Do tego miejsca drogę wskazał nam deszcz. W słonecznej Toskanii rozpadało się niemiłosiernie. Postanowiliśmy przeczekać nad talerzem z pizzą. Po spacerze wśród kolejnych trattorii zaczęliśmy wątpić, że w San Gimignano znają klasyczną margaritę, a  czas naglił, bo za chwilę rozpoczynała się pora sjesty i okoliczne osterie zamykały swe drzwi.

Do Chiribiri trzeba wspiąć się pod górę, na brukowanej uliczce, zalanej kroplami wody trattoria  jest sama, ukryta w zaułku znanym turystom, którzy nieco oddalą się od głównego szlaku. Jak zwykle we Włoszech oblepiona naklejkami z rekomendacją zachęca kusząco do wejścia. W środku droga w dół wąskimi schodkami. Na każdym stole dotrzegam wiklinowy koszyczek z pieczywem.

 Jest wolny stolik, o który pytamy siwego pana w średnim wieku, który nie wie, czy jest właścicielem tego miejsca. Uśmiecha się zawadiacko i odpowiada, że wszystko jest możliwe. Lokal ma tylko kilkanaście metrów, złudnie, ale klimatycznie  powiększa go fototapeta, którą oklejone są ściany. Menu pisane czarnym piórem, zmieniane bywa w rytmie pór roku. Kuchnię można śmiało podglądać, nie ma żadnych drzwi oddzielających ją od gości. Włoskie menu przygotowują trzy czarnoskóre panie, które właściciel znowu z nonszalanckim przymrużeniem oka przedstawia jako żonę, córkę i kochankę.

W tym miejscu nie jesteśmy klientami, a gośćmi, których uprzejmy gospodarz z toskańskiego miasteczka na wzgórzu nakarmi. Propozycje ma klasyczne, bez pizzy w tle. My bez żalu wybieramy pasty. Ravioli w pomidorach i lazanię. Mięso jest aromatyczne, pachnie ziołami, idealnie zmielone i przesmażone zaledwie z kroplą pomidorowego wyostrzonego sosu. Płaty lazani wałkowane i krojone w równe paski, na drewnianym blacie są delikatnie przełożone nadzieniem. Chrupiąca warstwa, dla spragnionych gotowa do posypania parmezanem. Ravioli też można obsypać startym wytrawnym serem, ale lepiej nie psuć dzieła kucharki. Ciasto jest maślane, łagodnie poddające się ruchom widelca. Przełamuje się lekko i w środku chwali się kremową, wilgotną ricottą. Biały ser  otoczony świeżymi pomidorami, którym towarzyszą zielone liście bazylii.

Deser jest obowiązkowy, gdy ktoś miał odwagę nieśmiało zrezygnować i poprosić jedynie o espresso, musiał zmierzyć się z wzrokiem pełnym oburzenia i lekceważenia właściciela. W tym domu się nie odmawia. Ja bez zbędnych nalegań proszę o pana cotte w czekoladzie. Jest aksamitnie kremowa, przełamana subtelnie czekoladową nutą. Słodycz tylko w śmietanie, zrównoważona idealnie wobec gorzkiego sosu. Obie barwy lśnią na białym spodku i znikają błyskawicznie. Na nich miejsce pojawia się tiramisu, znowu inne niż do tej pory, bez śmietany, na bazie żółtek. Krem dzięki temu o konsystencji puchu i kolorze słońca. Obsypany subtelnie kakao z biszkoptami zanurzonymi jedynie w kawie, bez aromatu likieru. Zastanawiam się, czy Włosi uczestniczą w konkursie na najbardziej autentyczne tiramisu, czy wolą to takie ze śmietaną, czy bez niej, chcą dodawać alkohol, czy wystarczy kawa. Tyle możliwości w klasycznym dolce.  Filiżanka kawy pojawia się przed nami, dopiero, gdy ze stołu znikają ostatnie talerze. Espresso nie jest dodatkiem do deseru, ma nas pobudzić po tej włoskiej uczcie i dodać energii, której trzeba, by dalej wspinać się po toskańskich wzgórzach.

Chiribiri wyróżnia się z toskańskiego krajobrazu osterii czy trattorii tym, że nikt w niej nie zawraca sobie głowy sjestą. Chętnych, z czego właściciel jest niesamowicie dumny, przyjmuje bez przerwy.

 Adres:

Chiribiri

Piazza della Madonna 1, 53037 San Gimignano, Włochy

tel. 0577/941948


PolecamyRestauracje
Author: Sylwia

Get Connected

    2 komentarze

  1. agula says:

    Drogie blogierki;)
    Chciałam Wam juz dawno pograltulować bloga, który jest świetny!!!! Testuje Wasze przepisy czasem coś dodam od siebie i efekt jest cudny. Pysznie jest gotowac „razem z Wami”. Przez pewnem czas miałam problem z dodawaniem komentarzy, ale to pewnie wynik moich skromnych zdolności informatycznych;))) Gratuluje i śledzę regularnie;) Siete bravissime!!!
    Acha, jeszcze o restauracji, która polecałyscie powyżej;) Kilka dni temu wróciłam z Toskanii i….dzieki Wam odwiedziłam polecana retaurację!!! San Giminiano nas zachwyciło, a Trattoria Chiribiri była przeprzysznym zakończeniem naszego dnia. Mój maz był zachwycony;) Pyszne jedzonko, atmosfera jak w domu, poprostu cudnie;) Dziekuję!!Pozdrawiam i zycze powodzenia!!!