To miejsce zdominowane jest przez ryby i inne owoce wyłowione o świcie z morza. Że docierają każdego dnia świeże widać na kutrach, które leniwie podpływają do brzegu. Kilka kroków dalej zebrany na nich wcześniej  towar już posegregowany i oczyszczony wystawiony zostaje do sprzedaży. Nie sposób zapamiętać tych wszystkich skorupiaków, które dostępne są w ofercie. Ale można ich dotknąć i podpatrzeć, jak dzielone są na pożądane przez klientów porcje.

 Krab nerwowo rusza mackami. Rozbawiony sprzedawca unosi go lekko i daje przyspieszoną lekcję ujarzmienia tego stworzenia. Przyglądam się z ciekawości i zastanawiam, w jakim sosie smakowałby najlepiej. Są też małże świętego Jakuba, pakowane do półkilogramowych siatek mule i lśniące ośmiornice. Najszybciej schodzą ukochane przez Portugalczyków sardynki. Różnej wielkości, do różnych dań. Można je zalać oliwą, można w oliwie usmażyć, podać z dodatkiem pieprzu albo papryki.

 Nieprzyjemnie twarde są ryby suszone, którymi z uśmiechem częstują sprzedawcy. Kupujemy kilka z ciekawości, a potem przyglądamy się, jak sprawnie można oczyścić rybę. Obowiązkowo na plastikowej desce wymaganej przez Unię Europejską, zaledwie kilkoma ruchami noża. Dorsz ląduje na wadze, stamtąd do plastikowej torebki, a potem już pewnie znajdzie się w menu obiadowym. Rarytas.

W kolejnej alejce krewetki, ale co to są za krewetki. Całe rodziny, bogactwo wyboru, od tych drobniuteńkich, pozbawionych skorupek, do ogromnych, szeleszczących drażliwie  szczypcami. Są i tygrysie i królewskie, pełnomorskie, kwiatowe, brązowe i białe. Na sztuki, kilogramy, ważone, po kupieniu elegancko owinięte folią. W sam raz do pieczenia, grillowania albo banalnego gotowania. Z cytryną, imbirem, świeżą bazylią, koniecznie czosnkiem i oliwą. za 10, 15, 20 euro kilogram, idealne na leniwe rozgrzane słońce popołudnie.

 

I jeszcze moje ukochane navajas – małże mieczowe. Do podania z odrobiną oliwy, listkami zielonej pietruszki. Apetycznie kuszące. Nazw ryb nawet nie próbuję zrozumieć, jest ich tyle, że od samego patrzenia kręci się w głowie.

 Z przyjemnością obserwuję, jak kilkoma sprawnymi ruchami noża sprzedawcy potrafią je oczyścić i podać klientowi. Zgrabnie podzielić na porcje. W obowiązkowych białych fartuchach za ladą głównie mężczyźni. Po wieku i podobieństwie można skojarzyć, że tu dominuje rodzinny biznes. Zamykany starannie chwilę po południu. Tak, żeby zdążyć na domowy obiad.

Targ Rybny, czynny od 7 do 14 )pon- sob

Tavira, Portugalia

 

PolecamyTargi
Author: Sylwia

Get Connected