone, a na deser miętowe orzeźwienie. Rosołek babuni, pomidorowy szał, szałowy krem. Tak zaczyna się rewolucja na szkolnych talerzach. Premiera nastąpiła w kilku wrocławskich szkołach i mam nadzieję że fala zdrowych obiadów podanych tak atrakcyjnie, że najbardziej wybredne dzieciaki nie będą się w stanie im oprzeć , niebawem ogarnie nasz kraj od Wybrzeża aż do Tatr. To już najwyższy czas, bo jeśli wierzyć badaniam naukowców, co piąte polskie dziecko ma problemy z nadwagą.

Premierowo dziś u nas o książce. Zaczynamy od nowości, która pojawiła się w księgarniach w ubiegłym tygodniu i podobno znika, jak ciepłe bułeczki:) Recenzja rozpoczyna kolejny cykl na blogu - przyjemnych kulinarnie lektur. Tu podpowiemy, co czytamy, gdzie szukamy inspiracji, co nas zachwyciło, jakie wydanie zawiodło.  Polecamy nasz nowy wpis, informując jednocześnie, że dla tych, co wytrwają do końca, jest konkurs, a do wygrania "Smakowite prezenty ":)